wtorek, 30 kwietnia 2013

Informacja! ;)

Niestety to nie epilog.  Jestem w trakcie pisania, ale nie wiem kiedy dokładnie się pojawi...musicie być
cierpliwi ;D Chciałabym was tylko zaprosi tutaj na bloga mojej naj naj najlepszej przyjaciółki ♥. Jeśli ktoś ma ochotę na czytanie jej opowiadania o.... różnych rzeczach, o nieszczęśliwej miłości i w ogóle o życiu, to zapraszam w jej imieniu! Będzie wdzięczna i ja również ;D Buziaczki!


Enjoy!!

sobota, 27 kwietnia 2013

Rozdział 14 - Chcę Ci coś powiedzieć, za nim Cię opuszczę

  Hej wszystkim!! Rozdział 14...ostatni rozdział na tym blogu nie licząc epilogu. Miałam go dodać wczoraj, ale z racji, że strasznie się źle czułam, to dodaje go dziś ;) Rozdział jest bardzo smutny, ale tak musiało być. Chciałam przedłużyć tego bloga ale nie miałam żadnych pomysłów. Widzę, że prolog do Your eyes...wam się spodobał z czego jestem bardzo zadowolona. No nic,pytania do mnie lub do postaci to tutaj.

Enjoy!!! 

But I wanna tell them

I wanna tell the world


That you’re mine....



 ~ Perspektywa Baby Cakes ~


Kiedyś, jakieś trzy lata temu, gdyby ktoś powiedział mi, że spotka mnie w moim krótkim życiu, moja pierwsza prawdziwa miłość, za którą byłbym w stanie oddać wszystko co mam, wyśmiałbym go w twarz. Przecież ja Harry Styles nie mógłbym się zakochać po jednym spotkaniu.

To irracjonalne.

Na domiar wszystkiego, gdyby ktoś powiedział mi, że tą osobą, dla której stracę głowę będzie mężczyzna, padłbym na ziemię i nie mógłbym powstrzymać śmiechu. A jednak patrząc na to wszystko uświadamiam sobie, że nigdy nie wiadomo, co los nam przyniesie i przede wszystkim, nie należy tego odrzucać ani unikać. A ja odpychałem myśl o tym, że mogę być gejem...to był błąd.

Spotykając Louisa, tak naprawdę przez myśl mi nie przeszło, że jest on tak cudownym chłopakiem. Gdy połączono nas w zespół, tym samym poznając go bliżej odkryłem, że jest osobą wartościową, która dąży do wyznaczonych sobie celów i nie poddaje się mimo przeciwności losu. Wtedy też zrozumiałem, że uczucie, które jego darzę nie jest przyjaźnią, która między nami narosła. Po prostu się w nim zakochałem. Przez dłuższy czas, nie chciałem przyznać się przed tym, przed samym sobą, ale potem stwierdziłem, że nie mogę wiecznie uciekać przed moimi uczuciami. Uczuciami, które są tak bardzo mocne i wyraźne.

Ten chłopak nauczył mnie też, że lepiej jest znaleźć jedną osobę, którą będziesz mógł nazwać prawdziwym przyjacielem, niż tkwić w gronie osób, które jedno twoje potknięcie rozpowiedziałyby wszystkim osobą lubiącym dokuczać innym. Uświadomił mnie też, że nie trzeba się wstydzić tego, kim się jest. Nawet jeśli inni nie odbieraliby ciebie pozytywnie, najważniejsze jest, abyś ty sam miał do siebie szacunek.


  Lekarz powiedział, że jeżeli do czterdziestu ośmiu godzin nie wedrze się infekcja do organizmu, choroba ustąpi. Cieszyłem się ogromnie, bo to oznaczało, że jeszcze długie lata przed nami i będę mógł zrobić z nim jeszcze więcej szalonych rzeczy, niż do tej pory.

To wszystko było takie nagłe. Najpierw Louis czuł się dobrze. Potem coś się zmieniło. Jego stan gwałtownie się pogorszył, a lekarze nie mieli innego wyjścia niż operowanie Louis'ego.

- Mogę się z nim zobaczyć? - zapytałem, kiedy lekarz skończył mówić.

 - Ale tylko jedna osoba - powiedział, uważnie patrząc się na wszystkich zgromadzonych na korytarzu. Mimo tych godzin nikt nie odszedł. A wręcz przeciwnie, niektórzy dołączyli. Przybyli rodzice Louisa, moi, Simon, Paul, Stan, Lou, Tom, Kate, Sarah. Wszyscy czekali. Wszyscy, którzy lubili Louisa. I nie przeszkadzło im to, że się ze mną spotykał. Oni tak naprawdę cały czas nas wspierali. W tych wszystkich trudnych chwilach...zawsze byli przy nas.

Mama Louisa od razu kiwnęła twierdząco głową. Spojrzała na syna przez dużą szybę, łapiąc się za usta. Widziałem, że powstrzymywała płacz. Jej mąż objęł ją, dodając jej w ten sposób choć trochę otuchy. Spojrzała na mnie i skinęła twierdząco głową, dając mi tym samym pozwolenie na wejście.

- Louis powinien zacząć wybudzać się za niedługo. Powinniśmy być dobrej myśli - oznajmił lekarz, zostawiając nas samych.

Podszedłem do drzwi, po czym wszedłem powoli do pomieszczenia. Zlustrowałem twarz Louisa, czując mocne ukłucie w sercu. Naprawdę bałem się o niego. I chociaż Louis przeszedł operację bez zbędnych komplikacji, zagrożenie nadal było.

Podszedłem powoli do łóżka, nie odrywając wzroku od jego twarzy. Znałem każdy jej milimetr na pamięć. Z przymkniętymi powiekami wyglądał, jakby właśnie spał. A usta…lekko rozchylone, były teraz bledsze niż zwykle. Rozrzucone wokół, ciemne włosy kontrastowały z białą pościelą, której nienawidził. U nas zawsze musiała być kolorowa. Takie przyzwyczajenie...

Louis wyglądał jak bezbronny chłopiec, którego tak bardzo pokochałem za jego podejście do świata. Usiadłem niepewnie na niskim taborecie, który postawiony był zaraz obok małej szafeczki przy łóżku, na którym leżał chłopak. Ostrożnie ująłem jego dłoń, lekko muskając ją wargami. Bałem się, że mogę go skrzywdzić samym dotykiem, czy moją obecnością.


~~~*~~~


Nie minęło wiele czasu. Byłem pewien, że nie minęła nawet godzina, jak Louis zaczął się powoli wybudzać. Oczywiście zaraz po otworzeniu oczu, odetchnął głęboko, zaciskając mocniej palce na mojej dłoni.

- Bałem się, że Cię nie zobaczę - wychrypiał i odetchnął głośno z ulgą.

- Obiecałem, że będę. A ja obietnic zawsze dotrzymuję - zauważyłem, nachylając się w jego kierunku i składając na jego ustach delikatny pocałunek.

Pierwsze, co zrobiłem, to poinformowałem o tym lekarza. I później zaczęło się. Każdy chciał się zobaczyć z Louis'em, powiedzieć mu, że cieszy się, że operacja się udała. Lekarz jednak prosił, żeby nie męczyć za długo pacjenta i dać mu odpocząć przynajmniej do rana.

Dlatego ja miałem swoją chwilę z moim ukochanym.Zmartwiłem się trochę gdy spojrzałem na niego. Nadal był blady i osłabiony, ale lekarz powiedział, że tak może być po operacji. Chwyciłem dłoń Louisa delikatnie masując jej powierzchnię.

- Jak się czujesz? - zapytałem, gładząc go po ręce. On obrócił głowę, po czym spojrzał na mnie swoimi pięknymi niebieskimi oczami.

- Lepiej, chyba - odparł słabym głosem. - Właśnie myślałem o tobie - dodał, uśmiechając się.

- Tak? A co takiego? - zapytałem z ciekawością, nie mogąc powstrzymać wesołego grymasu twarzy.

- Jest styczeń...potem będzie luty, marzec, kwiecień, czerwiec, będzie lato- zaczął wymieniać, przymykając powieki. A z jego ust ani na chwilę nie schodził uśmiech.- Uwielbiam lato, bo właśnie wtedy poznałem ciebie.

- Louis, o czym ty...

- Pamiętam to dokładnie.... Marzyłem wtedy, abyś któregoś dnia był mój - ciągnął, ignorując moje słowa. - I tylko mój. Żebyś uśmiechał się do mnie z miłością, przytulił, był w każdej sytuacji, pocieszył, kiedy byłoby mi źle…A gdy to wszystko się stało, nie chciałem od życia nic więcej. Marzyłem, abym kiedyś mógł Ci powiedzieć, jak bardzo kocham dzieciaka z toalety, który już przy pierwszym spotkaniu skradł moje biedne serce. - powiedział, powodując, że przypomniałem sobie nasze pierwsze spotkanie. Uśmiechnąłem się delikatnie na jej wspomnienie.Chłopak otworzył szeroko oczy, sięgając dłonią do mojej twarzy. Kciukiem zatoczył zarys moich ust, uśmiechając się do mnie słodko.- Marzyłem, aby kiedyś te usta pocałowały moje, abym mógł się w nich zatopić i zapominając o bożym świecie.

- Louis, proszę Cię, nie rób tego - szepnąłem błagalnie wiedząc do czego to wszystko zmierza. Ścisnąłem powieki, aby łzy nie spłynęły po moich policzkach. Kątem oka dostrzegłem ruch za dużą szybą w ścianie. Dostrzegłem rodziców Louisa, moich i naszych najbliższych przyjaciół. Widzieli strach wymalowany na mojej twarzy.

- Chcę Cię pocałować, Harry - powiedział pewnie. I to mnie przeraziło. Jego pewność. Bez wahania usiadłem na skraju łóżka, po czym nachyliłem się nad nim. Ostatni raz spojrzałem w jego oczy, po czym przymknąłem powieki i delikatnie musnąłem jego wargi swoimi.Gdy się od siebie oderwaliśmy, on przymknął powieki i wziął głęboki wdech. - Kocham twój zapach. Właśnie tak pachną najszczęśliwsze dni mojego życia. - Odepchnął się lekko, spoglądając w moje oczy. - Mówiłem Ci już, jak bardzo wyjątkowy dla mnie jesteś? - zapytał nagle. Byłem oszołomiony całą tą sytuacją. Nie umiałem nic powiedzieć, za to czułem, że z moich oczu płynie coraz więcej łez. Wyszeptałem cicho, aby tego nie robił, mając nadzieję, że zrozumie, co mam na myśli. Oparłem swoje czoło o jego. Louis potarł lekko swoim małym noskiem o mój, uśmiechając się ostrożnie. To co mówił, było piękne, ale obawiałem się, że to…Nie umiem o tym myśleć. - Obiecasz mi coś? - spytał po chwili, wpatrując się w moje oczy.

- Absolutnie wszystko - odparłem, bez chwili zastanowienia.

- Uśmiechaj się ciągle. Wiesz, że to w tobie kocham najbardziej. Chcę, abyś znalazł sobie kogoś, kto da Ci dużo szczęścia. Kogoś, przy kim będziesz czuł się wyjątkowo. Kogoś, kto sprawi, że twoje serce będzie biło sto razy szybciej. Kogoś kto Cię przytuli i będzie pocieszać gdy będziesz płakać. Kogoś, komu powiesz szczerze „kocham Cię”

- Ty jesteś tym kimś,Louis. I nigdy nie znajdę kogoś innego. Oboje to wiemy - szepnąłem, mówiąc całą prawdę. Doskonale wiedziałem, że nie będzie nikogo innego...że na tym świecie nie było, nie ma i nie będzie takiej samej...lub chociaż odrobinę podobnej osoby do Louisa.

Chłopak otworzył na chwilę oczy, patrząc na mnie z niewyobrażalnej bliskości. Zdecydowanie jego cudowne tęczówki będę miał za każdym razem przed oczami, kiedy tylko przymknę powieki.

 - Chcę, żebyś miał dzieci. Mnóstwo roześmianych i tak pięknych dzieci, które będą podobne do ciebie - uśmiechnął się. Słyszałem, jak z każdym słowem jego głos słabnie, co wywołało u mnie jeszcze więcej łez. - Daj jednemu z nich imię Louis, dobrze ? Wiesz...po wujku - wyszeptał słodko chichocząc.

- Przepraszam, Lou, ale ja… ja nie mogę Ci tego obiecać. Wiem...ja..ja jestem w stu procentach pewny, że z  nikim się nie zwiążę. W moim sercu nie będzie miejsca dla nikogo innego. Jesteś tam tylko ty. Tylko ty, Louis - zapewniłem go, mając nadzieję, że przestanie. Lecz się myliłem.

- Jestem przekonany, że z czasem wszystko się zmieni. Spotkasz wyjątkową osobę, w której się zakochasz, a twoje serce zacznie na nowo bić - powiedział, po czym podniósł lekko rękę, a następnie przejechał lekko po moich włosach. Jego słowa spowodowały, że na całym moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Ta nie miła gęsia skórka. Nagle na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. - Wiesz za co Cię kocham?

- Za co? - spytał wpatrując się w jego oczy.

- Kocham w tobie absolutnie wszystko. Twoje kręcone włosy, zielone oczy, cudowny uśmiech, piękny głos, sprośny chichot, sposób w jaki oczarowujesz każdego, kogo poznasz. Włącznie ze mną. Sposób w jaki stajesz na głowie by ktoś się uśmiechnął. Kocham to, że potrafisz mnie pocieszyć dotknięciem dłoni i sposób, w który rozśmieszasz mnie, gdy marszczysz nos, nie potrzebując żadnych słów. Kocham to, że wiesz o czym myślę, kończysz za mnie zdania i podajesz mi to, co potrzebuję, zanim nawet ja się zorientuję, że tak jest. Kocham to, że zawsze zostawiasz puste kubki w całym domu i co kilka tygodni spędzam cały dzień, myjąc je. Kocham to, że zostawiasz swoja bieliznę na środku łazienki i twierdzisz, iż to moja, gdy oboje wiemy, jak jest. Kocham to, że nie możesz wytrzymać nawet godziny bez dotykania mnie, nawet jeśli to miałby być tylko mój łokieć. Kocham jak przytulasz mnie stojąc za moimi plecami i opierasz swój policzek o mój, kiedy przytulasz mnie od przodu i sprawisz, że czuję się kochany i bezpieczny w twoich ramionach. Kocham, kiedy mnie całujesz i trzymasz moją twarz lub przebiegasz palcami po moich włosach, sprawiając, że czuję się ceniony. Uwielbiam to, że ostatnią rzeczą, którą mówisz mi każdego dnia, jest „kocham Cię”. Jednak głównie kocham to, że sprawiasz, iż jestem lepszą osobą. Wiesz....nie boję się śmierci. Boję się tego, że po moim odejściu ty nie dasz sobie rady. A kiedy już umrę, chcę móc nadal napawać się twoją radością, twoim uśmiechem…- westchnął głęboko, zwilżając wargi językiem.

- Mówisz tak, jakbyś się żegnał - powiedziałem przez łzy, na co Louis uśmiechnął się krótko.

- Bo pewnie tak jest. - westchnął, wplatając dłoń w moje loki. - Nie płacz Harreh. Nie jestem wart twoich łez. Już i tak za dużo wylałeś łez przeze mnie i chciałbym Cię za to przeprosić. Za te wszystkie rzeczy, za to, że nie mogliśmy wyjść na ulicę trzymając się za ręce, za to, że nikt o nas nie wiedział, nie wiedzą jak bardzo Cię kocham i jak bardzo wyjątkowy jesteś dla mnie...Przecież wiesz, że długo nie pożyję. - mówił, wpatrując się w moje oczy. - Ale ja zawsze będę przy Tobie, tutaj. - przyłożył swoją dłoń do lewej strony mojej klatki piersiowej, tam gdzie znajdowało się moje serce. - Zawsze tam będę i zawsze będę Ci szeptał jak mocno Cię kocham. Wiesz…Chcę tylko wiedzieć, że kiedy mnie już zabraknie, nie stanie Ci się krzywda i poradzisz sobie. Nigdy nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś Ci się stało z mojego powodu, Harry. - szepnął, a w jego oczach stanęły łzy, które po chwili spłynęły po zaczerwienionych policzkach. Starłem je, gładząc przy tym jego policzek.

 Powoli zbliżył się do mnie, po czym musnął lekko moje usta. Delikatnie, z czułością i miłością, jaką mnie darzył. Oddałem pocałunek, obejmując go mocno, jakby to miało utrzymać go przy życiu. Chciałem, aby ten moment trwał wiecznie. Abym mógł smakować jego ust przez całą resztę naszego życia.

 - Kocham Cię, Harreh - wyszeptał, ponownie oplatając mój kark.

 Wtulił się we mnie, zaciskając lekko palce na mojej koszulce. Po krótkiej chwili poczułem coś mokrego na moim karku. To były łzy, które spływały po jego policzkach. Pogładziłem go po plecach, chcąc mu dodać otuchy. Choć po moich policzkach lało się coraz więcej łez, a uczucia w środku mnie, mieszały się ze sobą powodując, że chwilami nie dałem rady oddychać.

Chciałem po prostu być blisko niego i nigdy nie wypuszczać z objęć. Chciałem spędzić z nim resztę mojego życia, które dzięki niemu nabrało barw i radości. To dzięki niemu jestem tym kim jestem i nie chcę się zmieniać. Nie chcę stracić Louisa...

Tak bardzo chciałbym budzić się każdego ranka, wtulony w jego ciało. Czuć jego usta na swoich. Przytulać się do niego i mówić mu te dwa piękne słowa, które wypowiadałem miliony razy.

Kocham Cię.

Tak wiele razy te dwa słowa wypływały z moich ust, że gdybym miał policzyć ile dokładnie to zajęłoby mi to pół życia. Przecież niedawno obchodziliśmy naszą rocznicę. Chcę znów świętować z nim nasze kolejne rocznice. Tak bardzo tego wszystkiego chcę. Ale czy jest to możliwe? Zapominamy, że życie jest kruche, delikatne, że nie trwa wiecznie. Zachowujemy się wszyscy jakbyśmy byli nieśmiertelnie. Bo życie....to taki dziwny prezent.


środa, 24 kwietnia 2013

Niespodzianka!

   Z racji mojego dzisiejszego dobrego humoru, oraz tego, że siedzę w domu, postanowiłam, że dodam prolog do opowiadania Your eyes..., na które serdecznie zapraszam! Mam nadzieję, że prolog wam się spodoba.

Enjoy!!!

sobota, 20 kwietnia 2013

Rozdział 13 - Teraz pozostaje nam tylko czekanie

Hej wszystkim!! Przybywam do was z rozdziałem 13 ;) Rozdział....jest dość smutny, ale myślę, że wam się spodoba. Liczę również na komentarze.  Niedługo będę się żegnać z tym opowiadaniem. Pozostaje nam tylko jeden rozdział i epilog, a wtedy zacznę pisać Your eyes....;D To chyba tyle ode mnie. 


Enjoy!!!


They don’t know what we do best

It’s between me and you


Our little secret...


  

The Daily Mail

Louis Tomlinson z One Direction miał wypadek! 
a
Closerl

Najstarszy członek 1D miał wypadek samochodowy! Z dostępnych nam źródeł wiemy, że chłopak jest w ciężkim stanie.

The Metro

Louis Tomlinson w szpitalu! Fanki są przerażone! 

 The Sun


Louis z One Direction został przwieziony do szpitala Św. Katarzyny. Menadżer chłopców milczy!   


Nie wiarygodne...cały świat w przeciągu nie całych 30 minut zaczął mówić o wypadku Louisa. Nie ważne było czy w tym kraju One Direction było znane czy nie. Czy udzielali już tam koncert czy jeszcze nie.  W tamtej chwili ta wiadomość była na okładkach każdego czasopisma. 

Wszyscy o tym mówili. Fanki były przerażone i modliły się, aby chłopak wyszedł z tego cały. Wszyscy już o tym wiedzieli. Oprócz pewnego chłopca z burzą loków na głowie, dla którego Louis był najważniejszą osobą na świecie. Nikt mu nie powiedział. Nic nie wiedział, do czasu...


Harry siedział na kanapie i czytał książkę. Była ona na tyle ciekawa, że chłopak nie usłyszał nawet gdy Andy wszedł do jego pokoju hotelowego. 

- Harry...- szepnął, na tyle głośno aby loczek go usłyszał. Obrócił głowę i się lekko uśmiechnął, chociaż wcale nie było mu do śmiechu. Musiał być po drugiej stronie Londynu, a nie w swoim domu. Obok Louisa. Obok swojej miłości. Tak bardzo chciał go teraz przytulić i pocałować. Po prostu być przy nim...

Ale oczywiście nie mógł. Po tygodniu spędzonym razem, Paul kazał Harry'emu natychmiast wyjechać, aby przyćmić te wszystkie wydarzenia z gór. No cóż...trzeba przyznać, że chłopcy wcale się tam nie zachowywali przyzwoicie. Fani zrobili im mnóstwo zdjęć i filmików, które były bardzo jednoznaczne.  

Ich menażer był wściekły. Krzyczał na nich do tego stopnia, iż Hazz się rozpłakał. I nie ma co ukrywać...przed chwilą także płakał. Starał się tego nie robić przy Louis'ie, gdyż chciał pokazać swojemu chłopakowi, że będzie silny, ale czasami nie dawał rady i po prostu płakał. Nic na to nie poradził. 

- Coś się stało? - spytał po chwili, patrząc na lekko zmieszanego ochroniarza, który miał dość dziwną minę. Nie wiedział co o tym sądzić. 

- Posłuchaj...tylko się nie denerwuj. Paul zakazał mi tego mówić...ale ja nie mogę. I...opanuj nerwy - poprosił, siadając na fotelu, naprzeciwko Harry'ego. Ten popatrzył się na niego oczami przepełnionymi ciekawości. 

- Więc? - ponaglił go chłopak, odkładając książkę na stolik. Wygodniej usiadł na fotelu biorąc łyk wody. 

- Louis jest w szpitalu - szepnął ledwie słyszalnie, lecz Harry doskonale to słyszał. Mało co nie zakrztusił się wodą, którą pił. Myślał, że źle słyszy.

- Ale...ja...jak to w szpitalu?! - wrzasnął, wstając z fotela. 

- Miał wypadek samochodowy.- powiedział mężczyzna, również wstając z fotela. 

- Matko.....za ile będziemy w szpitalu? - spytał, szybko podbiegając do stolika, biorąc z niego telefon. 

- Harry, doskonale wiesz, że w Londynie są straszne korki...

- Andy! To Louis...mój Louis. Ja tam muszę być...- szepnął podchodząc do mężczyzny. Chwycił go za ramię i spojrzał w oczy. 

- Coś załatwię - powiedział, wychodząc z pokoju. Harry nie wiedząc co robić, opadł na sofę, zakrywając twarz dłońmi. Po jego policzkach zaczęły spływać łzy, których z chwili na chwilę stawało się coraz więcej. Chłopak nie wiedział co ma o tym wszystkim myśleć. Tylko jedno pytanie chodziło po jego głowę.

Dlaczego oni? 

No dlaczego? Najpierw choroba, a teraz wypadek Louisa. To wszystko wydawało się być takie nierealne. Takie jakby...nieprawdzie. Harry czuł się jakby był w najgorszym koszmarze w jego życiu. I co najgorsze ten koszmar nie chciał się skończyć. A on tego chciał. Chciał aby to wszystko się już w końcu skończyło. Aby on i Lou byli szczęśliwi. Tylko tyle chciał od życia. Tego aby on i jego chłopak wiedli spokojne i szczęśliwe życie.       



~~~*~~~




~ Perspektywa Baby Cakes  ~ 


Wysiadłem z auta, napotykając mnóstwo fanek i reporterów na swojej drodze. Każdy zaczął zawalać mnie pytaniami. A te, które były kierowane od reporterów przeważyły o wszystkim. A zwłaszcza te, które zabolały mnie najbardziej. Niektórzy zaczęli się pytać, czy to prawda, że mieszam się w życie prywatne Lou i El. Czy jestem o nich zazdrosny. Czy znalazełem sobie nową dziewczynę. Po tym, nie wytrzymałem...

- Odwalcie się wszyscy ode mnie i od Louis'ego! - wrzasnąłem biegnąc po schodach prowadzących do drzwi głównych. Słyszałem jak wszyscy zaczynają krzyczeń ale jakoś się specjalnie tym nie przejąłem.    

Biegłem ile sił w nogach przez długo korytarz poszukując tego odpowiedniego pokoju. Nagle zobaczyłem grupę ludzi, którzy stali i siedzieli przed jednym z pokoi. Podbiegłem do nich, a wszyscy od razu popatrzyli się na mnie. 

Widziałem z w śród nich Zayna, Liama, Nialla, Pezz i Dan.Wszyscy popatrzyli się na mnie ze współczuciem wymalowanym na twarzy. U większości widziałem również kilka łez na policzkach. 

Podszedłem bliżej i spojrzałem przez duże okno. Zobaczyłem tam Louisa, który leżał na szpitalnym łóżku. Serce od razu mnie zabolało. Przybliżyłem się do szyby delikatnie kładąc dłonie na szybie. Oczy od razu zaszły mi mgłą. 

- Hazz...idź do niego - wyszeptała Perrie patrząc na mnie. Bez zastanawienia delikatnie nacisnąłem klamkę do sali w której leżał Louis. Popchnąłem drzwi, które po chwili mi ustąpiły. Wszedłem do środka zamykając za sobą drzwi. Louis od razu obrócił głowę napotykając moje oczy. Na jego twarz wpłynął szeroki uśmiech, który ja odwzajemniłem. Podszedłem do jego łóżka, po czym przysunąłem krzesło, które stało obok jego łóżka, a następnie na nim usiadłem. Popatrzyłem się na tą aparaturę, która mnie lekko przestraszyła. Natychmiast pokręciłem głową, obracając ją w kierunku mojego chłopaka.

- Lou...jak się czujesz? - spytałem, chwytając jego zimną dłoń w swoją. Ten spojrzał na mnie, a w jego oczach dostrzegłem ból, a zarazem radość. Nie wiedziałem jak mam przeprosić za to, że nie było mnie przy nim, gdy miał ten wypadek. 

Tak. Czułem się winny. Chociaż nie wiem dlaczego. Po prostu miałem straszne wyrzuty sumienia.  

- W miarę...lekarze mówią, że będzie dobrze  - wyszeptał patrząc na mnie. 

- No to cudnie - szepnąłem, masując jego policzek. Ponownie spojrzałem w jego oczy, które teraz były jeszcze piękniejsze niż przedtem. Takie...wspaniałe. Wspaniałe jak cały on. 

- Coś się stało? - spytał spoglądając na mnie. 

- Po prostu..nie mogę uwierzyć, że jesteś tym Louisem William'em Tomlinson'em, który jest ze mną i mnie kocha. - szepnąłem, całując go krótko w usta. 

- Będę Cię kochać bez względu na to co się stanie Hazz - szepnął uśmiechając się do mnie. Odwzajemniłem uśmiechem, po czym znów delikatnie musnąłem jego usta. 
 


~ Koniec Perspektywy ~


~~~*~~~

Harry bardzo się cieszył, że z jego chłopakiem jest już lepiej. Spędzał każdą wolną chwilę z nim. Wszystko było w porządku i zapowiadało się na poprawę. 

Niestety nagle coś się zepsuło. 

Louis poczuł się źle. Zaczęło mu się kręcić w głowie...zupełnie tak, jak wtedy gdy kłócił się z Paul'em. Harry natychmiast zawołał pielęgniarkę, która od razu pobiegła po lekarza. Weszli do sali, a po kilku minutach stwierdzili, że konieczna będzie operacja. 

Osiemnastolatek nic z tego nie rozumiał, dopóki lekarz mu wszystkiego nie wytłumaczył. Choroba Louisa jest zagrożeniem dla jego życia, a poza tym wypadek samochodowy spowodował komplikacje i konieczna jest operacja.  

-  Obiecaj mi coś. Obiecaj mi, że za te parę godzin, gdy otworzę oczy, ty będziesz pierwszą osobą, którą ujrzę - szepnął Louis chwytając dłoń Harry'ego, który siedział na łóżku.

- Obiecuję, Lou - odparł, składając na jego ustach długi i słodki  pocałunek. - Będę tu bez względu na wszystko.

 Wraz z z pielęgniarzami, którzy wieźli Louisa na łóżku, do sali operacyjnej, Harry szedł obok, ani na chwilę nie poluzowując uścisku ich dłoni. Obok niego szła również  mama i tata Louisa, którzy przyjechali tam gdy tylko dowiedzieli się, że ich syn będzie przechodził operację. Reszta, która tam była, również szła za lekarzami.  


Lekarz prowadzący powiedział Harry'emu o powikłaniach po operacji. Lecz chłopak nawet nie dopuszczał takiej myśli. Nie chciał myśleć, co by było, gdyby jednak operacja się nie powiodła. Myślał zatem optymistycznie i próbował Lou zarazić tym, choć w głębi ducha zapewne bał się bardziej, niż on sam.

Gdy pielęgniarze wjechali na sale operacyjną, teraz pozostawało tylko czekanie. Wszyscy zgromadzeni, usiedli na krzesłach, posyłając sobie pokrzepiające i delikatne uśmiechy. Nie mogli zrobić nic więcej...musieli czekać. A to jest najtrudniejsze...czekanie i ta bezsilność. Myśl, że coś może pójść nie tak jest dołująca. Lecz żadne z nich nawet jakby się bardzo starało...nie wychodziło mu. Każdy w duchu modlił się aby wszystko poszło zgodnie z planem.   

             

sobota, 13 kwietnia 2013

Rozdział 12 - Słyszę, jak bicie mojego serca przybiera na sile

Hej misiaczki!! Rozdział 12 gotowy! Wybaczcie, ale nie jest on jakoś specjalnie długi, ale ważne, że jest, nie? ;D Ten rozdział jest tak jakby...przełomowy. Potem będzie....no cóż, potem będzie co będzie ;) Mam nadzieję, że go skomentujecie. Bardzo się cieszę, że zapowiedź do Your eyes...wam się spodobała. Pozdrawiam wszystkich czytelników! ;)

Enjoy!!!


They can say anything they want

Cause they don’t know us
...



Dwa tygodnie później...
  
Uśmiech. 

Radość.

Szczęście.

Miłość.

Te wszystkie słowa mogły wypłynąć z ust Louisa tylko i wyłącznie dzięki pewnemu chłopakowi, w którym się zakochał i stracił dla niego głowę. Mimo trudnej sytuacji obydwaj chłopcy każdego dnia byli szczęśliwi. Szczęśliwi dlatego, że mogli być razem. Że każdego dnia budząc się, ich oczy mogą zarejestrować tego drugiego. Że chociaż teraz zarząd ich się tak bardzo nie czepia...a na pewno nie tak, jak przedtem. 

Louis był cholernie dumny ze swojego chłopaka. To, że Harry nie poddał się i walczy, jest dla Louisa czymś cudownym. Nie musi się martwić, że gdy wróci do domu zastanie płaczącego loczka. No może nie zawsze, bo epizody płaczu Harry'ego nadal się zdarzają, ale Lou wie, że to nie przez jego chorobę. Hazz....on po prostu czasem ma tak, że płacze bez powodu. A wtedy Louis zawsze go mocno przytula i całuje w każde możliwe miejsce, aż chłopak się nie uspokoi. Wtedy zazwyczaj Harry mówi to swoje słodkie "przepraszam" a Louis zawsze się uśmiecha. 

Dwudziestojednolatek uwielbiał to. Widzieć, jak Harry jest szczęśliwy. Jak się uśmiecha. Wtedy i na jego twarz wpływa szeroki uśmiech, a on sam wpatruję się w twarz ukochanego tak długo, aż ten mu tego nie przerwie. Wtedy ten również zaczyna patrzeć się na Louisa, a potem macha ręką przed jego twarzą i całuje w usta.

Wspomnienia są cudowne. Zwłaszcza jeśli wspominasz o osobie, którą kochasz nad życie. Ale w tej chwili wspomnienia nie są dobrym rozwiązaniem. Zwłaszcza, jeśli ktoś znów zaczyna Ci dyktować jak masz żyć. Co masz robić. Z kim masz się spotykać...

Znów zaczynasz się smucić. A nerwy Ci puszczają.      


- Louis uspokój się! - powiedział stanowczym tonem Paul.

- Do cholery jasnej jakie uspokój się?! Robicie z Harry'ego męską dziwkę! Dopiero co wróciliśmy z ferii, a on ma się już pokazywać z jakąś laską? I potem trafi na okładkę jakiegoś szmatławca?! Weź mi tu nawet nie mów żebym był spokojny, bo zaraz szlag jasny mnie trafi - zaczął krzyczeć Louis, wymachując rękoma. Chłopak miał tego wszystkiego dość. Dopiero co wrócili z odpoczynku, a teraz znów musieli znosić te wszystkie upokorzenia.

Ten tydzień był oderwaniem się od rzeczywistości, która jest bardzo bolesna. Niestety nic nie trwa wiecznie i bardzo miły wypad na narty z Harrym też musiał się skończyć.

- Tak...a co wy tam robiliście, co? Daliście się sfotografować! W sieci jest tyle waszych zdjęć, że aż głowa boli. I wszystkie są jednoznaczne. A poza tym ten filmik....wiesz, co ja musiałem robić, żeby się nic nie wydało! - wrzasnął ich menadżer, siadając na krzesło. - Fani bardzo przeżyli wieść, że jesteś chory, a teraz coś takiego?! Mowy nie ma!

- Bo co mi zrobisz?! - spytał szatyn, wstając z krzesła. - Mam Cię serdecznie dość! - krzyknął, po czym wyszedł z gabinetu Paula, trzaskając drzwiami.

- Louis wracaj tu! - usłyszał krzyk Higinns'a, lecz nie zareagował. Chciał jak najszybciej stamtąd wyjść i pojechać do domu. Teraz bardzo by chciał przytulić się do Harry'ego, pocałować go i o wszystkim zapomnieć..lecz nie miał takiej szansy.

Harry od wczoraj był po drugiej stronie Londynu, a miał przyjechać dopiero za trzy dni. Musiał tam jechać , żeby wszyscy myśleli, że jedzie tam do swojej "nowej dziewczyny" To było tak żenujące. To ciągłe udawanie. Trzy lata męki robi swoje. Chłopcy byli już wykończeni psychicznie jak i fizycznie. To wszystko ich przerastało.

Choroba Louis'a.

Ukrywanie się.

Udawanie, że nic ich nie łączy...to był zdecydowanie za dużo.

Za dużo, jak na dwójkę chłopaków, którzy po prostu się w sobie zakochali, popełniając najgorszy błąd w swoim życiu. Przynajmniej tak twierdzili inni...Dla Louisa i Harry'ego to, że się spotkali i, że się w sobie zakochali było prawdziwą...magią. To było coś wspaniałego. Jeden był szczęśliwy, że ten drugi odwzajemnia uczucia drugiego.

Louis biegł ile sił w nogach, przez długi korytarz, mijając ludzi tam pracujących, którzy patrzyli się na niego z przerażeniem. Po jego policzkach spływały już łzy, a ręce niemiłosiernie się trzęsły. Chłopak chciał jak najszybciej się stamtąd wydostać....tylko tyle teraz chciał.

Schodząc po schodach, a raczej po nich zbiegając potrącił przechodzącą Sarah, którą doskonale znał. Papiery, które ta trzymała wyleciały, a chłopak natychmiast się zatrzymał w celu pozbierania ich.

- Prz...przepraszam - wydukał przez płacz, kucając i zbierając papiery.

- Nic się stało, Lou - powiedziała zbierając resztę kartek papieru, po czym wyprostowała się i uśmiechnęła się do Louisa, lecz jej uśmiech zrzedł gdy zobaczyła w jakim stanie jest jej kolega. - O matko...Louis, co się stało? - spytała przerażona widokiem chłopaka. Ten tylko przetarł policzki, uśmiechając się lekko.

- Nic takiego - wyszeptał, spoglądając w stronę wyjścia.

- A więc Harry to nic takiego? - spytała, opierając się balustradę patrząc się wyczekująco na chłopaka. Ten tylko spojrzał na nią, oczami zaszklonymi od płaczu. Dziewczyna doskonale wiedziała o tym, że Louis i Harry są razem. W końcu pracowała dla Modest.

- Sarah...proszę Cię. Doskonale wiesz, że kocham Harry'ego, ale to i tak nic nie zmieni, bo wy nam tego zabraniacie - powiedział trochę głośniej, po czym ugryzł się w język. Dziewczyna jako jedyna była tą, którą Louis lubił z zarządu. - Przepraszam...ale, już nie daje rady. Wybacz. - wyszeptał przeprosiny. Nagle zakręciło mu się przed oczami. Głowa zaczęła mu pulsować, a tętno wzrosło. Jego oddech stał ciężki...ledwo co łapał powietrze  -Muszę iść...

- Dozobaczenia - krzyknęła za chłopakiem, gdy ten zszedł ze schodów. Dziewczyna chciała go zatrzymać, ponieważ widok, który przed chwilą widziała był lekko przerażający, zwłaszcza, że Louis był chory.

- Louis! - obydwoje usłyszeli krzyk. Odwrócili się i obydwoje zobaczyli Paula, który stał na schodach i nie miał zbytnio to miłego wyrazu twarzy. - Louis to jasnej cholery wracaj tu, bo jeśli nie, to mogę Cię zniszczyć to tego stopnia, że się już nie pozbierasz! - wrzasnął ostrzegawczo, grożąc chłopakowi.

- Mam Cię gdzieś, rozumiesz! - wrzasnął wybiegając z budynku. Biegł do swojego samochodu nie zatrzymując się, ponieważ dokładnie wiedział, że Paul biegnie za nim. Nagle poczuł jak ktoś chwyta go za ramię i nim potrząsa.

- Masz to zrobić! - krzyknął mężczyzna patrząc się na chłopaka, który się rozpłakał. - Nie jesteś mężczyzną, wiesz?! Jesteś ciotą! - wrzasnął, a Louis popatrzył się mu w oczy.

- Przynajmniej ja walczę o miłość i nie wstydzę się tego kim jestem...bo to właśnie dzięki Harry'emu stałem się tym kim się stałem i jestem mu za to wdzięczny i będę do końca - powiedział spokojnie, lecz to co działo się w wewnątrz niego nie dało się opisać słowami.

Było mu niedobrze. W głowię się kręciło, a z nosa puściła się krew.

- Boże, Louis, co Ci jest? - spytał przestraszony Paul, patrząc się na chłopaka.

- Nic...daj mi teraz odejść, proszę...- wyszeptał, nie czekając na odpowiedź. Odszedł od Paula, kierując się w stronę swojego auta. Wszedł do niego zamykając drzwi, po czym położył dłonie na kierownicy, a sam wybuchnął niekontrolowanym płaczem. Nie miał siły na nic...

Po chwili wyprostował się i spojrzał w lusterko. Natychmiast zaczął szukać jakiś chusteczek aby powycierać krew spływającą po jego brodzie.

Gdy je znalazł, starł krew i wytarł policzki, które były czerwone. Wziął kilka głębokich wdechów, po czym zdecydował się odpalić silnik. Gdy to mu się udało. Wyjechał na ulicę, skręcając w prawo.

Przez chwilę myślał, że będzie dobrze. Dojedzie do domu, położy się na łóżku i cierpliwie będzie czekać na Harry'ego. Lecz wszystko runęło, jak domek z kart, gdy chłopak zobaczył dziewczynę z koszulką z ich zdjęciem. Widniał tam napis :

 "I ship bullshit"

Gdy tylko to zobaczył jego oczy, po raz kolejny tego dnia się zaszkliły, a po chwili po jego policzkach znów zaczęły spływać łzy. Z minuty na minutę było ich coraz więcej. Lecz tym razem Louis nie przejmował się nimi. Chciał jak najszybciej dotrzeć do domu.

Nagle zakręciło mu się w głowie, jego ciało zrobiło się jak z waty, serce zaczęło walić jak opętane, a przed oczami zrobiło mu się ciemno. Puścił na chwilę kierownicę. Po chwili poczuł silne szarpnięcie, a to co jego oczy zarejestrowały jako ostatnie to białe światło, które podrażniło jego źrenice. Potem zapadła cisza. Śmiertelna cisza...