poniedziałek, 11 marca 2013

Rozdział 7 - Kiedy mnie całujesz, moje serce na chwilę przestaje bić

 Hej moje najsłodsze misie !! Dodaje rozdział 7 z wielką nadzieją, że wam się spodoba. Bo mi w ogóle się nie podoba. No oprócz początku ;D Bardzo dziękuje za miłe komentarze pod ostatnim rozdziałem. No i teraz też o nie proszę ;) Jeśli chodzi o rozdział 8...to nie wiem kiedy się pojawi. Chyba będziecie na niego musieli trochę poczekać, bo teraz nie mam za dużo czasu na pisanie. Ale bądźcie cierpliwi ;) Jeśli macie jakieś pytania to pytajcie na gg, albo na Tumblr ;D

Enjoy !!! 




Just to find a love that feels this right....
 

Louis patrzył przez chwilę bardzo głęboko w zielone oczy Harry'ego, które były ciemne od pożądania. Loczek zaczął sunąć rękoma po torsie ukochanego, kreśląc abstrakcyjne wzory na jego rozgrzanej skórze. Natomiast Louis zwilżył wargi i przysunął je do ust Harry’ego a wtedy sprawił, że się spotkały. Zaczął delikatnie muskać jego wargi. Przez pocałunki czuł, że się uśmiecha co i jego skłoniło do lekkiego uśmiechu. Hazz ułożył jedną dłoń na jego ramieniu, a drugą wyszukał rękę szatyna i splótł ich place.

Z czasem delikatne muśnięcia zmieniły się w namiętne i gorące pocałunki, a Louis poczuł, że jego kolega znów budzi się do życia. Nagle szatyn obrócił ich tak, że teraz to Louis górował. Usiadł okrakiem na  biodrach młodszego, unosząc je do góry i przesunął się do tyłu ocierając się o członka Harry'ego. Chłopak jęknął czując go tak blisko.

Kiedy penis Harry'ego sterczał na baczność, Louis uniósł biodra do góry, po czym na kolanach cofnął się do tyłu. Nacelował swoim wejściem na penisa loczka, a następnie zaczął na nim siadać. Powoli członek Harry'ego zaczął znikać sprzed jego oczu i już prawie cały był w Louis’im.

Kiedy Lou był gotowy, wykonał pierwszy delikatny ruch w górę, a potem w dół. Harry jęknął cichutko z przyjemności. Szatyn wykonał drugi ruch do góry, po czym mocno pchnął w dół. Po czasie Louis przyśpieszył ruchy, a odgłosy z sekundy na sekundę stawały się coraz to głośniejsze.  

Dwudziestojednolatek przymknął oczy, czując niewiarygodną przyjemność. Z jego ust wydobywały się głośne pojękiwania, które były wzorem na to jak jest mu dobrze. Louis wykonując rytmiczne i równe ruchy pociągnął Harry’ego za ręce, tak, że ten usiadł.

- Wstań, mam pomysł - szepnął Tommo do ucha nastolatka, sprawiając, że przeszły go dreszcze. Bez namysłu Louis wstał, powodując, że członek Harry'ego z niego wyszedł. Pociągnął młodszego za ręce, pchając na ścianę. Harry rozumiejąc o co chodzi Louis'woi uśmiechnął się, po czym odwrócił tyłem i wypchnął delikatnie tyłek.

Louis zbliżył się do niego. Harry poczuł na swoich plecach jego dotyk i delikatne, mokre pocałunki. Nagle zawirowało mu w głowię, gdy Louis wszedł w niego, mocnym i zdecydowanym ruchem. Harry poczuł go głęboko i delikatnie. Ich ruchy były spójne. Kolega Louisa wchodził w Harry'ego cały, rozciągając jego wnętrze.

- Ohh...Hazz...jesteś taki...taki mokry i ciasny - młodszy chłopak jęczał jak oszalały, a Louis czuł się dumny, że doprowadza Harry'ego do takiego stanu. Położył dłonie na biodrach loczka, wchodząc w niego głębiej.

Członek Louis'a nabrzmiał tak bardzo, że ledwo wchodził w Harry'ego. Osiemnastolatek wydawał z siebie głośne odgłosy spełniania. Nagle Louis zwolnił swoje ruchy, powodując spadek emocji. Chciał poznać reakcje ze strony Harry'ego.

- Louu...nie przestawaj - mruknął ochrypłym głosem Harreh.

Starszy uśmiechnął się, po czym ponownie przyśpieszył. Po chwili niebieskooki chwycił jedną dłonią jego penisa. Nieoczekiwanie Louis przyśpieszył swoje ruchy do granic możliwości. Obydwoje głośno krzyczeli z przyjemności.

Doszli jednocześnie.

Harreh poczuł wypełniające jego wnętrze ciepło. Natomiast Lou drgnął wychodząc z loczkowatego.

Obaj opadli, całując się krótko w usta.

Chwilę jeszcze posiedzieli pod prysznicem oboje dochodząc do siebie po cudownym orgazmie. Jednak po dłuższym czasie ich skóra stawała się zbyt nawilżona, więc opuścili kabinę.  

Louis wziął jeden ręcznik, a Hazz drugi. Starszy chłopak podszedł do Loczka i zarzucił mu go na plecy. Końcówkami zaczął wycierać mu twarz, następnie tors, brzuch, plecy, aż cały był suchy. Potem przyszła kolej na Harry'ego. Wycierał Louis'a delikatnie ale skutecznie.

Tommo podszedł do szafki, wyciągając świeżą bieliznę. Podał bokserki Harry'emu, który jednak nie chciał ich ubrać. Patrzyli sobie przez chwilę w oczy. Lou robił to tak jak zawsze. Tak aby Harry się zawstydził i odwrócił głowę. Tak też było tym razem.

- No dobra - wyjęczał po chwili, przyjmując bokserki od Louisa. Ten tylko się triumfalnie uśmiechnął, po czym sam założył bieliznę.

~~~*~~~


Po cudownej kąpieli, Harry zszedł na dół a jego zadaniem było rozpalenie kominka. Natomiast Louis poszedł do ich sypialni pod pretekstem znalezienia telefonu. Lecz tak naprawdę przyszedł tam aby odnaleźć prezent dla Harry'ego, który kupił mu w Nowym Jorku. Poszperał trochę po ich walizkach, a po chwili znalazł małe pudełeczko. Otworzył je, uśmiechając się przy tym. Wyszedł z ich pokoju, po czym schodząc po schodach zauważył Harry'ego siedzącego przy już rozpalonym kominku. Uśmiechnął się na jego widok.

 Zszedł ze schodów, kierując się do kuchni. Wyjął butelkę wina z szafki oraz dwa kieliszki, po czym skierował się w stronę salonu. Harry nadal siedział przy kominku i wpatrywał się w płomienie ognia. Louis wykorzystując sytuację położył pudełeczko na stoliku, a sam podszedł do niego. Osiemnastolatek natychmiast obrócił się w stronę chłopaka i się słodko uśmiechnął. 

- Seksownie wyglądasz - szepnął Harry wpatrując się w Louisa. Ten tylko pokręcił głową z dezaprobatą, po czym usiadł obok Harry'ego. - No co ?!

- Jesteś strasznie niewyżyty - zauważył starszy otwierając wino i nalewając trunek do kieliszków. 

- I to mówi osoba, która niedawno pieprzyła mnie do granic możliwości, a chciałby więcej ! Tyłek mnie teraz boli ! - zaśmiał się loczek w odpowiedzi na stwierdzenie starszego chłopaka - Ale za to Cię kocham. Bardzo ale to bardzo mocno. Za to, że jesteś totalnie niewyżyty. Za to, że przytulasz mnie, kiedy tego potrzebuje. Za to, że mnie pocieszasz. Za to, że jesteś ze mną. Za to, że sprawiasz, że jestem szczęśliwy. I za to, że po prostu mnie kochasz - szepnął młodszy, wymieniając to za co kocha swojego chłopaka. Podniósł głowę z ramienia ukochanego i zaczął wpatrywać się w jego oczy.

- Ja ciebie też kocham. I wiesz...chyba za to samo co ty mnie - odpowiedział starszy z nutką żartu, na co Harry słodko się zaśmiał. Delikatnie musnął usta Harry'ego, a następnie podał mu kieliszek z czerwonym napojem. Obydwoje wzięli łyk czerwono-krwistego napoju, spoglądając w płomienie ognia. 

- Wiesz...chciałbym, żeby właśnie tak wyglądało nasze życie. Bez kamer i paparazzich, którzy śledzą Nas na każdym kroku, a potem w telewizji i w gazetach pojawiają się nasze zdjęcia, a inni analizują to jak byliśmy ubrani, z kim przyszliśmy lub czy podczas koncertu nie fałszowaliśmy. To wszystko wydaje się takie nierealne...że czasami się tego wszystkiego boje. Chciałbym abyśmy po prostu byli szczęśliwi. Abyśmy wyszli na ulicę trzymając się za ręce, bez strachu, że ktoś zrobi nam zdjęcie. Chciałbym żeby wszyscy o nas wiedzieli...żeby wiedzieli co robimy i żeby wiedzieli, że się kochamy...nie na pokaz. Tylko tak po prostu. Że w naszym życiu gości miłość i uczucie którego nie da się podrobić. - wypowiedział Louis to, co gnębiło go od dawna. 

- Ja też tego chcę Louis...i każdego dnia odliczam ile jeszcze dni zostało do końca umowy. I każdego dnia przeżywam to na nowo. To, że jeszcze ponad dwa lata będziemy udawać. Nie mogę zrozumieć dlaczego...dlaczego oni nam to robią..- wyszeptał Harreh wtulając się w Louisa. Ten ucałował go we włosy, po czym się od siebie oderwali i przez chwilę wpatrywali się w siebie.

- Jesteś dla mnie najważniejszy...i zawsze będziesz, pamiętaj o tym - szepnął, po czym delikatnie musną wargi Harry'ego. Gdy Harry lekko otworzył usta, Louis wepchnął swój język do buzi chłopaka. Ich języki połączyły się i zaczęły walkę o dominacje. Harry położył dłoń na policzku Louisa, a szatyn ułożył swoją dłoń na udzie ukochanego. Niestety przerwał im odgłos dzwonka. 

- Matko...nawet we własnym domu spokojnie pocałować się nie dadzą !- powiedział zezłoszczony Louis, a Hazz zachichotał. Lubił kiedy jego chłopak był taki zezłoszczony, bo wtedy marszczył nosek, a wtedy wyglądał cholernie uroczo...i seksownie zresztą. Louis z niechęcią wstał z białego, puszystego dywaniku, który obydwaj zakupili, gdy byli razem na zakupach. Chociaż, że Louis i Harry mieli osobne domy, to i tak mieszkali w domu Louisa.

Tak naprawdę dom Harry'ego był tylko na pokaz. Był po to, aby wszyscy myśleli, że Hazz w nim mieszka i, że nic nie łączy go Louisem. Wszystko bez przerwy krążyło wokół tego tematu. Aby nikt nie dowiedział się o tym, że coś łączy Louisa i Harry'ego. Wszyscy, zawsze to maskowali. Starali się, żeby nikt tego nie zauważał...żeby wszyscy o nich zapomnieli. 

Lou wyszedł z salonu po czym podszedł do drzwi wejściowych. Gdy je otworzył zobaczył Andy'ego.

- Andy ?! Co ty tu robisz ? - zapytał zdziwiony Louis, lekko się uśmiechając. Nie spodziewał się, że on tak później porze, ich ochroniarz może zjawić się w ich domu.

- Wybacz, że przeszkadzam i, że przychodzę tak późno, ale zapomniałeś torby - wytłumaczył mężczyzna, wręczając Louisowi czarną torbę. Na początku nie za bardzo wiedział o jakiej torbie mówi. Ale gdy mu ją pokazał przypomniał sobie, że zostawił swoją torbę w samochodzie Andy'ego. 

- Och...nie trzeba było..ale i tak dzięki. - podziękował, zerkając na torbę. - Może wejdziesz ? - zaproponował, szerzej otwierając drzwi.

- Louis ! Kto to ? - z głębi domu, dało się usłyszeć głos Harry'ego, który wołał Louisa. Chłopaka przeszedł dreszcz gdy usłyszał jego głos. Słyszał go już miliony razy, ale za każdym razem na nowo czuł stado motylków w brzuchu.

- Nie będę wam przeszkadzał. Rzyczę miłego wieczoru. Na razie Louie ! - powiedział puszczając mu oczko. Z uśmiechem zszedł ze schodów, po czym wszedł do samochodu. Andy był tym ochroniarzem, którego Lou i Hazz lubili najbardziej. Mężczyzna rozumiał ich i nie miał nic przeciwko temu, aby ta dwójka była razem. Bardzo często ich wspierał w trudnych chwilach, pocieszał i pilnował. Często jeden z chłopaków chodził zwierzyć się Andy'emu. Może dlatego, iż mężczyzna ich rozumiał. Był nazywany wujkiem dobrym radą. Ponieważ zawsze dawał dobre rady.

 Po chwili Lou zamknął drzwi, aby zimne powietrze nie wleciało do domu. Zamknął jeszcze drzwi na zamek, po czym wszedł do salonu, a torbę położył na kanapie.

- Kto to był ? - Hazz ponowił pytanie, gdy Louis usiadł obok niego.

- Andy...zapomniałem torby - wyjaśnił szybko chłopak. - Także...- przerwał gdy spojrzał na rozpromienioną twarz ukochanego. Harry był tak idealny, jakby wyrzeźbiony z marmuru. Jego twarz była idealna. Idealna cera i rysy twarzy. Dołeczki w policzkach sprawiały, iż ten chłopak stawał się jeszcze bardziej uroczy. Był po prostu...przepiękny - Jesteś piękny, wiesz ?

- Obiło mi się to kilka razy o uszy - wyszeptał młodszy zatapiając wargi w winie.  Było smakowite. W końcu to Louis je kupował. A Louis kupuje same najlepsze rzeczy. 

- Mam coś dla ciebie - powiedział szatyn, przykuwając uwagę swojego chłopaka. 

- Tak ? A co ? - spytał zaciekawiony Harry, odstawiając kieliszek.

Chłopak wstał z białego dywanika, który leżał obok kominka, po czym chwycił upominek, który leżał na małym stoliczku i ponownie usiadł obok loczkowatego. Ten zaś spoglądał na Louis'a z ogromnym zaciekawieniem w oczach.

- Wiesz...pomyślałem sobie, że nie będę Ci kupować tego w czym nie będziesz chodzić, lub to co Ci się nie podoba. W końcu znam Cię od trzech lat i wiem co lubisz najbardziej - wyjaśnił, uśmiechając się. - No otwórz i powiedz czy Ci się podoba...jeśli nie to możemy go zwrócić, a kupić coś innego - wyjaśnił starszy. Harry tylko przewrócił oczami, po czym odebrał czerwone pudełeczko od Louisa, a następnie je delikatnie otworzył. Na jego twarzy zagościł uśmiech gdy zobaczył śliczny naszyjnik w kształcie serca. 

- Jest jakaś szansa, że Ci się spodoba ? - zapytał Louis z nadzieją, a Hazz tylko pokręcił głową z dezaprobatą, po czym bez zastanowienia wpił się w usta Louisa. Po chwili oderwali się od siebie a osiemnastolatek spojrzał na Louisa. 

- Dziękuje, jest śliczny. A z jakiej to okazji ? - spytał, wyjmując z pudełka naszyjnik, po czym obrócił się tyłem do Louisa, a ten zapiął mu naszyjnik. Harry jeszcze raz obrzucił wzrokiem swój nowy naszyjnik uśmiechając się. Naszyjnik był śliczny.W końcu...podarował go mu najpiękniejszy mężczyzna na świecie...jego mężczyzna.

- A czy ja muszę dawać Ci prezenty z jakiś okazji ? - zadał pytanie, lecz nie musiał czekać na odpowiedź. Louie uwielbiał dawać prezenty swojemu chłopakowi. A ten kochał je dostawać.       

- Jesteś zmęczony ? 

- Baaardzo - powiedział przeciągle Louisa popijając wino. 

- Połóż się !- zażądał Harry. Louis uniósł prawą brew do góry, przez co wyglądał bardzo uroczo. - Masaż Ci zrobię - wyjaśnił Harry, przewracając oczami. Chłopak podczołgał się do Louisa, po czym powoli i delikatnie zdjął koszulkę z jego klatki piersiowej i rzucił ją za siebie. Przegryzł wargę. Obrócił chłopaka tyłem do siebie, a następnie lekko go popchnął, tak, że ten położył się na białym dywaniku. Harry usiadł okrakiem na Louis'ie, a ten przymknął powieki. Loczek zaczął masować plecy swojego chłopaka, lecz on nadal był spięty.

- Rozluźnij się kochanie - szepnął Harry, prosto do ucha dwudziestojednolatka, przyjemnie dmuchając ciepłym powietrzem w jego ucho. Gdy zielonooki zaczął całować szyję chłopaka, Louis wziął głęboki wdech, po czym się rozluźnił. Harry złożył soczystego buziaka na ustach Louisa, a następnie zaczął przyjemnie i cudnie masować plecy swojego chłopaka. Trzeba przyznać, że Harry był w tym bardzo dobry. I sprawił tym cudowną przyjemność Louis'woi. Przynajmniej się rozluźnił...                 

- Kocham kiedy mnie całujesz...wtedy moje serce jakby przestaje bić - wyszeptał Louis, obracając głowę.

- Wiem...taki miałem plan - wyszeptał Hazz chichocząc.

- A ty głupi jesteś ! - powiedział starszy przez śmiech. 

 Przez chwilę było tak jak dawniej. Louis i Harry znowu byli tymi samymi chłopakami sprzed lat. Przez chwilę mogli zapomnieć o tych wszystkich problemach, które ich otaczały. Które nie miłosiernie się mnożyły. Mogli się pocałować i przytulić i okazywać sobie czułość. Mogli być po prostu razem. 

Louis był najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. 

Dzięki Harry'emu.     

Ten chłopak pokazał mu prawdziwe imię miłości. Pokazał mu co to znaczy kochać drugą osobę. Kochać ją całym sobą. Pokazywać mu to codziennie. Niezależnie w jaki sposób. Ważne aby to robić. Harry był dla Louis'a całym jego światem. Chłopak nie wyobrażał sobie życia bez niego. Louis był jak roślina, a Harry był jak woda. Jedno nie mogłoby istnieć bez drugiego.

- O czym myślisz ? - z rozmyśleń Louisa wyrwał go głos Harry'ego. Ochrypły, cudownie niski, głęboki i… tak cholernie…uzależniający. Obrócił głowę, napotykając spojrzenia Harry'ego.

- O tobie - szepnął, uśmiechając się zadziornie.

Resztę wieczoru spędzili razem, siedząc przy kominku. Popijając wino i ciesząc się swoim towarzystwem.

czwartek, 7 marca 2013

Rozdział 6 - Uwielbiam Cię dotykać

Hej misie !!! Oddaje w wasze rączki rozdział 6, który swoją drogą mi się bardzo podoba ;) Wielkie dzięki za miłe komentarze. Mam nadzieję, że pod tym rozdziałem pojawi się jeszcze więcej opinii ;D Z góry przepraszam za możliwe błędy.
Jeśli chodzi o rozdział...to taka miła niespodzianka na osłodę. Wiem, że blog sam w sobie jest dość smutny i przygnębiający, więc daje wam coś, co na pewno lubicie ;D Rozdział 7 pojawi się po 5 komentarzach :) Liczę na was moje słodkie misiaczki !! 

Enjoy !!! 


They don’t know about the up all night's

They don’t know I’ve waited all my life...


Louis był typem człowieka, który nigdy się nie poddaje. Zawsze walczy o swoje. Lecz czasami mu się wydawało, że tak nie jest. Bardzo często miał wyrzuty sumienia związane z Harrym. Obiecywał mu, że będzie go chronił i będzie się nim opiekował, lecz wydawało się mu, iż nie spełnia danego słowa. 

Louis'a obudził jakby cichy szloch. Otworzył oczy. Był środek nocy, co wywnioskował z ciemności, która panowała w ich pokoju hotelowym. Chłopak czuł się jakby jeszcze spał. Przekręcił się na bok, by móc przytulić Harry'ego. Poklepał ręką miejsce, w którym spał, poszukując jego ciała. 

Było puste.

 Jednak podjeżdżając dłonią w górę, wyczuł czyjeś stopy...a raczej loczka. Nadal słysząc cichy szloch szybko się ocknął. Zrzucił z siebie kołdrę, po czym usiadł wyżej przytulając do siebie zapłakanego Harry'ego. Chłopak nie protestował. Od razu wtulił się w Louisa.

- Już dobrze, Harry. Nie płacz - szepnął Louis mocniej tuląc loczka. - Uspokój się kochanie.- szepnął, głaskając go po nagich, zimnych plecach, co chwilę całując w ramię. - Śniło Ci się coś ? - spytał zatroskanym głosem, na chwilę odsuwając od siebie chłopaka. 

Harry nie odpowiadał przez dłuższą chwilę, tylko wypłakiwał sobie oczy. Louis czuł, że zaraz sam się rozpłacze. To tak straszny widok. To coś strasznego patrzeć na zapłakanego Harry'ego. Louis'owi było tak bardzo szkoda osiemnastolatka.

- Przepraszam, nie powinienem. Obudziłem Cię. Już jest dobrze - odpowiedział, cichutko zachrypniętym głosem, zapewniając Louis'a, że już wszystko jest dobrze. Przetarł jeszcze oczy i policzki. Po czym spojrzał na swojego chłopaka.

- Kłamczuch. Harry nie umiesz kłamać... Dlaczego płakałeś ? Nie jesteś ze mną szczęśliwy ? - spytał Louis, a nagle w jego oczach stanęły łzy.

- Nie ! Jasne, że jestem..tylko...ja...Louis ja już tego nie wytrzymuje - powiedział, po czym rozpłakał się na dobre. Louis wziął go w swoje objęcia, tuląc do siebie mocniej. W tamtej chwili nie wiedział co ma powiedzieć, by Harry przestał płakać. Takie coś działo się coraz częściej. Harry coraz częściej płakał. Płakał z tego powodu.

- Harry...słońce, wiesz, że ja bardzo Cię kocham. Że zawsze będę Cię kochać, bez względu na to co się stanie. Nie przejmuj się...- tylko to zdołał powiedzieć. Nie miał sił na ułożenie sensownego zdania, które jakoś by pomogło Harry'emu.

- Lou...ja już tak dłużej nie chcę. Ja już nie mogę. Ja...chcę umrz...

- Shh...Matko, znowu o tym myślisz ? Hazz...proszę Cię, zrób to dla mnie. Nie myśl o tym więcej. Nie chcę Cię stracić. - wyszeptał, odrywając się od zapłakanego osiemnastolatka. Zaczął mu się przyglądać z niepokojem. Nie chciał aby Hazz znowu to zrobił. Nie chciał...

A co by było gdyby wtedy przyjechał za późno...przecież, teraz Harry mógłby już nie żyć. Louis nie chciał, żeby jego chłopak znowu się ciął.  

- A ja nie chcę stracić ciebie Louis ! - krzyknął z desperacją, przez łzy, lekko się jąkając. Loczek był zdenerwowany. Nie chciał tego...po prostu nie chciał stracić Lou.

- Nie stracisz - zapewnił go szatyn. Wiedział, że te wszystkie zapewnienia mogą okazać się nieprawdziwe. Lecz nie dopuszczał tej myśli do siebie. Chciał jak najdłużej cieszyć się Harrym. - Harry, mówiłem Ci, żebyś się tym nie przejmował. Przecież nawet nie wiemy. A z góry przygotowujemy się na najgorsze. Może...może to będzie totalna bzdura.

- Taka jak Larry... - szepnął ledwie słyszalnie, mając nadzieję, że Lou tego nie usłyszy. Lecz mylił się. Louis usłyszał to doskonale. A w jego oczach znów pojawił się łzy, które po chwili znalazły ucieczkę po jego policzkach. 

- Hazz...wiesz, że to nie ja napisałem tego tweeta. Wiesz, że to zarząd...że...ja Cię kocham. A największą bzdurą o jakiej ja słyszałem jest to, że nic do ciebie nie czuje i, że łączy nas tylko przyjaźń. To jest bzdura...bo nie kocham Cię jak przyjaciela. Kocham Cię jak chłopaka....jak mojego Harry'ego, z którym chcę być już na zawsze. - wypowiedział Louis, chwytając dwoma placami podbródek Harry'ego, odwracając jego głowę w swoją stronę. 

- Też Cię kocham i też chcę być z tobą już zawsze. - Harry spojrzał w jego oczy z takim...pożądaniem. Doskonale wiedział, że to wszystko było ustawione...że to nie Louis napisał, że Larry to bzdura. Ale i tak to go bardzo zraniło. 

Louie pociągnął do siebie Harry'ego, a ten usiadł Louis'owi pomiędzy nogami i wtulił się w niego, a Lou objął go ramionami. 

- Kocham Cię, strasznie mocno...i...i dlatego nie chcę żeby coś Ci się stało. I wiem, że jeszcze nie wiemy, ale...dlaczego wtedy na próbach ?! - zaczął Hazz, odwracając głowę i spojrzał na Louis'a.

- Po prostu miałem gorszy dzień ! Hazz...posłuchaj, wszystko się jakoś ułoży, obiecuje - wyszeptał, po czym ucałował loczka w czoło. Ten przymknął powieki i ponownie wtulił się w ciało chłopaka.

- Chodźmy już spać. Jutro przecież wylatujemy - szepnął Harry,odklejając się od ciała Tommo, po czym położył się.Louis położył się obok chłopaka, a ten ułożył głowę na jego torsie. Po kilku minutach w pokoju dało się usłyszeć ciche pochrapywania Harry'ego. 

A Louis ?

Louis nie mógł zasnąć. Jedna myśl chodziła po jego głowę. 

Co będzie jeśli to okaże się prawdą ?

Co wtedy będzie z nimi. Jak sobie poradzą. Czy dadzą radę. Jak tylko Louis starał się odepchnąć te myśli, one i tak powracały. Były jak bumerang. Nie mogły wyjść z jego głowy. I nawet nie przejmował się sobą. Najbardziej żal było mu Harry'ego. No bo co będzie z nim...przecież on sobie nie poradzi. Ta myśl najbardziej przerażała Louisa. Ale...przecież to nawet nie jest potwierdzone...   


~~~*~~~   



Powoli już zbierali się do lotu, słysząc na hali głos pani informującej, iż ich samolot odlatuje za dziesięć minut. Samolot mieli pierwszej klasy. Nie chcieli takiego, ponieważ nie chcieli gwiazdorzyć, lecz Paul załatwił im to, więc nie mieli innego wyjścia.

Chłopaki weszli do środka ich środku transportu, po czym zajęli miejsca. Liam, Zayn i Niall usiedli razem. Natomiast Louis i Harry zajęli miejsca na samym końcu. Siedzieli zaraz za trójką przyjaciół. 

Kiedy miła pani poprosiła, by zapiąć pasy, oni potulnie jej posłuchali, chwycili się za ręce, spojrzeli po sobie, po czym ich usta połączyły się w delikatnym pocałunku. Po chwili oderwali się od siebie, a Harry ułożył głowę na ramieniu Louisa. Przymknął oczy i oboje, po chwili lotu poczuli, że unoszą się w górę, bardzo wysoko. 

Chłopcy mieli idealne miejsca. Nikt im nie przeszkadzał, nie zaglądał, żadnych intruzów, którym przeszkadzałyby, że Hazz i Lou trzymają się za ręce. Mogli spokojnie być sobą przez najbliższe sześć godzin lotu. przynajmniej teraz....  

Rozsiedli się wygodnie. Louis przy oknie, a Harry zaraz przy nim. Hazz wziął głęboki wdech. Chwycił pas po swojej lewej stronie i zaciągnął go w prawo w calu zapięcia go. Najpierw pas się zaciął gdyż Harry za mocno ciągnął. Potem zwolnił i wyciągnął go już bez problemów. Ale za to kłopot pojawił się gdy chciał trafić w uziemienie.

No właśnie, nie mógł trafić.

Ręce mu się trzęsły i nie potrafił. Za dużo tego wszystkiego. Za dużo stresu jak na takiego młodego chłopaka. Natłok głupich myśli zaczął go denerwować. W momencie jego oczy stały się przeszklone, a broda zaczęła się trząść. Wciąż starał się zapiąć. Louis zauważył zły stan ukochanego i szybko chwycił go za nadgarstki. Harry momentalnie się uspokoił i przestał na chama wpychać zapięcie. Spojrzał na szatyna, który z uśmiechem wyjął pas z jego zimnej dłoni, jednak nie patrząc na niego. To dobrze, gdyż inaczej zauważyłby łzy, które pojawiły się w oczach Loczka.

- Spokojnie skarbie - wyszeptał Louis. Spojrzał na niego przelotnie, następnie na pas, po czym wrócił wzrokiem na twarz młodszego. Patrzył na niego z ogromnym zatroskaniem i przerażeniem. Chwycił go za zimną dłoń i spojrzał w jego zaszklone oczy. - Co się stało, Słońce? Czemu płaczesz ? - zapytał przytulając go do siebie.  Dłonią zaczął gładzić plecy chłopaka. Ten natomiast cały drżał, a Louis na prawdę bał się o niego. -Hazz, stało się coś ? - ponowił pytanie a loczkowaty odsunął się od niego. Rękawem wytarł łzy spływające po jego czerwonym policzku. Jego broda znów zadrżała, a usta ułożyły się w podkówkę. - Powiedz mi. - szeptał by nikt go nie usłyszał ale za to Styles słyszał go idealnie. Spuścił głowę w dół ale Louis za chwilę przyłożył dwa palce do jego brody i uniósł ją do góry tak, że młodszy spoglądał w jego zmartwione oczy. Nie wolno pominąć faktu, iż żaden z nich nie chciał aby ktokolwiek zauważył tą zaistniałą sytuacje. - Harry, proszę Cię. - znów szepnął, a Hazz westchnął głośno na znak poddania się.

- Boje się - ponownie westchnął i spuścił głowę.

- Nie ma czego...a poza tym, to chyba ja powiniem się bać, nie sądzisz ? - spytał żartobliwie Louis, domyślając się o co chodziło młodszemu.  I chociaż znają się tylko 3 lata...Louis'owi wydawało się jakby znał Harry'ego przez całe życie. Doskonale się rozumieli i mieli wspólne poglądy. Bo jak to mówił Niall....Lou i Harry są dla siebie stworzeni. Po prostu, Louis urodził się po to, by przytulać Harry'ego, a Harry urodził się po to, by całować Louis'a.

- No tak..ale ja będę przy tobie i...

- Harry, nawet nie wiemy - wyszeptał Lou, tym samym wypowiadając to zdanie chyba setny raz...lecz mu to nie przeszkadzało. Zaczął gładzić policzek Harry'ego. -Może najpierw poczekajmy, a jeśli okaże się to prawdą to wtedy będziemy się martwić, okej ?

- Okej. A..zawieziesz mnie na sesje ? - spytał młodszy wpatrując się w oczy swojego ukochanego.

- No pewnie ! Wiesz...to był dobry pomysł. Chcę, żeby z tobą wszystko było w porządku. Żebyś tak często nie płakał i...- nie dokończył, ponieważ bał się, aby te słowa opuściły jego usta. Psycholog był pomysłem chłopców. Cała trójka widziała jak Harry bardzo się zmienił i jak to wszystko bardzo przeżywa, więc zaproponowała wyprawę do psychologa, na co Louis i Harry przystali. Po części psycholog miał też przygotować Harry'ego na najgorsze.

Osiemnastolatek chodził na sesje do Kate od jakiś trzech miesięcy. Bardzo ją lubił. Trzeba było przyznać, że była przepiękną dwudziestopięcioletnią kobietą,o średnim wzroście. Była blondynką, z tego co było wiadomo Harry'emu, naturalną. Zawsze uśmiechnięta i pogodna. Harry chodził do niej we wtorki i w piątki. Zwierzał się jej ze wszystkiego. Była dla niego nie tylko panią psycholog, ale także przyjaciółką.

- Bardzo ją lubię - szepnął Hazz, kładąc głowę na tors ukochanego. Ten spojrzał na niego spod gęstych rzęs, mrugając kilkakrotnie.

- Że co ?! - syknął przeraźliwie Louis, wpatrując się w chłopaka.

- Matko Louis, ale ty zazdrosny jesteś ! Lubię ją jak przyjaciółkę - wyjaśnił, przykładając usta, do ust Louisa, muskając je lekko. Odsunął się od niego, spojrzał w jego oczy, a następnie znów je musnął, tym razem troszkę dłużej. Jeśli chodziło o zazdrość, to Louis jak i Harry byli o siebie bardzo, ale to bardzo zazdrości...ale to z miłości. 

Po chwili jednak delikatne i niewinne muśnięcie zmieniło się w zachłanny pocałunek. Niestety chłopakom przerwało jakby pstryknięcie. Oderwali się od siebie, po czym spojrzeli w górę. Zobaczyli trójkę przyjaciół, którzy uśmiechali się jak idioci, a Niall trzymał telefon. Po chwili zorientowali się, iż chłopak zrobił im zdjęcie. 

- Niall, zboczeńcu, oddawaj telefon ! - powiedział stanowczo Louis wyciągając dłoń w stronę chłopaka. 

- Chciałbyś ! - powiedział przez śmiech, wystawiając język.

- Popatrzcie tylko na nich....jak im się oczka świecą. Już nie mogą się doczekać kiedy tylko przyjadą do domu. Wejdą do swojej sypialni...pójdą do łóżka i...nawet nie chcę myśleć co będą tam robić- wypowiedział Zayn na jednym wdechu wymachując przy tym rękoma. 

- Dokładnie..oni jakby mogli to by się cały czas pieprzyli - dopowiedział Niall wskazując dłonią na Louisa i Harry'ego.

- Dokładnie...- w tej sprawie wypowiedział się jeszcze Liam. Cała trójka była w tej sprawie zgodna. Wszyscy doskonale wiedzieli, iż Hazz i Louis robią to bardzo często, ale żadnemu z nich to nie przeszkadzało. Tak naprawdę dla nich najważniejsze było szczęście ich przyjaciół.

- Cały dzień i całą noc !! - powiedzieli wspólnie.Wybuchając śmiechem.

- Jesteście szurnięci. Wszyscy ! - krzyknął Hazz, po czym wszyscy się zaśmiali, przykuwając tym samym uwagę pasażerów siedzących na samym początku. Lecz, żadnemu z nich to nie przeszkadzało. 

~~~*~~~


 Po 6 godzinach lotu samolotem, byli koło domu Louisa. W samolocie siedzieli obok siebie i rozmawiali o wszystkim i o niczym. Nie mogli się już doczekać tego, kiedy przyjadą do domu i nareszcie będą mogli w spokoju się przytulić i pocałować.Jeszcze na lotnisku pożegnali się z chłopakami, a sami pojechali do siebie.

Louis zaparkował samochód obok budynku, po czym wraz z Harrym wysiedli z pojazdu. Wyciągnęli bagaże z bagażnika, po czym skierowali się w kierunku domu. Gdy straszy chłopak otwierał drzwi, młodszy niecierpliwie tupał nogą.

- Spokojnie Hazz - szepnął rozbawiony Louis. Chwilę później drzwi się otworzyły, a oni weszli do środka.W pomieszczeniu było ciemno więc od razu zapalili światło, po czym się rozebrali. Skierowali się w stronę swojej sypialni. Weszli na górę, a następnie weszli do środka. Obydwoje rozglądnęli się dookoła. Przez prawie miesiąc nie było ich w Londynie, więc w domu było czysto. Położyli bagaże obok łóżka, a sami opadli zmęczeni na poduszki.
  
- Matko...jak dobrze być w domu - powiedział Harry, słodko się uśmiechając. Louis podniósł się i usiadł na skraju łóżka. Spojrzał na Harry'ego, który miał przymknięte oczy, a na ustach gościł słodki i niewinny uśmiech. Starszy chłopak nachylił się nad młodszym, po czym lekko musnął jego usta swoimi. W odpowiedzi dostał cichy jęk zadowolenia. Usiadł okrakiem na biodrach swojego chłopaka, ocierając przy tym swoim kroczem o krocze Harry'ego.

Straszy po chwili znowu musnął usta Harry'ego. Chwilę później młodszy chłopak pogłębił pocałunek. Ręce loczka powędrowały na plecy Louisa, co chwilę je masując. Harry przejechał dłonią po ramieniu swojego chłopaka, przez zgięcie łokcia, na koniec splatając razem ich palce i pogłębiając pocałunek. Język osiemnastolatka wśliznął się do środka ust Louisa,przejeżdżając po podniebieniu i zębach, sprawiając, że chłopak wydał z siebie cichy pomruk. Bez namysłu Harry, owinął nogi wokół pasa starszego mocno dociskając się do niego. Przekręcił nieco głowę, przez co mógł językiem wśliznąć się głębiej w wargi chłopaka, które drgnęły na to nagłe wtargnięcie, ale odpowiedziały z entuzjazmem, wychodząc mu naprzeciw. Ręce osiemnastolatka nieustannie przejeżdżały po jego bokach, raz za razem podsuwając koszulkę do góry, aby ukazać fragment skóry Louisa. W sypialni dało się słyszeć jedynie głośne oddechy dwóch pokręconych chłopców. 

Nagle Louis chwycił młodszego chłopaka za ręce, po czym podciągnął go, tak aby tez usiadł. Następnie chwycił go w pasie i usadowił na swoich nogach, po czym położył jego ręce wokół swojej szyi, a sam chwycił dłońmi jego pośladki i ruszył w stronę łazienki. 

- Gdzie idziemy ? - spytał Harry, całując i lekko przegryzając szyję Louisa. 

- Wziąć prysznic - wyjaśnił starszy, otwierając drzwi do łazienki, po czym wchodząc opuścił Harry'ego na podłogę, a sam zamknął drzwi. 

Harry szybko zdjął swoją koszulkę, rzucając ją za siebie. Podszedł do Louis'a pomagając ściągnąć z niego jego granatową koszulkę. Przejechał dłonią po torsie ukochanego, wpatrując się w jego oczy.    

Louis natomiast przysunął Harry'ego bliżej siebie i wpił się w jego usta. Zaczął odpinać guzik od jego spodni i powoli zdjął je z jego nóg. Harry odrzucił je gdzieś w kąt łazienki i całując Louis'a zachłannie, wręcz zdarł z niego, jego czarne rurki. Louis delikatnie włożył dłonie w bokserki Harry'ego, po czym chwycił go za pośladki, ściskając je lekko. Harry sapnął prosto w usta szatyna. Louis czym prędzej pozbył się zbędnego materiału z bioder Harry'ego, odrzucając je za siebie. Młodszy chłopak zaborczo całując Louisa nie pozostał mu długo dłużny. Zahaczył rękoma o gumkę jego  bokserek, powoli i delikatnie zsuwając je.
 
Nadal całując się, Louis powoli stąpał do tyłu ciągnąc za sobą Harry'ego. Gdy znaleźli się przy drzwiach do kabiny prysznicowej, Harry odsunął je, po czym wepchnął Louisa do środka. Sam wszedł za nim, po czym zamknął drzwi. Włączył ciepłą wodę i długo nie czekając przyparł Louisa do zimnych kafelek. Harry znowu ścisnął tyłek Lou, wywołując tym samym jego pisk, a potem głośny jęk. 

 - Hazz...- wyjęczał przeciągle Louis, do ucha osiemnastolatka, przygryzając jego płatek.

Loczowaty przełknął ślinę, unosząc głowę i patrząc w oczy Louisa. Całkowicie ciemne z pożądania. Woda wciąż tryskała, przez co Louis i Harry byli już cali mokrzy. Młodszy uśmiechnął się, znów przysysając się do szyi szatyna. Chłopak zjechał niżej na obojczyk ukochanego, który polizał po całej długości. Louis jęknął głośno i nagle pchnął Harry'ego na ścianę. Harry sapną, bo kontrast był niesamowity - pod plecami czuł zimne płytki, a z przodu miał rozgrzane i w pełni pobudzone ciało Louisa.Harry jęknął, gdy Louis zassał skórę na jego szyi. Chłopak uwielbiał, gdy Louis był taki gwałtowny i totalnie nieprzewidywalny.

- Uwielbiam cię do dotykać - Louis wymruczał mu do ucha, przejeżdżając po jego płatku swoim gorącym językiem, a swoimi rękami głaszcząc delikatnie skórę na jego karku. Harry'ego przechodziły dreszcze, które rozchodziły się po całym jego ciele. Poczynając od miejsca, w którym Louis go dotykał lub całował zakończywszy, na końcu ciała. Chłopak kochał to. Czuć dotyk Louisa na swoim ciele. Było to coś cudownego. I właśnie wtedy w jego brzuchu pojawiało się stado motylków. Wystarczył jeden gest. Młodszy chłopak przegryzł wargę starając się powstrzymać jęk. Wtedy poczuł palce Louisa na swoich ustach.

- Przestań. Chcę słyszeć, że jest Ci dobrze - wyjaśnił, rozchylając jego wargi. 

Osiemnastolatek wydał z siebie bliżej nieokreślony dźwięk gdy Louie mocniej przycisnął go do ściany, ocierając się o niego swoją erekcją. Chłopak odrzucił głowę w tył nie przejmując się tym, że mocno uderzyłem nią w ścianę; przyjemność była zbyt obezwładniająca i przyjemna. Nie zwracał uwagi w zasadzie na nic oprócz Louisa, który właśnie przyssał się do jego szyi, robiąc mu kolejną malinkę. Odruchowo Harry sięgnął dłońmi do włosów Louisa, w tej chwili mokrych, przyciągając je za nie bliżej siebie.

- Och, Louuu - wyszeptał młodszy na bezdechu, gdy jego chłopak dość mocno ugryzł jego szyję. Powinno było go to zaboleć, choć w zasadzie poczuł jeszcze więcej obezwładniającej przyjemności i pożądania obejmującego całe jego, i tak już z resztą rozgrzane, ciało. Ich klatki piersiowe były ze sobą zetknięte, a obydwóch chłopaków przeszywały dreszcze. Jeden mógł słyszeć szybkie bicie serca drugiego. 

Tym razem to Louis jeknął gardłowo, gdy Harry dłońmi znów chwycił jego pośladki, ściskając je i masując.

- O Matko - wysapał starszy, bo ręce Harry'ego na tyłku Louisa, w połączeniu z jego gorącymi ustami sprawiły, że chłopak stał się jeszcze bardziej twardy niż był przed chwilą. Wtedy Louis poczuł dłonie Harry’ego na swoich biodrach. Przesunął nimi leniwe po jego bokach by potem z powrotem wrócił na jego biodra, tym razem jednak opuszkami palców gładząc jego podbrzusze. Chłopak przygryzł wargę, gdy Harry skierował swoje ręce w okolice jego penisa, który wręcz żebrał o dotyk Harry’ego. 

Nagle ręce Harry'ego zniknęły. 

Nagle ciepłość jego ciała zniknęła.

Nagle jego dotyk zniknął. 

Louis nie wiedząc co się dzieje, otworzył powieki, które zamknął, po czym spojrzał w dół. Spod półprzymkniętych powiek patrzył jak Harry oblizuje usta, nachylając się i składając krótkie liźnięcia na główce jego penisa. Bez zbędnych słów, Harreh, uśmiechnął się kokieteryjne i wziął główkę ponownie do ust, tym razem mocno ssąc i lekko ją przegryzając. Po chwili przejechał swoim gorącym językiem po całej jego długości. 

Louis'owi momentalnie zrobiło się ciemno przed oczami, kiedy poczuł jak Hazz bierze go całego do ust. Chłopak chwycił się jedną ręką półki, ponieważ bał się iż upadnie, gdyż miał kolana jak z waty. Odrzucił głowę w tył, natrafiając na kafelki. Popatrzył się na chwilę w dół, a jego serce przyśpieszyło, gdy zobaczył jak jego penis znika w ustach jego chłopaka. 

Dwudziestolatek wydawał z siebie głośne jęki, powodując, że Harry jeszcze bardziej się nakręcił. Chłopak starał się to robić jak najszybciej. Wydawało się mu, że wychodzi mu to dobrze, iż jęki ze strony Louisa robiły się coraz głośniejsze.

Wystarczyło jeszcze kilka minut, a Louis doszedł w ustach Harry'ego, z krzykiem osuwając się po ścianie na dół.
   
 - Jesteś boski Harry - wyszeptał Louis, gdy chłopak podczołgał się do niego, siadając na nim okrakiem.

- Wiesz, że to nie koniec...- szepnął zawadiacko Harry w usta Louisa, po czym przegryzł jego dolną wargę.

Louis uśmiechnął się gdy tylko pomyślał o tym, co zaraz będą robić.
 _________________________________
Jak do tej pory to mój najdłuższy rozdział ;)  




      




wtorek, 5 marca 2013

Liebster Award

No więc tak...Zostałam nominowana do Liebster Award przez, za co jestem wdzięczna ;D Jest to już moja druga nominacja, więc nie zamierzam nominować kolejny raz 11 blogów. Wiem, że większość osób dostało nominację i odpowiedziało na pytania, więc raczej nie chcę im się robić tego znów. W każdym bądź razie..ja tylko odpowiem na pytania ;)



1. Co zmotywowało/zainspirowało Cię do pisania? 

- Rzecz jasna Larry ;) Mam mnóstwo pomysłów na minutę. Każda nowa historia jest coraz lepsza od poprzedniej..zostaje mi tylko wybór ;)

2.Uważasz, że Zerrie to prawda czy ustawka?


- Najczystsza prawda. Zayn i Perrie jak dla mnie to idealna para, która bardzo się kocha. Pezz to cudowna, piękna i zabawna dziewczyna, którą bardzo lubię. Jestem shiperką Zerrie i życzę im jak najlepiej. 

3.Za co kochasz One Direction?


- Jest wiele rzeczy za co kocham tych chłopaków. Za to, że są szurnięci, zwariowani i pozytywnie nakręceni. Za ich styl ubierania się. Za muzykę, którą tworzą. Za to, że są zawsze uśmiechnięci i mili. Każdy z nich coś w nosi do zespołu, przez co są strasznie słodcy i uroczy. Ale przede wszystkim kocham ich za to, że są dla siebie jak bracia i bardzo mocno się kochają. No i za, że tworzą One Direction ;D

4. Take Me Home czy Up All Night?


- UAN, był to ich pierwszy album, więc kocham go na swój sposób. Ale, jeśli chodzi o więcej piosenek, które szybciej wpadając w ucho to... TMH. Jest tam wiele fajniejszych piosenek i ogólnie jest cudny.

5.Który teledysk najlepszy?

- O matko...no nie wiem. Każdy jest fajny na swój sposób. Ale chyba to LWWY, bo jest bardzo fajny, kolorowy i chłopcy zachowują się tam tak jak za czasów X factor. Czyli jak piątka rąbniętych chłopaków. 
 
6.Który z chłopców ma najlepszy głos?


-Chyba nie odpowiem na to pytanie, bo sama nie wiem ;D 

7.Najlepszy blog, który czytasz?

- Please don't craying...- Marchewki ;D Dziewczyna ma talent. A blog jest taki...słodki ;) Uwielbiam takie historie. 

8.Twój ulubiony występ 1D z X Factor?


- No to chyba, jak wtedy gdy śpiewali  "Kids in America"   

 9. Która dupa najładniejsza? [Z 1D oczywiście :D]

- Zdecydowanie Louis'ego !! ;)

10. Czy 1D `przetrzyma` wszystkie ataki, próby rozdzielenia ich i inne różne obelgi? Jak myślisz, przetrwają?

- Na sto procent !! 

11. Jeślibyś wybierała, to którego wybrałabyś [jako swojego chłopaka]?


- Um...no to chyba Louis. Bo jest taki opiekuńczy, troskliwy i bardzo słodki ;D

sobota, 2 marca 2013

Rozdział 5 - Miłość nie jest łatwa cz.II

 Witajcie moje misiaczki !! Oddaje wam część II rozdziału 5 ;) Mam nadzieję, że się spodoba. Jeśli chodzi o rozdział to mi się średnio podoba, ale wspomnienie Harry'ego bardzo ;) 
 Nie mam pojęcia kiedy pojawi się rozdział 6. Wiecie nauka i ogólnie. Ale będę się starała, żeby pojawił się jak najszybciej ;D Proszę o komentarze i życzę miłego czytania !


Enjoy !!!


But I bet you if they only knew

They will just be jealous of us...

Samochód ruszył. 

Przez jakiś czas w aucie panowała cisza. Chłopcy wpatrywali się w szyby patrząc na fanki. Często im wszystkim wydawało się, że to wszystko jest jednym wielkim snem, że takie coś nigdy się nie zdarzyło.

Natomiast Harry'emu często wydawało się, że stoi po środku wielkiej sali i krzyczy. Lecz nikt nie słyszy tego przeraźliwego krzyku. Krzyku, który woła o pomoc. Wszyscy są zaślepieni i nie dostrzegają tego co wydaje się być tak bardzo widoczne.

Prawdziwej miłości. 

Inni ludzie albo tego nie dostrzegają, albo nie chcą tego widzieć. 

- Chłopaki...na pewno wszystko jest dobrze ? - spytał się Malik, przerywając ciszę panującą w aucie. Chłopcy pokiwali tylko głową. Chłopak był bardzo troskliwy. Bardzo przejmował się losem jego przyjaciół. Oni byli dla niego jak druga rodzina. Więc to naturalne, że chciał aby byli szczęśliwi.

Zarówno Zayn,Liam jak i Niall wiedzieli,że chłopakom nie jest łatwo. Cały czas starali się ich wspierać,lecz czasami po prostu nie wiedzieli jak. Nie wiedzieli co powiedzieć, aby na twarzy chociaż jednego z nich zagościł uśmiech. Czasem było wspaniale, ale czasami było bardzo trudno. Chłopcy mogli tylko stać z boku i się przyglądać. 

Przyglądać się jak zarząd niszczy im życie.

Harry, jak i Louis często zazdrościli Liam'owi i Zayn'owi, tego, iż mogą być szczęśliwi. Mogą wyjść na ulice trzymając swoją miłość za rękę i pocałować się na ulicy, bez strachu, który towarzyszy im każdego dnia. Boją się, że coś może pójść nie tak. Że któreś z nich coś powie, a potem będą tego konsekwencje. Zarząd nie byłby szczęśliwy...aż strach pomyśleć co mógłby zrobić chłopakom, gdyby jeden z nich powiedział coś jednoznacznego do drugiego. Na pewno byłoby źle. Następnego dnia w internecie pojawiłoby się mnóstwo zdjęć Louisa i Eleonor, lub Hazzy i jakieś panienki na okładce jakiegoś magazynu. Wtedy wszystko co związane z nimi by przycichło, a kolejne skandale przyćmiłyby inne wydarzenia. 

To, że związek Lousia i El jest prawdziwy... 

To, że Harry przespał się z ponad 400 kobietami...

To, że Larry jest bzdurą...

To wszystko jest jednym wielkim kłamstwem.

Kłamstwem, które ciągnie się za nimi i nie chcę się oderwać. A gdy już spróbują je urwać, kolejne zostają do nich przyczepione. 

Jednym możliwym rozwiązaniem tych wszystkich kłamstw...jest ujawnienie się. Lecz to nie jest takie proste. No bo co by było gdyby...?

Gdyby powiedzieli wszystkim, że łączy ich coś więcej niż przyjaźń. Że łączy ich miłość.

Co by było z One Direction ? 

Te wszystkie pytania zatłaczały się w głowach każdego z nich. Z dnia na dzień było coraz gorzej. I nic nie zapowiadało się na poprawę....   

~~~*~~~ 

Po godzinie drogi, dojechali

Wysiedli z samochodu. Powitało ich mnóstwo fanek. Chłopcy podeszli do barierek i zrobili kilka zdjęć i podpisali autografy. Po kilku minutach weszli do budynku. Skierowali się w stronę pokoju, w którym miał być przeprowadzony wywiad. Przywitali się z mężczyzną i kobietą, którzy już na nich czekali. Zajęli miejsca a po chwili wywiad się zaczął.

Harry usiadł obok Louisa. Co było niemałym zaskoczeniem, bo przeważnie nie mogli siedzieć obok siebie, ale dzisiejszy dzień był wyjątkiem.

Harreh nie słuchał pytań. Był zajęty czymś innym.

Praktycznie przez większość czasu wpatrywał się w Louisa. Na jego twarzy gościł lekki uśmieszek, który za nic nie chciał zejść z jego twarzy.

Chłopak oderwał się od wpatrywania się w swojego ukochanego, po czym zaczął przysłuchiwać się rozmowie.

- Harry i Louis, porozmawiajmy o waszym Bromancie. - powiedziała Mag, tym samym wprawiając Harry'ego i Louisa w osłupienie. Harry popatrzył się na Louisa ukradkiem, a ten tylko lekko skinął głową i lekko się uśmiechnął. - Czy to prawda, że łączy was coś więcej niż przyjaźń ?

- Ja i Harry jesteśmy tylko i wyłącznie przyjaciółmi. Łączy nas niezwykła więź, która przetrwa wszystko. Traktujemy się jak bracia...a jeśli chodzi o Larry'ego...to po prostu żarty. Ja mam dziewczynę, którą kocham a Hazz...a Harry jak to Harry - wypowiedział szatyn. W takich sprawach to zawsze Louis zabierał głos. To on zawsze wszytko tłumaczył, bo...Harry nie potrafił. Nie potrafił kłamać.

- Um..ok. Ale interesuje mnie jedno. Dlaczego gdy pada pytanie na temat Larry'ego, zawsze wypowiada się Louis ? - spytał James siedzący obok Maggie.

- Przejdźmy do następnych pytań - powiedział szybko Paul, który stał obok i uważnie przysłuchiwał się wywiadowi.

- Ale dlaczego ? Jeśli oni nie mają niczego do ukrycia, to dlaczego mają się nie wypowiadać ? - spytała, wyraźnie zaciekawiona dziewczyna, wskazując dłonią na Louis i Harry'ego.

- Przechodzimy do kolejnego pytania, albo zabieram chłopaków i możecie pożegnać się z artykułem ! - powiedział ostrzegawczo Higgins, złowrogim tonem głosu. Jego twarz też nie przypominała tych najmilszych.

- Ok...ale to interesuje naszych czytelników...O matko..ok...Ilu z was ma dziewczyny ? - spytała po chwili Maggie, wyraźnie poddenerwowana. Loczek popatrzył się tylko na Louisa po czym się do niego lekko uśmiechnął. Tak aby tylko on to zauważył.

- Ja, Louis i Zayn mamy dziewczyny, a reszta jest wolna - odpowiedział Liam, uśmiechając się.

- A reszta ma chłopaków - dodał Louis wywołując śmiech.

- Ok...a ja układa wam się z dziewczynami ? - padło kolejne pytanie, na które Harry lekko się skrzywił. Chciał już skończyć ten wywiad i pojechać do hotelu. Razem z Louisem. Przytulić się do niego i pocałować. To było to czego Harry teraz potrzebował najbardziej. Bliskości Louisa. I chociaż chłopak siedział tuż obok niego...to nie było to.

- Um...dobrze - powiedział krótko Zayn.

- Mam jeszcze jedno pytanie do Harry'ego. Pamiętasz kto był twoim pierwszy, prawdziwym zauroczeniem ?

- Um...pierwszym i prawdziwym....

- To był Louis - szepnął cicho, wręcz nie słyszalnie Niall chichocząc pod nosem razem z Zayn'em.

- Louis ? - spytał się mężczyzna siedzący obok panny Roday. Harry nic nie odpowiedział. Zaczerwienił się lekko i spuścił wzrok.

Harry wtedy sobie przypomniał to jak on i Louis wyznali sobie miłość

Pamiętał to dokładnie...tak jakby to było wczoraj.


"....Siedziałem w pokoju i czytałem jakąś książkę. Miałem wyjątkowo kiepski humor i nastrój. A z racji, że za cholerę nie umiem tego ukrywać postanowiłem,że zostanę w pokoju.
Książka była całkiem fajna. Wciągnęła mnie do tego stopnia, iż przeczytałem już 150 stron.
Czytanie przerwało mi pukanie do drzwi.
- Proszę - szepnąłem, mając nadzieję,że osoba stojąca za nimi mnie usłyszy. Oraz...modliłem się w duchu aby nie był to Louisa. Po naszej ostatniej rozmowie, relacje między nami...um...jakby to powiedzieć...pogorszyły się. A może...może tylko mi się tak wydaje ?
Drzwi się otworzyły, a serce zaczęło mi walić jak opętane. W progu drzwi stał Louis. Mina od razu mi zrzedła, jeśli było to możliwe.
- Przeszkadzam ? - zapytał, a ja tylko pokręciłem przecząco głową. Lou zamknął drzwi, po czym ostrożnie i powoli zaczął zbliżać się ku mnie. Usiadł na skraju łóżka, a ja zacząłem zginać róg kartki - zawsze tak robię, gdy się czymś stresuje. - Hazz, możemy porozmawiać ? - zapytał, a ja nadal wpatrywałem się w książkę.- Harry !
- Przecież rozmawiamy - odparłem oschle, a on przewrócił oczami.
- Chcę z tobą porozmawiać o tym....- powiedział trochę czulej i ciszej. Mój wzrok natychmiast spoczął na chłopaku.
- Przepraszam...nie powinienem był Ci tego mówić - szepnąłem ochrypłym głosem po czym wstałem z łóżka i odłożyłem książkę na stolik nocny. Gdy miałem już wychodzić z pokoju, Louis chwycił mnie za ramię, uniemożliwiając mi to.
- Harry...chcę z tobą o tym porozmawiać. Bo...ja też coś do ciebie czuje - gdy to powiedział, nogi pode mną się ugięły. Pociągnął mnie delikatnie za rękę, tak że usiadłem na łóżku. On zrobił to samo.
- Znaczy...że...um..że ty...
- Jesteś strasznie słodki kiedy się jąkasz. - powiedział, a ja się zarumieniłem. - To znaczy, że się w tobie zakochałem. Zrozumiałem, że twój dotyk sprawia, że czuję się najbardziej męskim ze wszystkich mężczyzn na świecie, że mam motylki w brzuchu gdy się na ciebie patrzę, że cały czas o tobie myślę, że w twoje oczy mogę się wpatrywać wiekami. Kocham twoje loczki i kocham kiedy się uśmiechasz bo wtedy pojawiają się te dołeczki, które sprawiają, że miękną mi kolana, że czasami mam sprośne myśli, i mam ochotę się na ciebie rzucić.Że po prostu nie wyobrażam sobie życia bez ciebie - powiedział, a mi w oczach stanęły łzy. Nie wiedziałem co powiedzieć. Myślałem...a wręcz byłem przekonany, że te słowa nigdy nie wypłynął z ust Louis'a...a przynajmniej nie do mnie. A jednak człowiek zawsze się myli. Naprawdę nie wiedziałem co mam zrobić, lecz po kilku minutach doszedłem do wniosku, iż pocałowanie go, będzie najlepszym wyjściem. Wygodniej usiadłem na łóżku po czym zacząłem zmniejszać odległość, która panowała między nami. Cały czas patrzyłem się w jego oczy. Widziałem w nich iskierki , które tańczą ze szczęścia. Gdy stykaliśmy się nosami, stwierdziłem, że nie będę przedłużał tego momentu. Przymknąłem powieki i przekręciłem głowę. Delikatnie musnąłem jego usta swoimi. Poczułem stado motylków napływających do mojego brzucha. Louis położył dłoń na moim policzku, po czym pogłębił pocałunek. 
Całowaliśmy się tak dość długo. Lecz po chwili się od siebie oderwaliśmy, by móc zaczerpnąć powietrza. Spojrzałem na Louisa. Na jego twarzy malowała się radość. Na ustach gościł szeroki uśmiech, który ja od raz odwzajemniłem. 
 - Kocham Cię Louie - szepnąłem po chwili, a z mojego policzka spłynęła pojedyncza łezka. Lou popatrzył się na mnie z lekkim przerażeniem w oczach. Starł łezkę, po czym zaczął gładzić mój policzek.- To ze szczęścia - wyjaśniłem,a ten znów się uśmiechnął. Położyłem głowę na jego ramieniu a ten obiją mnie mocno w tali..."     

Harry pamiętał dokładnie. To jak wyznali sobie miłość. Oraz to jak po raz pierwszy się pocałowali. Czuł się wtedy jak w niebie. Wtedy wydawało się, że od tej pory będzie dobrze. Lecz nie sądzili jak bardzo się mylą. 

Od tamtego momentu można wywoskować, że Louis i Harry stali się parą.

Od tamtego momenty chłopcy coraz częściej się przytulali, całowali...okazywali sobie czułość. W zupełnie inny sposób jak robili to jeszcze w X factor.  

- Hazz ! - z rozmyśleń, wyrwał Harry'ego głos Louisa. Popatrzył się na niego z ten się uśmiechnął - Już koniec- szepnął po chwili. Harry wstał z krzesła po czym skierował się w stronę wyjścia. Obok niego szedł Louis, który od jakiegoś czasu przypatrywał się Harry'emu.

- Harry dobrze się czujesz ? - spytał troskliwym głosem, gdy na chwilę przystanęli. Chłopak był lekko blady co trochę zaniepokoiło Louis'a.

- Tak -  odpowiedział osiemnastolatek, uśmiechając się przy tym. Uśmiech jednak był wymuszony, co od razu zobaczył Louis.

- Kłamczuch - szepnął Louis, chichocząc przy tym. Przybliżył się do Harry'ego i zaczął się patrzeć wprost w jego oczy. Były tak pięknie zielone, takie...idealne. Idealne jak cały Harry. - Powiesz mi ?

- Po prostu...przypomniało mi się jak wyznaliśmy sobie miłość. - wyjaśnił uśmiechając się.

- To było aż takie straszne ? - spytał żartobliwie z nutką  zaciekawienia Louis, wpatrując się w jego oczy.

- To był najlepszy dzień w moim życiu - szepnął Hazz, i gdy miał już pocałować Louisa, ktoś kazał im iść. Harry spojrzał na swojego chłopaka, a ten puścił mu oczko.

Wyszli z ogromnego budynku, po czym skierowali się do auta. W samochodzie panowała miła i przyjazna atmosfera. Praktycznie przez większość czasu chłopcy się śmiali. Było tak jak za dawnych czasów.

Czasów, które będą tylko wspomnieniem i już nigdy nie powrócą.