czwartek, 4 kwietnia 2013

One Shot - A moment of pure joy

 Witajcie pysiaczki!! Nareszcie doczekaliście się One Shota ;D Mam nadzieję, że wam się spodoba bo jest taki....inny? Nie chciałam dodawać czegoś smutnego, bo blog jest smutny, więc stwierdziłam, że coś wesołego i szczęśliwego nie zaszkodzi. Jeśli chodzi o rozdział 11, to powinien pojawić się we wtorek lub w środę. Pytania do postaci lub do mnie Tutaj. 
One Shota dedykuje Oli ;D 
 
 Enjoy!!!

Może to nie powinno tak wyglądać. Myślę, że powinienem być bardziej romantyczny. Powinienem paść przed tobą na kolana, jak widziałeś to wiele razy w filmach, a potem ze łzami w oczach opowiedzieć Ci o mojej miłości i o tym, jak wiele dla mnie znaczyłeś, znaczysz i będziesz znaczył. Powinienem Ci powiedzieć, że ponad wszystko uwielbiam twój uśmiech i, że twoje oczy są najbardziej niebieskie na świecie. Mógłbym wspomnieć, że przecież gdybyś miał oczy zielone, także bym Cię kochał. Właściwie nie przeszkadzałby mi żaden kolor twoich oczu, wyglądałbyś pięknie nawet, gdyby były różnokolorowe.

Gdybym był bardziej romantyczny, mógłbym zainwestować w prawdziwy pierścionek, w końcu tak przecież należy. Mógłbym to naprawdę zrobić inaczej, tak jak trzeba. Ale wiesz, prawdę mówiąc, nigdy nie podejrzewałem nawet, że Ci się oświadczę.

Nie zrozum mnie źle. To nie jest tak, że Cię nie kochałem - skąd! Od zawsze byłeś dla mnie najważniejszy. Już w pierwszej chwili, gdy Cię poznałem, a ty odezwałeś się do mnie po raz pierwszy, mówiąc ciche „Hi!” wiedziałem na pewno, że jesteś kimś wyjątkowym. Czułem to. Patrzyłeś na mnie w sposób, w jaki nikt inny nie patrzył. Wyzwalałeś we mnie emocje, o których istnieniu nawet nie wiedziałem, robiłeś ze mną rzeczy, których…Których nigdy nie zapomnę. A mimo wszystko jednak nie podejrzewałem, że Ci się oświadczę. Nie podejrzewałem, że zrobię to w tamtej chwili.

Pamiętasz?

Byliśmy na łące, pod naszym drzewem, na którym kilka lat wcześniej w serduszku wyryliśmy scyzorykiem nasze inicjały. To takie banalne i tandetne, ale nie wyobrażam sobie, że moglibyśmy tego nie zrobić.

Ja opierałem się plecami o pień drzewa, a ty siedziałeś pomiędzy moimi nogami, opierając się o moją klatkę. To była nasza ulubiona pozycja, zawsze tak siadaliśmy, kiedy chcieliśmy po prostu pobyć razem.

Było to wiosną, nie tyle wczesną, co raczej w pełni. Słońce przyjemnie ogrzewało nasze ciała, a delikatny wiatr rozwiewał twoje włosy. Miałeś przymknięte oczy, a twarz wystawiłeś ku promieniom słonecznym. Chciałbym wtedy być w dwóch miejscach na raz, by móc jednocześnie czuć twe ciało blisko mnie i oglądać twoją twarz. Lubiłem Cię obserwować, wręcz gapić się na ciebie całymi godzinami.

Nie wiem dokładnie, kiedy przysnąłeś. Pamiętam, że czekając, aż się obudzisz zerwałem jedno z źdźbeł trawy i zacząłem owijać ją wokół twojego serdecznego palca. Nie robiłem tego, mając jakieś konkretne zamiary, po prostu chciałem zająć się czymś i jednocześnie nie przerwać twojego snu. Kiedy otworzyłeś oczy i rozkosznie się przeciągnąłeś, byłeś dla mnie najpiękniejszą osobą na świecie. Nie wiem jak to możliwe, ale wiatr nagle ustał, ptaki przestały śpiewać, a chmury zdawały się na tą jedną chwilę zaprzestać swej wędrówki po niebie. I wtedy to zrozumiałem. Zrozumiałem, że jesteś osobą, która powinna być ze mną na zawsze.

 - Wyjdź za mnie - wypaliłem znienacka.

Wciąż nie rozumiem, dlaczego się zgodziłeś. Nie rozumiem, jak to możliwe, że po najbardziej nieromantycznych oświadczynach na świecie, ty z radością rzuciłeś mi się na szyję i gorąco ucałowałeś moje usta. Wiem jednak, że kochałeś mnie ponad wszystko i tylko to jest tym, co powinienem wiedzieć.

Kiedy na twój serdeczny palec założyłem pierścionek upleciony z trawy, uśmiechnąłeś się. Prawdę mówiąc, byłem zażenowany. Powinienem był to przewidzieć, jakoś się przygotować. Wtedy cicho bąknąłem, że go wymienię.

 - Ani mi się waż - szepnąłeś cicho - Jest przepiękny.

Nie wymieniliśmy go ani wtedy, ani później. Jedynie utwardziliśmy go, za pomocą przeróżnych chemikaliów aby nigdy nie uległ zniszczeniu. Z dumą nosiłeś go na swoim serdecznym palcu przez cały okres naszego narzeczeństwa.

A teraz, kiedy trzymam twoją dłoń, jest też na nim złota obrączka.

Wokół nas panuje chaos.

Nasza rodzina, przyjaciele - wszyscy podchodzą, gratulują, przytulają z uśmiechem na ustach. Kiedy spoglądam na ciebie ukradkiem, widzę, że jesteś tym oszołomiony, ale szczęśliwy. Szeroki uśmiech nie schodzi z twojej twarzy nawet na sekundę. Jesteś taki dumny, kiedy podchodząc do ciebie mówią, że masz wspaniałego męża. To cudowne, przeszliśmy tak długą drogę.

Nagle wszystko ucicha, goście rozchodzą się na swoje miejsca, orkiestra cichutko puszcza jakąś romantyczną melodię. Słychać szczęk uderzających o siebie sztućców. Liam z radością biega za dwójką swoich maluchów. Zayn rozmawia z naszymi ojcami, a Perrie wraz z Danielle w popłochu szukają muszki, którą zgubił Niall. Nasze mamy uśmiechnięte rozmawiają przy stole, pierwsi goście wznoszą toasty. Zupełnie tak, jakby nikt nie zauważał, że my, we dwójkę stoimy pod łukiem ułożonych z kwiatów róż.

Wyglądał przepięknie. Robiła go Alex*. Ta dziewczyna w pewnym stopniu zmieniła nasze życie. A pojawiła się w nim całkiem przypadkiem. Lecz to dzięki niej zrozumieliśmy to co jest najważniejsze. 

Łapię Cię za dłoń, którą ty mocno ściskasz. To nie efekt stresu, ty zawsze ściskasz ją w taki sposób. Myślę, że to pewien rodzaj przyzwyczajenia z czasów, kiedy było to dla nas zakazane.

Pamiętam to dokładnie. Wtedy nie mogliśmy zrobić niczego razem. Przytulić się. Pocałować. Chociażby dotknąć. Zakazali nam tego. Nie mogliśmy pokazywać światu, że się kochamy. Ale teraz to wszystko, już przeszłość, złe wspomnienia, które już nigdy nie wrócą.

Spoglądam na naszych gości. Wszyscy zajęci są sobą i mam ochotę zabrać Cię stąd, gdzieś gdzie będziemy sami.

Robię tak. Pociągam Cię do tyłu, a nikt nie zauważa nawet naszego zniknięcia.

To zabawne, że nasze wesele odbywa się na łące, gdzie Ci się oświadczyłem.

To zabawne, że dokładnie pod naszym drzewem, jeszcze kilkanaście minut temu przysięgałem Ci, że będę twój na zawsze.

To zabawne...ale przecież tego właśnie chcieliśmy - by nasz ślub odbył się w miejscu dla nas ważnym, znaczącym.

Nasze drzewo wygląda pięknie - jego gałęzie oświetlone białymi lampkami. Z poszczególnych konarów zwisają lampiony, w których ukryłem małe świeczki. Myślę, że nigdy wcześniej nie było tu tak romantycznie - tym razem się postarałem.

Kiedy stajemy pod drzewem, słychać muzykę dochodzącą ze środka namiotu. Chwytam twoją dłoń i przyciągam Cię delikatnie w swoim kierunku. Obejmuję Cię w pasie, zaczynając powolutku kołysać się w naszym własnym, prywatnym rytmie. Chowam twarz w twoich włosach, upajając się ich zapachem.

 - Louis…

Podnosisz głowę tak szybko, że nawet nie jestem w stanie zareagować. Niemal stykamy się nosami, kiedy spoglądasz mi głęboko w oczy, cichutko pytając:

- Tak Harry?

Całuję twoje czoło.

Nos.

Policzki.

- Kocham Cię.

Nim pocałuję twoje usta, zauważam twój przepiękny uśmiech. Teraz wiem, że zrobiliśmy to w najwłaściwszy sposób.

Razem.
___________________________________________
 *Alex - mam nadzieję, że nie obrazisz się, że użyłam takiego skrótu ;) 


poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Rozdział 10 - Jedno spojrzenie przekazuje więcej niż tysiąc słów

 Heja misie!!! Jak mijają wam święta? Chciałabym podziękować za komentarze i mam nadzieję, że pod tym rozdziałem zastanę równie wiele ;) Jeśli chodzi o tego shota, to jak na razie widzę, że ankietę wygrywa Larry ;D One Shot powinien pojawić się w czwartek ;P 
Jeśli chodzi o ten rozdział no to cóż...nie powiem, że mi się nie podoba, bo mi się podoba, tylko, że jest dość...smutny i przygnębiający? Nie wiem...sami ocenicie ;D Życzę miłego czytania.

Enjoy!!!


It’s getting better

Keeps getting better all the time
....

 
  
- Chłopaki! - usłyszeli krzyk za plecami. Odwrócili się i zobaczyli ich przyjaciół. Zayn, Liam i Niall podbiegli do Louisa i Harry'ego dysząc jak lokomotywy. Lou i Harry popatrzyli się po sobie z niemałym szokiem. Nie spodziewali się, że chłopcy się tu zjawią. Ani tym bardziej, że będą w takim stanie. 

- Co wy tu robicie? I dlaczego tak dyszycie? - zapytał po chwili Louis, będąc nadal w szoku. Zaczął wpatrywać się w trójkę przyjaciół.

- No jak..jak to co - powiedział ledwie słyszalnie Zayn, opierając się o ścianę, próbując złapać oddech. Wszyscy wyglądali tak, jakby przebiegli co najmniej cztery kilometry. - Przecież jesteśmy przyjaciółmi i nie mogliśmy nie przyjść.- powiedział na jednym wdechu. Po chwili wziął drugi i kontynuował - No, a jeśli chodzi o drugie pytanie to...samochód się mi zepsuł i musieliśmy biec trzy kilometry, żeby się nie spóźnić. 

- Zayn...jakie zepsuł?! Zapomniałeś dolać oleju i tyle! - wykrzyczał Liam, powodując, że na twarz Louis'a i Harry'ego wpłynął uśmiech. Nie mogli uwierzyć, że mają takich przyjaciół, którzy są w stanie tak bardzo się poświęcić.

- No to nie mogliście wyjechać wcześniej? - spytał Hazz, wiedząc, że Liam zawsze musi wyjechać wcześniej i na miejscu jest zawsze przed czasem.

- No wyjechaliśmy wcześniej, ale nie moja wina, że Niall i Zayn się tak wlekli. A poza tym, postanowiliśmy pojechać tą mniej uczęszczaną drogą jak to powiedział Zayn. 

- Jaką mniej uczęszczaną? 

- Leśną Louis, leśną. - wyjaśnił Liam, który już lekko ustabilizował swój oddech. - No i, Zayn mówił, że dotrzemy tam wcześniej i nie będzie żadnych korków...a stało się jak się stało. Po środku drogi - jeśli można to tak nazwać-  samochód stanął. Od razu wybiegliśmy no i zaczęliśmy wszystko sprawdzać. Zayn i Niall zaczęli panikować. Jeden, że samochód mu się zepsuł, a drugi, że żelki mu się skończyły. Ja zacząłem krzyczeć, że nie zdążymy. No i wymyśliliśmy, że pobiegniemy. Może i na początku to się wydawało dobrym pomysłem, ale po przebiegnięciu dwóch kilometrów, byliśmy...um....właśnie w takim stanie i myśleliśmy tylko o tym - wypowiedział chłopak wskazując na Zayn'a i Niall'a, którzy opadli na ziemię i zaczęli pić wodę. 

Trzeba było przyznać, że widok był komiczny. Ludzie ich mijający patrzyli się na nich z lekkim przerażeniem, ale oni się tym nie przejmowali.     

- Dziękuje - odpowiedział szatyn. Bez dalszych słów, Niall i Zayn podnieśli się z podłogi, po czym wszyscy razem się przytulili. Tak jak zawsze. Po kilkunastu sekundach się od siebie oderwali. Przeszli przez długi korytarz, po czym czwórka z nich zajęła miejsca, a Louis podszedł do drzwi. Spojrzał w stronę Harry'ego delikatnie się uśmiechając. Dał tym gestem, znak osiemnastolatkowi, żeby się nie martwił. 

Lecz Harry nie mógł się nie martwić. 

Louis wszedł do pomieszczenia, zostawiając swoich przyjaciół na korytarzu. Każdy z nich myślało o jednym.W ich głowach była tylko i wyłącznie jedna myśl.

Co będzie, jeśli okaże się, że to prawda ? 

Każdy z nich zadawał sobie to pytanie. 

Każdy z nich bał się odpowiedzi. 

Zayn, Niall i Liam wiedzieli,że będą musieli wspierać Harry'ego...tylko nie wiedzieli czy on pozwoli im na to. Ale zaraz przecież nawet nie wiedzieli! Więc po co się martwili...może to ten głos w środku lub intuicja? Coś wewnątrz im mówiło,że gdy Louis wyjdzie wszystko się zmieni.  

W tym samym czasie 


- Dzień dobry - wyszeptał chłopak, zamykając drzwi za sobą. 

- Witaj Louis, proszę siadaj - odpowiedział Pan Adam, wskazując gestem dłoni na krzesło. Louis posłusznie zajął miejsce na przeciwko mężczyzny, który był średniego wieku. Doskonale znał Louis'a i jego sprawę. Na chwilę w pomieszczeniu zapanowała głucha cisza. Dało się tylko słyszeć dźwięki dochodzące z korytarza. Doktor sprawdzał coś w papierach, natomiast Louis wpatrywał się w okno.

A raczej to co było za nim. Widział tylko padający śnieg. Aura była piękna. Na chwilę Louis się rozmarzył. Przypomniał sobie ich wypad na narty. Wtedy było cudownie. Cały tydzień spędzili razem. Bez kamer i zbędnych osób. Tylko oni. Było jak za dawnych czasów. Było idealnie. 

Pamiętał to, jak Harry wywalił się, a potem cały dzień bolał go tyłek. Nie mógł niczego zrobić, więc Louis cały czas mu usługiwał. Nawet go umył...lepiej nie wspominać jak skończyło się to mycie. 

To wspomnienie sprawiło, że na twarz Louis'a wpłynął delikatny uśmiech. Każde wspomnienie związane z Harrym sprawiało, że Lou stawał się szczęśliwy. To właśnie dzięki temu chłopakowi, Louis stał się inny. Był jeszcze bardziej wrażliwszy i troskliwszy. A zwłaszcza o Harry'ego. Lecz także był bardzo zazdrosny.

Wkurzał się na każdego kto tylko popatrzył się na jego chłopaka. Każdego, kto tylko go dotknął lub przytulił. Wtedy robił ten słynny wyraz twarzy, który każdy zapewne znał. A raczej Ci, którzy wiedzieli, że Larry istnieje. 

Tych osób było naprawdę mało. Poza rodziną Harry'ego, Louisa, Liama, Nialla, Zayna. Paula, Diany, dziewczyn z Little Mix, zarządu i kilku przyjaciół chłopaków, nikt nie wiedział.  

- Louis...a więc. Jak się czujesz ? - ciszę przerwał doktor prowadzący Louisa, wyrywając tego z świata wspomnień.

- Jest dobrze...no może czasami mam gorsze dni, ale...zdarzają się naprawdę rzadko. A co z moimi wynikami? - spytał, cierpliwie czekając na odpowiedź. 

- Louis....sprawdziliśmy to dwa razy i nie ma szans na błąd. Naprawdę mi przykro - szepnął, po czym wręczył chłopakowi wyniki. 

Louis szybko je przyjął, po czym obrzucił wzrokiem. Gdy zatrzymał się na tym wyniku, w jego oczach stanęły łzy. 

- Ale jak to? - spytał ledwie słyszalnie załamującym się głosem. Nie mógł uwierzyć, że to wszystko okazało się prawdą. W tamtej chwili nie myślał o niczym innym, jak o tym co teraz będzie. - Czy jest jakaś szansa? - zapytał z nadzieją wpatrując się w doktora.

- Niestety, zgłosiłeś się za późno. Teraz możemy tylko zrobić operację, która jakoś Ci pomoże i doda Ci kilka lat - powiedział, tym samym skazując na Louisa wyrok. 

- Jaką operację? - spytał, zagryzając wargi, aby nie wybuchnąć płaczem. 

- Przyjdź do mnie jutro, a wszystko Ci wytłumaczę. I jeszcze raz bardzo mi przykro. - wypowiedział pokrzepiająco pocierając ramię chłopaka.    

Lecz tego nie dało się już pocieszyć. Jego świat się załamał. Rozpad na małe kawałeczki. I nie da się go już skleić. 
~~~*~~~


 ~Perspektywa Baby Cakes ~  

Czekaliśmy na korytarzu siedząc na krzesłach. No może chłopaki siedzieli bo ja chodziłem w te i we wte. Nie mogłem usiedzieć na miejscu. 

Zayn z nerwów zaczął przegryzać wargi. Liam obgryzać paznokcie, a Niall bawić się swoją czapką. Każdy z nas przeżywał to w inny spoób. Nie wiedziałem co myślą teraz chłopacy, ale ja myślałem tylko o jednym ; 

Nie chcę stracić Louisa. 

Tylko to chodziło po mojej głowie. Co będzie gdy to wszystko okaże się prawdą? Nawet nie chciałem tego przyjąć do świadomości. Doskonale wiedziałem,że jeśli on odejdzie ja nie będę mógł normalnie funkcjonować. Nie będę w stanie się uśmiechnąć, czy wstać z łóżka. Nie będę w stanie niczego przełknąć, lub się do kogoś odezwać. Nie będę po prostu mógł żyć.

 Z moich rozmyśleń wyrwał mnie trzask drzwiami. Od razu popatrzyłem się w tamtą stronę. Zobaczyłem bladego Louisa, który opierał się o ścianę. Chłopcy od razu wstali, a ja się zatrzymałem. Podbiegliśmy do niego, zadając różne pytania :

Co się stało?

Dobrze się czujesz?

Co tak długo?

Jesteś zdrowy?

Louis nie odpowiadał. Gdy po chwili spojrzał mi prosto w oczy, wiedziałem, że to co śniło mi się po nocach okazało się prawdą. Nie musiał nic mówić...wiedziałem. Jego spojrzenie przekazało mi więcej niż nie jedno słowo. Wtedy byłem już pewny,że teraz nic nie będzie tak jak dawniej. Do chłopaków zdawało się nie docierać to, co dla mnie było tak oczywiste. Może dlatego, że nie znali tego spojrzenia? Nie wiem...Ale wiem to, że w moich oczach od razu stanęły łzy.

- Louis i co? - spytał chyba po razy setny Liam, wyczekująco wpatrując się w Louisa. Ten tylko popatrzył się na mnie. Nie wiem co widział, ale w jego oczach stanęły łzy. Moje już dawno spływały mi po policzkach.  Nie chciałem dłużej ich ukrywać...chociaż teraz mogłem być sobą i swobodnie płakać. Chociaż nigdy nie chciałem, żeby takie łzy z takiego powodu upuściły moje oczy.

- Mam białaczkę - rzekł poddenerwowany, po czym pierwsza łza spłynęła po jego zaróżowionym policzku. 

Wtedy ja straciłem nad sobą kontrolę. Wybuchłem niekontrolowanym płaczem, opadając na podłogę. Wiem tylko,że Louis i reszta do mnie podbiegli próbując uspokoić, lecz ja ich nie słyszałem. Podkuliłem nogi, a głowę schowałem w dłoniach. W tamtej chwili byłem w swoim świecie. I za cholerę nie chciałem nikogo tam dopuścić. W mojej głowie było pusto. Nie myślałem nad niczym. Chciałem tylko płakać. Tylko płakać. Chociaż wiedziałem, że płaczem niczego nie załatwię. Nie rozumiem...dlaczego takie coś spotyka mnie i Louisa. Dlaczego to my tak cierpimy. Czy nasza miłość komuś przeszkadza? Czy Bóg musi zabierać nam to co najważniejsze?

Naszą miłość. 

Miłość, która któregoś dnia odejdzie. I zostawi mnie samego na tym świecie. Samego i bezradnego. Nie będę już tym samym człowiekiem. Nie będę już tym samym Harrym sprzed lat. Nie mogę zrozumieć...dlaczego to wszystko spotyka nas? 


 

poniedziałek, 25 marca 2013

Rozdział 9 - Niebiosa mogą zaczekać, my patrzymy tylko na niebo, mając nadzieję na najlepsze, lecz przygotowując się na najgorsze

Siema wszystkim! Na samym początku...trochę się rozczarowałam. Pod ostatnim rozdziałem zastałam tylko 3 komentarze. To bardzo smutne. Oczywiście serdecznie dziękuje pyci, Samotność, oraz Sharon dreams, które jako jedyne znalazły chwilę by skomentować rozdział. Bardzo wam dziękuje. Naprawdę bardzo zależy mi na komentarzach. 
Następny rozdział w następnym tygodniu ;) Życzę miłego czytania.

Enjoy!!!

One touch and I was a believer....

Every kiss it gets a little sweeter... 


  Louis powoli otwierał swoje powieki, napotykając zielone tęczówki Harry'ego. Gdy konkretnie otworzył oczy, zobaczył,że jego piękne oczka są zaczerwienione. Szatyn przestraszony, bez słowa, zbierając resztki sił ze wczorajszego dnia, podniósł się do pozycji siedzącej wpatrując się w osiemnastolatka. 

- Harry...- westchnął, przykładając zimną dłoń do rozgrzanego policzka Harry'ego, lekko pocierając go kciukiem. - Znowu płakałeś? - spytał zmartwionym głosem. Nienawidził tego. Tego, że Harry płacze...tak często. To było dość nienaturalne. Chociaż Lou wiedział, że chłopak ma powody do płaczu. Ich sytuacja była tak ciężka, że czasami, sam Louis płakał. 

- Przepraszam...- wyszeptał młodszy, spuszczając wzrok. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w swoje palce. Louis nie mogąc dłużej wytrzymać chwycił delikatnie podbródek loczka, podnosząc jego twarz. Hazz spojrzał na niego oczami przepełnionymi smutku. 

- Nie przepraszaj... Ale...powiesz mi dlaczego znowu płakałeś? - zapytał wpatrując się w oczy chłopaka.  Louis zawsze potrafił  rozszyfrować loczka, lecz tym razem nie miał zielonego pojęcia o co chodzi. W jego oczach Louis nie dostrzegał absolutnie niczego. Przecież...wczoraj był taki szczęśliwy. Ciągle się uśmiechał i żartował. A dziś...znów wypłakiwał sobie oczka.

- Dzisiaj jest ten dzień. - szepnął ledwie słyszalnie, wywołując u starszego chłopaka ciarki na plecach. Wtedy zrozumiał, że dzisiejszy dzień przeważy o ich przyszłości....o ile takowa nastąpi. Louis zapomniał o tym na śmierć. 

- Słońce...nie przejmuj się. Damy sobie radę - powiedział, pocieszając młodszego chłopaka, tuląc go do siebie. Harry od razu wtulił się w ciało Louisa, wdychając jego cudowny zapach. Tomlinson pocierał pokrzepiająco plecy chłopaka, natomiast tego przechodziły dreszcze. Skóra Harry'ego była taka gładka, jak pupa niemowlęcia. On cały był delikatny. Uczuciowy i co najważniejsze słodki. Słodki aż do bólu.

- Lepiej idź się przygotuj bo jest dziesiąta, a ty masz tam być na jedenastą - wyszeptał Harry w szyję Louisa, przyjemnie muskając jego skórę wargami. Chłopcy oderwali się od siebie, po czym spojrzeli sobie w oczy. 

- Nie przejmuj się - wyszeptał starszy muskając usta swojego chłopaka. Louis wstał z łóżka, po czym skierował się w stronę łazienki. Umył zęby, przemył twarz wodą po czym spojrzał w swoje odbicie w lustrze. Dostrzegł tam człowieka, który miał wymalowany żal, smutek i przygnębienie na twarzy. Nie wiedział, jak inni ludzie mogą się ciągle na niego patrzeć, skoro on sam ma siebie już serdecznie dość.

Czasami czuł do siebie odrazę i niechęć. Miał wrażenie, że wszystko co dzieje się wokół niego jest jednym okropnym koszmarem. Że wszystko jest jego winą. Że przez niego jego ukochany jest nie szczęśliwy. I że to przez niego tak cierpi. Nagle z jego oka wypłynęła łza.

Gdy raz jeszcze miał spojrzeć w odbicie lustra ktoś wszedł do łazienki. Natychmiast spojrzał w tamtą stronę. Zobaczył już ubranego, lekko uśmiechniętego Harry'ego. Natychmiast starł łzy, które spływały po jego policzkach. Miał nadzieję, że Harry ich nie zauważy, bo wtedy byłoby źle.

- Coś się stało? - spytał po chwile lekko zachrypniętym głosem, podchodząc do szafki i wyjmując z niego ręcznik. Wytarł swoją twarz, w miękki materiał, po czym spojrzał na Harry'ego, który stał tam i się nie odzywał. - Harry, wszystko ok? - ponowił pytanie, lecz i tym razem nie otrzymał odpowiedzi. Lekko zaniepokojony podszedł do loczka, chwytając go za ramiona. - Hazz?! 

- Wybacz...ale ostatnio mam jakieś głupie myśli. - wyjaśnił po chwili, uśmiechając się do chłopaka. 

- Powiesz mi jakie? - spytał zaciekawiony, lecz znów nie dostał odpowiedzi. Westchnął głośno, szukając ręki swojego chłopaka. Gdy ją znalazł, splótł ich palce razem. - Dobrze...a Kate o tym wie? - zapytał uśmiechając się do chłopaka.

- Wie. - odparł krótko, patrząc na Louis'a. Starszy przybliżył się do Harry'ego, po czym musnął jego usta.

- Mam nadzieję, że kiedyś mi powiesz - szepnął, nagle wyobrażając sobie ich wspólną przyszłość. 

Dom. 

Dzieci. 

Pies.  

Myśli kłębiące się w głowie dwudziestojednolatka narastały, a on ciągle się uśmiechał. Chciał żeby tak właśnie wyglądało jego życie. Z Harrym u boku. 

- Kiedyś na pewno - odpowiedział krótko Hazz, wyrywając Louis'a z rozmyśleń. Oboje spojrzeli po sobie, po czym zachichotali. Wyszli z łazienki, po czym Lou zaczął się ubierać, a Harry zszedł na dół, aby przyrządzić im śniadanie.


Po dwudziestu pięciu minutach Louis był już ubrany. Zjadł przyrządzone przez Harry'ego śniadanie, które było jak zwykle przepyszne, po czym poszedł do salonu, aby wziąć teczkę z potrzebnymi dokumentami. Gdy schylał się aby je wziąć poczuł jak czyjeś ręce oplatają go w pasie. Harry ułożył głowę na jego ramieniu, głośno wzdychając.

- Mogę jechać z tobą? - spytał z nadzieją, obracając chłopaka przodem do siebie. Louis położył swoją dłoń na policzku Harry'ego, po czym zaczął go delikatnie masować. Harry pod tą pieszczotą przymknął lekko swoje powieki, a Lou się uśmiechnął gdy ten wykonał ten ruch.

- Jesteś pewny? - upewnił się szatyn. 

- Chcę tam być...z tobą. Bez względu na to co się stanie - wyszeptał chłopak otwierając oczy. Zatapił głowę w zagłębieniu szyi Louisa, wdychając jego słodki zapach, połączony z jego perfumami i z nim samym. 

- W takim razie jedzmy - szepnął po chwili Louis, odrywając od siebie Harry'ego. Wziął dokumenty, po czym pewnie chwycił loczka za rękę. Wyprowadził ich z salonu, a zaprowadził na korytarz. Ubrali się, a następnie wszyli z domu. Powitał ich lekki podmuch wiatru, który uderzył w ich twarze. 

Harry wtopił twarz w swój kremowy szalik, który dostał od swojego chłopaka, a Louis czym prędzej podbiegł do auta, otwierając je.Wsiedli do pojazdu, zapinając pasy, po czym Lou wsadził kluczyk w stacyjkę i odpalił auto. Wyjechali z podjazdu, wyjeżdżając na ulicę. 

W tym samym czasie


- Zayn jesteś pewny, że dojedziemy tą drogą i się nie spóźnimy? - spytał chyba po raz setny Liam, patrząc się przez okno.

- Mówię wam chłopaki...Dojedziemy na czas! - powiedział Zayn, omijając kolejną dziurę. - Co do cholery jasnej?! - wrzasnął mulat, kiedy jego auto zatrzymało się po środku drogi. Natychmiast wysiadł z samochodu, po czym otworzył maskę. Zaczęło wydobywać się z niej dym,a chłopak zaczął się przyglądać co się stało. Po chwili dołączyli do niego Liam i Niall. Wszyscy byli wkurzeni. Z zupełnie innych powodów.

Niall zaczął dramatyzować, że skończyły się mu żelki i nie ma co jeść.

Zayn, że samochód mu się zepsół.

A Liam, że się spóźnią.

- Dobra chłopaki, co robimy? - spytał po chwili Liam, opierając się o samochód.Spojrzał na resztę kręcąc głową z dezaprobatą.

- Biegniemy - powiedział Niall, zjadając ostatniego misia Haribo.

- Zgłupiałeś?! Trzy kilometry! - wykrzyczał niedowierzający Zayn, wymachując rękoma.

- A chcesz się spóźnić? - spytał Liam, patrząc na chłopaka.

- Dobra...czekajcie tylko zamknę moją brykę - odrzekł po czym zamknął swoje auto.

Chłopcy nie czekając zaczęli biec. Za wszelką cenę nie mogli się spóźnić. Na pewno nie na tak ważną sprawę. Przecież...to miało przeważyć o ich przyszłości. I nie chodziło już tylko o One Direction. Teraz chodziło o ich piątkę. O piątkę chłopaków, których łączy bez warunkowa przyjaźń i miłość. Nie liczyło się nic więcej....tylko to,aby to wszytko okazało się nieprawdą.

Dwa i pół kilometra później.... 


- Rusz dupę Niall ! - wykrzyczał Liam, ledwie co łykając powietrze. Chłopcy znajdowali się już niedaleko. Zostało im zaledwie pół kilometra. To było nic...w porównaniu do tego co przebiegli. Lecz dla nich każdy krok był nie do z wytrzymania. Chcieli tylko dotrzeć na miejsce i jak najszybciej usiąść na krześle i napić się wody.  Mieli serdecznie dość. Ale...czego się nie robi dla przyjaciół, których się kocha, prawda?

Liam biegł na samym przodzie. Za nim był Zayn, a na samym końcu, ledwie idący Niall. Dwójka na przodzie się zatrzymała, popatrzyła się na siebie, po czym podbiegła do Niall'a i chwyciła go za ręce. Chłopak zaczął się sprzeciwiać, lecz nie miał za wiele do gadania. Wziął oddech,  i zaczął biec za Liam'em i Zayn'em.

W ten sposób w dość szybkim czasie znaleźli się na schodach prowadzących do budynku. Ludzie ich mijających musieli sobie myśleć, że albo im się naprawdę śpieszy albo są totalnymi wariatami. Praktycznie to te dwa opisy pasowały to nich. Byli całkowicie zwariowani no i bardzo się im śpieszyło.

~~~*~~~   
    

Po godzinie byli na miejscu. Zaparkowali przed ogromnym budynkiem. Harry z nerwów zaciskał pięści, nerwowo wpatrując się w budynek. Był bardzo duży, a na samą myśl o tym co znajdowało się w środku, przechodziły go dreszcze.

- Harry...wszystko dobrze? - zapytał szatyn, odrywając Harry'ego od wpatrywania się w duże okna. 

- Tak...-szepnął młodszy ściskając dłoń Louisa.

- Jeśli nie chcesz...to nie musisz tam iść. - wyszeptał starszy, gładząc dłoń ukochanego. Wiedział, że chłopak się bał. Nie lubił chodzić to takich miejsc. Lecz nie wiedział czego bał się bardziej. Wyników, czy samego otoczenia.

- Jak to nie muszę?! Lou, chyba zgłupiałeś. Nie zostawię Cię samego, dla tego, że ja się boję! - powiedział dumnie, krótko całując swojego chłopaka w usta. Wysiedli z samochodu, kierując się w stronę dużych drzwi. Weszli na schody, po czym weszli do środka. 

Harry od razu zmarszczył brwi, czując ten specyficzny zapach. Białe ściany odstraszały jeszcze bardziej. Poczuł się nie dobrze. Nie lubił chodzić po takich miejscach, ponieważ od razu go mdliło. Czuł się nie komfortowo. Lecz ten przypadek był wyjątkowy i musiał. Nie mógł opuścić Louisa w takim momencie. Musiał być przy nim. Później nie wybaczyłby sobie, gdyby nie byłoby go przy nim.

A co czuł Louis ?

Czuł się strasznie. Nie dość, że zaraz miał się przekonać, czy jego podejrzenia okażą się słuszne lub nie,  to także miał wyrzuty sumienia związane z Harrym. Przecież ten chłopak nie był niczemu winny. A musiał przechodzić przez coś takiego. Nie dość, że musiał codziennie wpierać ludziom, że nic go nie łączy z Louisem, to teraz musiał patrzeć się jak jego przyszłość się załamuje. Wszyscy doskonale wiedzieli,że jeśli to okaże się prawdą, Harry nie da rady. Ale jak na razie wszyscy się modlili, aby to okazało się nieprawdą.

wtorek, 19 marca 2013

Rozdział 8 - Jest tak wiele rzeczy, za które Cię kocham

 Witajcie pysie !! Rozdział ósmy gotowy. Nie jest on idealny i jakiś taki bardzo dobry, ale mam nadzieję, że ta romantyczna atmosfera się wam spodoba ;) Dziękuje za miłe komentarze. To naprawdę wiele dla mnie znaczy. Jeśli macie jakieś pytania to możecie wpadać na Tumblr, gg lub tutaj Ask.fm. Ahh i jeszcze jedno...jeśli ktoś chce być informowany o nowych rozdziałach to albo napiszcie do mnie, lub w komentarzu zostawcie swój numer gg ;D To chyba tyle ode mnie. Nowego rozdziału spodziewajcie się na następny tydzień ;) 

Enjoy !!!


Baby they don’t know about.

They don’t know about us...



Big Ben wybił godzinę 16, a Louis i Harry siedzieli w samochodzie. Jechali właśnie do psychologa. Hazz miał dziś pierwszą wizytę u Kate od przyjazdu z Nowego Jorku. 

W samochodzie panowała cisza....przyjemna cisza. Louis siedział na miejscu kierowcy, a Harry na miejscu pasażera, przez co mógł spokojnie wpatrywać się w swojego ukochanego. Ten chłopak był po prostu śliczny. 

- Jesteśmy na miejscu - powiedział  Lou wyrywając Harry'ego z zamyśleń. Szatyn spojrzał na niego po czym się uśmiechnął. - Coś się stało ? - spytał, delikatnie masując policzek swojego chłopaka. 

- Po prostu...jakoś to do mnie nie dociera, że ja i ty jesteśmy parą - szepnął lekko zawstydzony, spuszczając głowę. Louis pokręcił głową, po czym dwoma palcami podniósł podbródek Harry'ego, sprawiając, że jego oczy napotkały błyszczące niebieskie oczy Louisa. 

- Hazz....jesteśmy...-przerwał nie chcąc tego powiedzieć. Nie chciał żeby Harry się czegoś domyślił. To miała być niespodzianka. A gdyby się wygadał byłoby po wszystkim. - Jesteśmy tak długo razem...- powiedział za poczekaniu, mając nadzieję, że Harry niczego się nie domyśli. 

- No dobra, to ja idę. Ale przyjedź po mnie - wyszeptał, krótko całując Louisa w usta. Wyszedł z samochodu, po czym obrócił się i pomachał Louis'owi. Ten tylko się szeroko uśmiechnął i zrobił to samo co osiemnastolatek. 

Gdy Harry zniknął za dużymi drzwiami, Louis natychmiast włączył się do ruchu ulicznego.Wjechał na jedną z głównych ulic Londynu, po czym zatrzymał się na światłach. Przelknął w myślach, ponieważ nienawidził tych stać w korkach. A zwłaszcza teraz, gdy tak bardzo się śpieszył. Korzystając z okazji, sięgnął po telefon, wybierając numer Nialla. Po kilku sygnałach jego przyjaciel odebrał. 

- Cześć Niall - przywitał się Louis, patrząc przez szybę, czy aby korek się nie ruszył. - Słuchaj...pamiętasz wszystko co Ci powiedziałem ? - zapytał poprawiając pas, który niemiłosiernie uciskał jego ramie. 

- Tak proszę pana. Kapitan Nailler jest w gotowości ! - krzyknął przez telefon, powodując, że Louis się zaśmiał. 

- Wielkie dzięki - podziękował, po czym słysząc w telefonie głośne "pa" rozłączył się, rzucając telefon na miejsce pasażera. Gdy tylko korek ruszył, Louis natychmiast skręcił w prawo. 

Po niecałych dwudziestu minutach szatyn był już pod swoim domem. Widząc roześmiane dwie dziewczyny lekko się skrzywił, ponieważ sądził, że to jakieś fanki. Lecz gdy tylko podjechał bliżej, zauważył fioletowe włosy oraz burzę loków, a na jego twarz wpłynął szeroki uśmiech. Wjechał na podjazd, a następnie zgasił silnik i wyszedł z auta. Nie zdążył zamknąć drzwi, ponieważ dwie piękności rzuciły mu się na szyje, śmiejąc się przy tym. 

- Już myślałem, że nie przyjedziecie - szepnął chłopak, gdy Perrie i Danielle się od niego oderwałoy. 

- Że co ?! My...no co ty ! Przecież musimy wykonać naszą misję ! - powiedziała radośnie Pezz, patrząc na Louisa. 

- Dokładnie. A poza tym...rocznice są takie słodkie, że nie mogłyśmy się nie zgodzić - krzyknęła podekscytowana Dan, trzepocząc rzęsami. Lou tylko pokręcił głową z dezaprobatą. - Dobra, a teraz daj kluczyki do domu, a sam idź do sklepu - powiedziała już poważnie brunetka, wyciągając rękę w stronę dwudziestojednolatka. 

- Ale Niall...

- Niall już nam wszystko dał, a teraz dawaj te kluczyki bo zimno jest ! - krzyknęła jeszcze lekko rozbawiona Perrie, uśmiechając się. Chłopak wręczył klucze do domy dziewiętnastolatce. 

- Nie martw się Lou, jak przyjedziesz wszystko będzie gotowe ! - krzyknęła Dan, gdy Louis siadał do samochodu. Chłopak się uśmiechnął, po czym zamknął drzwi do samochodu i ruszył do sklepu po kwiaty. 

~~~*~~~ 

Po dwudziestu minutach Louis był już na schodach do domu. Gdy chciał chwycić za klamkę, zauważył, że jego klucze zawieszone są na lampce. Uśmiechnął się, po czym je chwycił. Włożył je do zamka i przekręcił. Gdy wszedł do domu, powitał go przepiękny zapach przygotowanych przez dziewczyny potrawy. Zamknął drzwi odstawiając kwiaty na bok, po czym wszedł do kuchni. Zobaczył kilka potraw, na które szeroko się uśmiechnął. Chciał sam coś przygotować, ale nie umiał gotować, a chciał żeby wszystko było idealne. Więc poprosił dziewczyny aby te mu pomogły. 

Spojrzał na zegar i natychmiast poszedł do jadalni gdzie znowu czekała na niego niespodzianka. Wszystko było już przygotowane. Uśmiechnął się szeroko i w myślach przysiągł sobie, że musi jakoś zrewanżować się dziewczyną. 

Chłopak ponownie wszedł do salonu, po czym chwycił kwiaty, które kupił. Oczywiście były to czerwone róże, które Hazz kocha. Zrobił wszystko tak, jak wydawało mu się za słuszne. Następnie wziął świeczki zapachowe, które zapalił i porozstawiał wszędzie gdzie tylko spojrzał. Ruszył to kuchni, biorąc potrawy, które po chwili wylądowały na stole w jadalni.

Po zakończonej pracy jeszcze raz wszystko obrzucił wzrokiem i doszedł do wniosku, że wyszło to całkiem dobrze. Jeszcze raz spojrzał na zegar. Wskazywał dokładnie 18. Louis poszedł jeszcze zapalić ostatnie dwie świece znajdujące się na stole, oraz otworzył wino, po czym nalał je do dwóch kieliszków do połowy. 

Nagle jego serce zaczęło bić szybciej, gdy usłyszał jak ktoś wchodzi do domu. Szybko chwycił bukiet róż i stanął w drzwiach prowadzących do jadalni. 

  ~~~*~~~

~ Perspektywa Baby Cakes ~  
  

Gdy tylko przekroczyłem próg domu, zatkało mnie. Najpierw byłem totalnie wściekły na Louisa, że po mnie nie przyjechał. Potem gdy Niall, który po mnie przyjechał, wszystko mi wytłumaczył zacząłem myśleć, że może coś się stało. Ale gdy wszedłem do domu nie wiedziałem co powiedzieć. 

Zdjąłem płaszcz po czym odwiesiłem go. Wchodząc w głąb mieszkania, moje serce mało co nie stanęło. Wszędzie stało mnóstwo świeczek, a wokół były po rozsypane płatki czerwonych róż. Chwyciłem się za usta, a moje oczy wędrowały raz w tę stronę a raz w tamtą. Byłem w szoku i w ogóle nie wiedziałem co to wszystko miało znaczyć. W jednej chwili myślałem, że pomyliłem domy. Ale gdy tylko zobaczyłem nasze zdjęcia, które stały na blacie, na moją twarz wpłynął szeroki uśmiech. Przejechałem delikatnie palcami po naszym wspólnym zdjęciu, które zostało zrobione nad Tamizą.

- Podoba Ci się ? - nagle usłyszałem głos Louisa, który po chwili podszedł do mnie. W rękach trzymał bukiet przepięknych róż. W moich oczach stanęły łzy, gdy wszystko poukładałem sobie w jedną całość. Teraz już wszystko było jasne.Wiedziałem....dziś wypadała nasza rocznica. Gdy sobie to uświadomiłem po moim policzku spłynęła łza, którą natychmiast starłem. 

- Ale Louis....wiesz, że nie musiałeś...mi wystarczyłoby pooglądanie....- nie dokończyłem, ponieważ Louis podszedł do mnie, po czym przyłożył jednym palcem do moich ust. 

- Ale chciałem - szepnął, wręczając mi bukiet kwiatów, które natychmiast przyjąłem z niewiarygodnie szerokim uśmiechem. Spojrzałem na niego, po czym przybliżyłem się i złożyłem czuły i długi pocałunek na jego malinowych ustach. 

Po chwili się od siebie oderwaliśmy i spojrzeliśmy sobie o oczy. Widziałem w nich lśniące iskierki. W tych wszystkich świeczkach wyglądał jeszcze piękniej. Chwilę później chwycił mnie za rękę, po czym wkroczył ze mną do jadalni, gdzie czekała na mnie kolejna niespodzianka. 

- Lou - szepnąłem, mocniej ściskając jego dłoń. Spojrzał na mnie, po czym wziął ode mnie kwiaty i odstawił je, a sam pociągnął mnie w stronę krzesła. Odsunął je, a ja przytulnie przyjmując jego niemą propozycję i  usiadłem. Lou zajął miejsce naprzeciwko mnie, po czym założył mi lazanii. Gdy powiedzieliśmy sobie smacznego, zaczęliśmy jeść. Potrawa była naprawdę pyszna. I zastanawiałem się kto ją przyrządził, bo jeśli Louis to świat się koczy...

- Smakuje Ci ? - spytał po chwili, a ja jedynie pokiwałem twierdząco głową. 

- Sam to przyrządziłeś ? - zagadnąłem, gdy ten chwycił kieliszek z winem. 

- Hazz...gdybym ja to przyrządził to teraz moglibyśmy znajdować się w szpitalu na ostrym dyżurze - powiedział, po czym obydwoje zaśmialiśmy się. 

- A więc kto ? - zapytałem bardzo ciekawy, spoglądając na niego. Dziś wyglądał wyjątkowo radośnie. Cały był rozpromieniony, a z jego twarzy chociaż na chwilę nie schodził uśmiech...zresztą tak samo było ze mną. Cały czas się uśmiechałem. Ale to wszystko przez tego pokręconego chłopaka, dzięki któremu tak naprawdę teraz tu jestem....z nim. 

- Danielle i Perrie- wyszeptał po chwili podnosząc kieliszek z winem. - Więc...wypijmy za naszą trzecią rocznicę. Za to, że jesteśmy teraz tu razem i nic ani nikt nas nie rozdzielił. Że mimo przeciwności losu, nasza miłość nadal jest tak samo silna jak przedtem. Po prostu za nas - powiedział wznosząc toast. 

- Za nas...-szepnąłem, po czym wypiłem łyk czerwonego wina, które swoją drogą było przepyszne. Lou musiał się naprawdę postarać. Załatwił czerwone róże, mnóstwo świeczek zapachowych i tak dobre wino. Nie mogłem uwierzyć, że to wszystko spotkało mnie. - Jest tak wiele rzeczy za co Cię kocham i nie mówię tego ot tak sobie. Jesteś tym jedynym...przedtem...nie było nikogo kto by sprawił, że moje serce zacznie bić w tak szybkim tempie, tylko i wyłącznie za sprawą pocałunku czy dotyku. Nikt nie patrzył się na mnie w taki sposób jak robisz to ty. Jestem Ci za to tak cholernie wdzięczny....za to, że jesteś teraz przy mnie i się do mnie uśmiechasz. Za to, że każdego dnia mówisz mi Kocham Cię. Że mnie całujesz, przytulasz pocieszasz i mówisz, że wszystko będzie dobrze, gdy ja płaczę....Za to, że jesteś ze mną, bo to ty Louis jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało. - szepnąłem ledwie powstrzymując łzy. Mówiłem to wszystko z serca. Nie ot tak, tylko i wyłącznie po to, aby atmosfera była tak romantyczna jak do tej pory. Mówiłem to wszystko bo taka była prawda. To wszystko dzięki Louis'owi i gdyby nie on, to nie wiem jakby teraz wyglądałoby moje życie...ale wiem, że na pewno nie byłoby takie jak jest teraz. 

- Kocham Cię Harreh - szepnął, po czym pocałował mnie. Nie odrywając się od niego, wstałem z krzesła, po czym chwyciłem go za rękę i pociągnąłem w stronę naszej sypialni. Oj...coś mi się wydaje, że ta noc będzie baaardzo długa.           

poniedziałek, 11 marca 2013

Rozdział 7 - Kiedy mnie całujesz, moje serce na chwilę przestaje bić

 Hej moje najsłodsze misie !! Dodaje rozdział 7 z wielką nadzieją, że wam się spodoba. Bo mi w ogóle się nie podoba. No oprócz początku ;D Bardzo dziękuje za miłe komentarze pod ostatnim rozdziałem. No i teraz też o nie proszę ;) Jeśli chodzi o rozdział 8...to nie wiem kiedy się pojawi. Chyba będziecie na niego musieli trochę poczekać, bo teraz nie mam za dużo czasu na pisanie. Ale bądźcie cierpliwi ;) Jeśli macie jakieś pytania to pytajcie na gg, albo na Tumblr ;D

Enjoy !!! 




Just to find a love that feels this right....
 

Louis patrzył przez chwilę bardzo głęboko w zielone oczy Harry'ego, które były ciemne od pożądania. Loczek zaczął sunąć rękoma po torsie ukochanego, kreśląc abstrakcyjne wzory na jego rozgrzanej skórze. Natomiast Louis zwilżył wargi i przysunął je do ust Harry’ego a wtedy sprawił, że się spotkały. Zaczął delikatnie muskać jego wargi. Przez pocałunki czuł, że się uśmiecha co i jego skłoniło do lekkiego uśmiechu. Hazz ułożył jedną dłoń na jego ramieniu, a drugą wyszukał rękę szatyna i splótł ich place.

Z czasem delikatne muśnięcia zmieniły się w namiętne i gorące pocałunki, a Louis poczuł, że jego kolega znów budzi się do życia. Nagle szatyn obrócił ich tak, że teraz to Louis górował. Usiadł okrakiem na  biodrach młodszego, unosząc je do góry i przesunął się do tyłu ocierając się o członka Harry'ego. Chłopak jęknął czując go tak blisko.

Kiedy penis Harry'ego sterczał na baczność, Louis uniósł biodra do góry, po czym na kolanach cofnął się do tyłu. Nacelował swoim wejściem na penisa loczka, a następnie zaczął na nim siadać. Powoli członek Harry'ego zaczął znikać sprzed jego oczu i już prawie cały był w Louis’im.

Kiedy Lou był gotowy, wykonał pierwszy delikatny ruch w górę, a potem w dół. Harry jęknął cichutko z przyjemności. Szatyn wykonał drugi ruch do góry, po czym mocno pchnął w dół. Po czasie Louis przyśpieszył ruchy, a odgłosy z sekundy na sekundę stawały się coraz to głośniejsze.  

Dwudziestojednolatek przymknął oczy, czując niewiarygodną przyjemność. Z jego ust wydobywały się głośne pojękiwania, które były wzorem na to jak jest mu dobrze. Louis wykonując rytmiczne i równe ruchy pociągnął Harry’ego za ręce, tak, że ten usiadł.

- Wstań, mam pomysł - szepnął Tommo do ucha nastolatka, sprawiając, że przeszły go dreszcze. Bez namysłu Louis wstał, powodując, że członek Harry'ego z niego wyszedł. Pociągnął młodszego za ręce, pchając na ścianę. Harry rozumiejąc o co chodzi Louis'woi uśmiechnął się, po czym odwrócił tyłem i wypchnął delikatnie tyłek.

Louis zbliżył się do niego. Harry poczuł na swoich plecach jego dotyk i delikatne, mokre pocałunki. Nagle zawirowało mu w głowię, gdy Louis wszedł w niego, mocnym i zdecydowanym ruchem. Harry poczuł go głęboko i delikatnie. Ich ruchy były spójne. Kolega Louisa wchodził w Harry'ego cały, rozciągając jego wnętrze.

- Ohh...Hazz...jesteś taki...taki mokry i ciasny - młodszy chłopak jęczał jak oszalały, a Louis czuł się dumny, że doprowadza Harry'ego do takiego stanu. Położył dłonie na biodrach loczka, wchodząc w niego głębiej.

Członek Louis'a nabrzmiał tak bardzo, że ledwo wchodził w Harry'ego. Osiemnastolatek wydawał z siebie głośne odgłosy spełniania. Nagle Louis zwolnił swoje ruchy, powodując spadek emocji. Chciał poznać reakcje ze strony Harry'ego.

- Louu...nie przestawaj - mruknął ochrypłym głosem Harreh.

Starszy uśmiechnął się, po czym ponownie przyśpieszył. Po chwili niebieskooki chwycił jedną dłonią jego penisa. Nieoczekiwanie Louis przyśpieszył swoje ruchy do granic możliwości. Obydwoje głośno krzyczeli z przyjemności.

Doszli jednocześnie.

Harreh poczuł wypełniające jego wnętrze ciepło. Natomiast Lou drgnął wychodząc z loczkowatego.

Obaj opadli, całując się krótko w usta.

Chwilę jeszcze posiedzieli pod prysznicem oboje dochodząc do siebie po cudownym orgazmie. Jednak po dłuższym czasie ich skóra stawała się zbyt nawilżona, więc opuścili kabinę.  

Louis wziął jeden ręcznik, a Hazz drugi. Starszy chłopak podszedł do Loczka i zarzucił mu go na plecy. Końcówkami zaczął wycierać mu twarz, następnie tors, brzuch, plecy, aż cały był suchy. Potem przyszła kolej na Harry'ego. Wycierał Louis'a delikatnie ale skutecznie.

Tommo podszedł do szafki, wyciągając świeżą bieliznę. Podał bokserki Harry'emu, który jednak nie chciał ich ubrać. Patrzyli sobie przez chwilę w oczy. Lou robił to tak jak zawsze. Tak aby Harry się zawstydził i odwrócił głowę. Tak też było tym razem.

- No dobra - wyjęczał po chwili, przyjmując bokserki od Louisa. Ten tylko się triumfalnie uśmiechnął, po czym sam założył bieliznę.

~~~*~~~


Po cudownej kąpieli, Harry zszedł na dół a jego zadaniem było rozpalenie kominka. Natomiast Louis poszedł do ich sypialni pod pretekstem znalezienia telefonu. Lecz tak naprawdę przyszedł tam aby odnaleźć prezent dla Harry'ego, który kupił mu w Nowym Jorku. Poszperał trochę po ich walizkach, a po chwili znalazł małe pudełeczko. Otworzył je, uśmiechając się przy tym. Wyszedł z ich pokoju, po czym schodząc po schodach zauważył Harry'ego siedzącego przy już rozpalonym kominku. Uśmiechnął się na jego widok.

 Zszedł ze schodów, kierując się do kuchni. Wyjął butelkę wina z szafki oraz dwa kieliszki, po czym skierował się w stronę salonu. Harry nadal siedział przy kominku i wpatrywał się w płomienie ognia. Louis wykorzystując sytuację położył pudełeczko na stoliku, a sam podszedł do niego. Osiemnastolatek natychmiast obrócił się w stronę chłopaka i się słodko uśmiechnął. 

- Seksownie wyglądasz - szepnął Harry wpatrując się w Louisa. Ten tylko pokręcił głową z dezaprobatą, po czym usiadł obok Harry'ego. - No co ?!

- Jesteś strasznie niewyżyty - zauważył starszy otwierając wino i nalewając trunek do kieliszków. 

- I to mówi osoba, która niedawno pieprzyła mnie do granic możliwości, a chciałby więcej ! Tyłek mnie teraz boli ! - zaśmiał się loczek w odpowiedzi na stwierdzenie starszego chłopaka - Ale za to Cię kocham. Bardzo ale to bardzo mocno. Za to, że jesteś totalnie niewyżyty. Za to, że przytulasz mnie, kiedy tego potrzebuje. Za to, że mnie pocieszasz. Za to, że jesteś ze mną. Za to, że sprawiasz, że jestem szczęśliwy. I za to, że po prostu mnie kochasz - szepnął młodszy, wymieniając to za co kocha swojego chłopaka. Podniósł głowę z ramienia ukochanego i zaczął wpatrywać się w jego oczy.

- Ja ciebie też kocham. I wiesz...chyba za to samo co ty mnie - odpowiedział starszy z nutką żartu, na co Harry słodko się zaśmiał. Delikatnie musnął usta Harry'ego, a następnie podał mu kieliszek z czerwonym napojem. Obydwoje wzięli łyk czerwono-krwistego napoju, spoglądając w płomienie ognia. 

- Wiesz...chciałbym, żeby właśnie tak wyglądało nasze życie. Bez kamer i paparazzich, którzy śledzą Nas na każdym kroku, a potem w telewizji i w gazetach pojawiają się nasze zdjęcia, a inni analizują to jak byliśmy ubrani, z kim przyszliśmy lub czy podczas koncertu nie fałszowaliśmy. To wszystko wydaje się takie nierealne...że czasami się tego wszystkiego boje. Chciałbym abyśmy po prostu byli szczęśliwi. Abyśmy wyszli na ulicę trzymając się za ręce, bez strachu, że ktoś zrobi nam zdjęcie. Chciałbym żeby wszyscy o nas wiedzieli...żeby wiedzieli co robimy i żeby wiedzieli, że się kochamy...nie na pokaz. Tylko tak po prostu. Że w naszym życiu gości miłość i uczucie którego nie da się podrobić. - wypowiedział Louis to, co gnębiło go od dawna. 

- Ja też tego chcę Louis...i każdego dnia odliczam ile jeszcze dni zostało do końca umowy. I każdego dnia przeżywam to na nowo. To, że jeszcze ponad dwa lata będziemy udawać. Nie mogę zrozumieć dlaczego...dlaczego oni nam to robią..- wyszeptał Harreh wtulając się w Louisa. Ten ucałował go we włosy, po czym się od siebie oderwali i przez chwilę wpatrywali się w siebie.

- Jesteś dla mnie najważniejszy...i zawsze będziesz, pamiętaj o tym - szepnął, po czym delikatnie musną wargi Harry'ego. Gdy Harry lekko otworzył usta, Louis wepchnął swój język do buzi chłopaka. Ich języki połączyły się i zaczęły walkę o dominacje. Harry położył dłoń na policzku Louisa, a szatyn ułożył swoją dłoń na udzie ukochanego. Niestety przerwał im odgłos dzwonka. 

- Matko...nawet we własnym domu spokojnie pocałować się nie dadzą !- powiedział zezłoszczony Louis, a Hazz zachichotał. Lubił kiedy jego chłopak był taki zezłoszczony, bo wtedy marszczył nosek, a wtedy wyglądał cholernie uroczo...i seksownie zresztą. Louis z niechęcią wstał z białego, puszystego dywaniku, który obydwaj zakupili, gdy byli razem na zakupach. Chociaż, że Louis i Harry mieli osobne domy, to i tak mieszkali w domu Louisa.

Tak naprawdę dom Harry'ego był tylko na pokaz. Był po to, aby wszyscy myśleli, że Hazz w nim mieszka i, że nic nie łączy go Louisem. Wszystko bez przerwy krążyło wokół tego tematu. Aby nikt nie dowiedział się o tym, że coś łączy Louisa i Harry'ego. Wszyscy, zawsze to maskowali. Starali się, żeby nikt tego nie zauważał...żeby wszyscy o nich zapomnieli. 

Lou wyszedł z salonu po czym podszedł do drzwi wejściowych. Gdy je otworzył zobaczył Andy'ego.

- Andy ?! Co ty tu robisz ? - zapytał zdziwiony Louis, lekko się uśmiechając. Nie spodziewał się, że on tak później porze, ich ochroniarz może zjawić się w ich domu.

- Wybacz, że przeszkadzam i, że przychodzę tak późno, ale zapomniałeś torby - wytłumaczył mężczyzna, wręczając Louisowi czarną torbę. Na początku nie za bardzo wiedział o jakiej torbie mówi. Ale gdy mu ją pokazał przypomniał sobie, że zostawił swoją torbę w samochodzie Andy'ego. 

- Och...nie trzeba było..ale i tak dzięki. - podziękował, zerkając na torbę. - Może wejdziesz ? - zaproponował, szerzej otwierając drzwi.

- Louis ! Kto to ? - z głębi domu, dało się usłyszeć głos Harry'ego, który wołał Louisa. Chłopaka przeszedł dreszcz gdy usłyszał jego głos. Słyszał go już miliony razy, ale za każdym razem na nowo czuł stado motylków w brzuchu.

- Nie będę wam przeszkadzał. Rzyczę miłego wieczoru. Na razie Louie ! - powiedział puszczając mu oczko. Z uśmiechem zszedł ze schodów, po czym wszedł do samochodu. Andy był tym ochroniarzem, którego Lou i Hazz lubili najbardziej. Mężczyzna rozumiał ich i nie miał nic przeciwko temu, aby ta dwójka była razem. Bardzo często ich wspierał w trudnych chwilach, pocieszał i pilnował. Często jeden z chłopaków chodził zwierzyć się Andy'emu. Może dlatego, iż mężczyzna ich rozumiał. Był nazywany wujkiem dobrym radą. Ponieważ zawsze dawał dobre rady.

 Po chwili Lou zamknął drzwi, aby zimne powietrze nie wleciało do domu. Zamknął jeszcze drzwi na zamek, po czym wszedł do salonu, a torbę położył na kanapie.

- Kto to był ? - Hazz ponowił pytanie, gdy Louis usiadł obok niego.

- Andy...zapomniałem torby - wyjaśnił szybko chłopak. - Także...- przerwał gdy spojrzał na rozpromienioną twarz ukochanego. Harry był tak idealny, jakby wyrzeźbiony z marmuru. Jego twarz była idealna. Idealna cera i rysy twarzy. Dołeczki w policzkach sprawiały, iż ten chłopak stawał się jeszcze bardziej uroczy. Był po prostu...przepiękny - Jesteś piękny, wiesz ?

- Obiło mi się to kilka razy o uszy - wyszeptał młodszy zatapiając wargi w winie.  Było smakowite. W końcu to Louis je kupował. A Louis kupuje same najlepsze rzeczy. 

- Mam coś dla ciebie - powiedział szatyn, przykuwając uwagę swojego chłopaka. 

- Tak ? A co ? - spytał zaciekawiony Harry, odstawiając kieliszek.

Chłopak wstał z białego dywanika, który leżał obok kominka, po czym chwycił upominek, który leżał na małym stoliczku i ponownie usiadł obok loczkowatego. Ten zaś spoglądał na Louis'a z ogromnym zaciekawieniem w oczach.

- Wiesz...pomyślałem sobie, że nie będę Ci kupować tego w czym nie będziesz chodzić, lub to co Ci się nie podoba. W końcu znam Cię od trzech lat i wiem co lubisz najbardziej - wyjaśnił, uśmiechając się. - No otwórz i powiedz czy Ci się podoba...jeśli nie to możemy go zwrócić, a kupić coś innego - wyjaśnił starszy. Harry tylko przewrócił oczami, po czym odebrał czerwone pudełeczko od Louisa, a następnie je delikatnie otworzył. Na jego twarzy zagościł uśmiech gdy zobaczył śliczny naszyjnik w kształcie serca. 

- Jest jakaś szansa, że Ci się spodoba ? - zapytał Louis z nadzieją, a Hazz tylko pokręcił głową z dezaprobatą, po czym bez zastanowienia wpił się w usta Louisa. Po chwili oderwali się od siebie a osiemnastolatek spojrzał na Louisa. 

- Dziękuje, jest śliczny. A z jakiej to okazji ? - spytał, wyjmując z pudełka naszyjnik, po czym obrócił się tyłem do Louisa, a ten zapiął mu naszyjnik. Harry jeszcze raz obrzucił wzrokiem swój nowy naszyjnik uśmiechając się. Naszyjnik był śliczny.W końcu...podarował go mu najpiękniejszy mężczyzna na świecie...jego mężczyzna.

- A czy ja muszę dawać Ci prezenty z jakiś okazji ? - zadał pytanie, lecz nie musiał czekać na odpowiedź. Louie uwielbiał dawać prezenty swojemu chłopakowi. A ten kochał je dostawać.       

- Jesteś zmęczony ? 

- Baaardzo - powiedział przeciągle Louisa popijając wino. 

- Połóż się !- zażądał Harry. Louis uniósł prawą brew do góry, przez co wyglądał bardzo uroczo. - Masaż Ci zrobię - wyjaśnił Harry, przewracając oczami. Chłopak podczołgał się do Louisa, po czym powoli i delikatnie zdjął koszulkę z jego klatki piersiowej i rzucił ją za siebie. Przegryzł wargę. Obrócił chłopaka tyłem do siebie, a następnie lekko go popchnął, tak, że ten położył się na białym dywaniku. Harry usiadł okrakiem na Louis'ie, a ten przymknął powieki. Loczek zaczął masować plecy swojego chłopaka, lecz on nadal był spięty.

- Rozluźnij się kochanie - szepnął Harry, prosto do ucha dwudziestojednolatka, przyjemnie dmuchając ciepłym powietrzem w jego ucho. Gdy zielonooki zaczął całować szyję chłopaka, Louis wziął głęboki wdech, po czym się rozluźnił. Harry złożył soczystego buziaka na ustach Louisa, a następnie zaczął przyjemnie i cudnie masować plecy swojego chłopaka. Trzeba przyznać, że Harry był w tym bardzo dobry. I sprawił tym cudowną przyjemność Louis'woi. Przynajmniej się rozluźnił...                 

- Kocham kiedy mnie całujesz...wtedy moje serce jakby przestaje bić - wyszeptał Louis, obracając głowę.

- Wiem...taki miałem plan - wyszeptał Hazz chichocząc.

- A ty głupi jesteś ! - powiedział starszy przez śmiech. 

 Przez chwilę było tak jak dawniej. Louis i Harry znowu byli tymi samymi chłopakami sprzed lat. Przez chwilę mogli zapomnieć o tych wszystkich problemach, które ich otaczały. Które nie miłosiernie się mnożyły. Mogli się pocałować i przytulić i okazywać sobie czułość. Mogli być po prostu razem. 

Louis był najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. 

Dzięki Harry'emu.     

Ten chłopak pokazał mu prawdziwe imię miłości. Pokazał mu co to znaczy kochać drugą osobę. Kochać ją całym sobą. Pokazywać mu to codziennie. Niezależnie w jaki sposób. Ważne aby to robić. Harry był dla Louis'a całym jego światem. Chłopak nie wyobrażał sobie życia bez niego. Louis był jak roślina, a Harry był jak woda. Jedno nie mogłoby istnieć bez drugiego.

- O czym myślisz ? - z rozmyśleń Louisa wyrwał go głos Harry'ego. Ochrypły, cudownie niski, głęboki i… tak cholernie…uzależniający. Obrócił głowę, napotykając spojrzenia Harry'ego.

- O tobie - szepnął, uśmiechając się zadziornie.

Resztę wieczoru spędzili razem, siedząc przy kominku. Popijając wino i ciesząc się swoim towarzystwem.