No więc tak...Zostałam nominowana do Liebster Award przez Klaudia Sia
, za co jestem wdzięczna ;D Jest to już moja druga nominacja, więc nie zamierzam nominować kolejny raz 11 blogów. Wiem, że większość osób dostało nominację i odpowiedziało na pytania, więc raczej nie chcę im się robić tego znów. W każdym bądź razie..ja tylko odpowiem na pytania ;)
1. Co zmotywowało/zainspirowało Cię do pisania?
- Rzecz jasna Larry ;) Mam mnóstwo pomysłów na minutę. Każda nowa historia jest coraz lepsza od poprzedniej..zostaje mi tylko wybór ;)
2.Uważasz, że Zerrie to prawda czy ustawka?
- Najczystsza prawda. Zayn i Perrie jak dla mnie to idealna para, która bardzo się kocha. Pezz to cudowna, piękna i zabawna dziewczyna, którą bardzo lubię. Jestem shiperką Zerrie i życzę im jak najlepiej.
3.Za co kochasz One Direction?
-
Jest wiele rzeczy za co kocham tych chłopaków. Za to, że są szurnięci,
zwariowani i pozytywnie nakręceni. Za ich styl ubierania się. Za muzykę, którą tworzą. Za to, że są zawsze uśmiechnięci i mili. Każdy z nich coś w nosi do zespołu, przez co są strasznie słodcy i uroczy. Ale przede wszystkim kocham ich za to, że są dla siebie jak bracia i bardzo mocno się kochają. No i za, że tworzą One Direction ;D
4. Take Me Home czy Up All Night?
-
UAN, był to ich pierwszy album, więc kocham go na swój sposób. Ale,
jeśli chodzi o więcej piosenek, które szybciej wpadając w ucho to...
TMH. Jest tam wiele fajniejszych piosenek i ogólnie jest cudny.
5.Który teledysk najlepszy?
-
O matko...no nie wiem. Każdy jest fajny na swój sposób. Ale chyba to
LWWY, bo jest bardzo fajny, kolorowy i chłopcy zachowują się tam tak jak
za czasów X factor. Czyli jak piątka rąbniętych chłopaków.
6.Który z chłopców ma najlepszy głos?
-Chyba nie odpowiem na to pytanie, bo sama nie wiem ;D
7.Najlepszy blog, który czytasz?
- Please don't craying...- Marchewki ;D Dziewczyna ma talent. A blog jest taki...słodki ;) Uwielbiam takie historie.
8.Twój ulubiony występ 1D z X Factor?
- No to chyba, jak wtedy gdy śpiewali "Kids in America"
9. Która dupa najładniejsza? [Z 1D oczywiście :D]
- Zdecydowanie Louis'ego !! ;)
10. Czy 1D `przetrzyma` wszystkie ataki, próby rozdzielenia ich i inne różne obelgi? Jak myślisz, przetrwają?
- Na sto procent !!
11. Jeślibyś wybierała, to którego wybrałabyś [jako swojego chłopaka]?
- Um...no to chyba Louis. Bo jest taki opiekuńczy, troskliwy i bardzo słodki ;D
wtorek, 5 marca 2013
sobota, 2 marca 2013
Rozdział 5 - Miłość nie jest łatwa cz.II
Witajcie moje misiaczki !! Oddaje wam część II rozdziału 5 ;) Mam nadzieję, że się spodoba. Jeśli chodzi o rozdział to mi się średnio podoba, ale wspomnienie Harry'ego bardzo ;)
Nie mam pojęcia kiedy pojawi się rozdział 6. Wiecie nauka i ogólnie. Ale będę się starała, żeby pojawił się jak najszybciej ;D Proszę o komentarze i życzę miłego czytania !
But I bet you if they only knew
They will just be jealous of us...
Samochód ruszył.
Przez jakiś czas w aucie panowała cisza. Chłopcy wpatrywali się w szyby patrząc na fanki. Często im wszystkim wydawało się, że to wszystko jest jednym wielkim snem, że takie coś nigdy się nie zdarzyło.
Natomiast Harry'emu często wydawało się, że stoi po środku wielkiej sali i krzyczy. Lecz nikt nie słyszy tego przeraźliwego krzyku. Krzyku, który woła o pomoc. Wszyscy są zaślepieni i nie dostrzegają tego co wydaje się być tak bardzo widoczne.
Prawdziwej miłości.
Inni ludzie albo tego nie dostrzegają, albo nie chcą tego widzieć.
- Chłopaki...na pewno wszystko jest dobrze ? - spytał się Malik, przerywając ciszę panującą w aucie. Chłopcy pokiwali tylko głową. Chłopak był bardzo troskliwy. Bardzo przejmował się losem jego przyjaciół. Oni byli dla niego jak druga rodzina. Więc to naturalne, że chciał aby byli szczęśliwi.
Zarówno Zayn,Liam jak i Niall wiedzieli,że chłopakom nie jest łatwo. Cały czas starali się ich wspierać,lecz czasami po prostu nie wiedzieli jak. Nie wiedzieli co powiedzieć, aby na twarzy chociaż jednego z nich zagościł uśmiech. Czasem było wspaniale, ale czasami było bardzo trudno. Chłopcy mogli tylko stać z boku i się przyglądać.
Przyglądać się jak zarząd niszczy im życie.
Harry, jak i Louis często zazdrościli Liam'owi i Zayn'owi, tego, iż mogą być szczęśliwi. Mogą wyjść na ulice trzymając swoją miłość za rękę i pocałować się na ulicy, bez strachu, który towarzyszy im każdego dnia. Boją się, że coś może pójść nie tak. Że któreś z nich coś powie, a potem będą tego konsekwencje. Zarząd nie byłby szczęśliwy...aż strach pomyśleć co mógłby zrobić chłopakom, gdyby jeden z nich powiedział coś jednoznacznego do drugiego. Na pewno byłoby źle. Następnego dnia w internecie pojawiłoby się mnóstwo zdjęć Louisa i Eleonor, lub Hazzy i jakieś panienki na okładce jakiegoś magazynu. Wtedy wszystko co związane z nimi by przycichło, a kolejne skandale przyćmiłyby inne wydarzenia.
To, że związek Lousia i El jest prawdziwy...
To, że Harry przespał się z ponad 400 kobietami...
To, że Larry jest bzdurą...
To wszystko jest jednym wielkim kłamstwem.
Kłamstwem, które ciągnie się za nimi i nie chcę się oderwać. A gdy już spróbują je urwać, kolejne zostają do nich przyczepione.
Jednym możliwym rozwiązaniem tych wszystkich kłamstw...jest ujawnienie się. Lecz to nie jest takie proste. No bo co by było gdyby...?
Gdyby powiedzieli wszystkim, że łączy ich coś więcej niż przyjaźń. Że łączy ich miłość.
Co by było z One Direction ?
Te wszystkie pytania zatłaczały się w głowach każdego z nich. Z dnia na dzień było coraz gorzej. I nic nie zapowiadało się na poprawę....
Po godzinie drogi, dojechali
Wysiedli z samochodu. Powitało ich mnóstwo fanek. Chłopcy podeszli do barierek i zrobili kilka zdjęć i podpisali autografy. Po kilku minutach weszli do budynku. Skierowali się w stronę pokoju, w którym miał być przeprowadzony wywiad. Przywitali się z mężczyzną i kobietą, którzy już na nich czekali. Zajęli miejsca a po chwili wywiad się zaczął.
Harry usiadł obok Louisa. Co było niemałym zaskoczeniem, bo przeważnie nie mogli siedzieć obok siebie, ale dzisiejszy dzień był wyjątkiem.
Harreh nie słuchał pytań. Był zajęty czymś innym.
Praktycznie przez większość czasu wpatrywał się w Louisa. Na jego twarzy gościł lekki uśmieszek, który za nic nie chciał zejść z jego twarzy.
Chłopak oderwał się od wpatrywania się w swojego ukochanego, po czym zaczął przysłuchiwać się rozmowie.
- Harry i Louis, porozmawiajmy o waszym Bromancie. - powiedziała Mag, tym samym wprawiając Harry'ego i Louisa w osłupienie. Harry popatrzył się na Louisa ukradkiem, a ten tylko lekko skinął głową i lekko się uśmiechnął. - Czy to prawda, że łączy was coś więcej niż przyjaźń ?
- Ja i Harry jesteśmy tylko i wyłącznie przyjaciółmi. Łączy nas niezwykła więź, która przetrwa wszystko. Traktujemy się jak bracia...a jeśli chodzi o Larry'ego...to po prostu żarty. Ja mam dziewczynę, którą kocham a Hazz...a Harry jak to Harry - wypowiedział szatyn. W takich sprawach to zawsze Louis zabierał głos. To on zawsze wszytko tłumaczył, bo...Harry nie potrafił. Nie potrafił kłamać.
- Um..ok. Ale interesuje mnie jedno. Dlaczego gdy pada pytanie na temat Larry'ego, zawsze wypowiada się Louis ? - spytał James siedzący obok Maggie.
- Przejdźmy do następnych pytań - powiedział szybko Paul, który stał obok i uważnie przysłuchiwał się wywiadowi.
- Ale dlaczego ? Jeśli oni nie mają niczego do ukrycia, to dlaczego mają się nie wypowiadać ? - spytała, wyraźnie zaciekawiona dziewczyna, wskazując dłonią na Louis i Harry'ego.
- Przechodzimy do kolejnego pytania, albo zabieram chłopaków i możecie pożegnać się z artykułem ! - powiedział ostrzegawczo Higgins, złowrogim tonem głosu. Jego twarz też nie przypominała tych najmilszych.
- Ok...ale to interesuje naszych czytelników...O matko..ok...Ilu z was ma dziewczyny ? - spytała po chwili Maggie, wyraźnie poddenerwowana. Loczek popatrzył się tylko na Louisa po czym się do niego lekko uśmiechnął. Tak aby tylko on to zauważył.
- Ja, Louis i Zayn mamy dziewczyny, a reszta jest wolna - odpowiedział Liam, uśmiechając się.
- A reszta ma chłopaków - dodał Louis wywołując śmiech.
- Ok...a ja układa wam się z dziewczynami ? - padło kolejne pytanie, na które Harry lekko się skrzywił. Chciał już skończyć ten wywiad i pojechać do hotelu. Razem z Louisem. Przytulić się do niego i pocałować. To było to czego Harry teraz potrzebował najbardziej. Bliskości Louisa. I chociaż chłopak siedział tuż obok niego...to nie było to.
- Um...dobrze - powiedział krótko Zayn.
- Mam jeszcze jedno pytanie do Harry'ego. Pamiętasz kto był twoim pierwszy, prawdziwym zauroczeniem ?
- Um...pierwszym i prawdziwym....
- To był Louis - szepnął cicho, wręcz nie słyszalnie Niall chichocząc pod nosem razem z Zayn'em.
- Louis ? - spytał się mężczyzna siedzący obok panny Roday. Harry nic nie odpowiedział. Zaczerwienił się lekko i spuścił wzrok.
Harry wtedy sobie przypomniał to jak on i Louis wyznali sobie miłość
Pamiętał to dokładnie...tak jakby to było wczoraj.
"....Siedziałem w pokoju i czytałem jakąś książkę. Miałem wyjątkowo kiepski humor i nastrój. A z racji, że za cholerę nie umiem tego ukrywać postanowiłem,że zostanę w pokoju.
Książka była całkiem fajna. Wciągnęła mnie do tego stopnia, iż przeczytałem już 150 stron.
Czytanie przerwało mi pukanie do drzwi.
- Proszę - szepnąłem, mając nadzieję,że osoba stojąca za nimi mnie usłyszy. Oraz...modliłem się w duchu aby nie był to Louisa. Po naszej ostatniej rozmowie, relacje między nami...um...jakby to powiedzieć...pogorszyły się. A może...może tylko mi się tak wydaje ?
Drzwi się otworzyły, a serce zaczęło mi walić jak opętane. W progu drzwi stał Louis. Mina od razu mi zrzedła, jeśli było to możliwe.
- Przeszkadzam ? - zapytał, a ja tylko pokręciłem przecząco głową. Lou zamknął drzwi, po czym ostrożnie i powoli zaczął zbliżać się ku mnie. Usiadł na skraju łóżka, a ja zacząłem zginać róg kartki - zawsze tak robię, gdy się czymś stresuje. - Hazz, możemy porozmawiać ? - zapytał, a ja nadal wpatrywałem się w książkę.- Harry !
- Przecież rozmawiamy - odparłem oschle, a on przewrócił oczami.
- Chcę z tobą porozmawiać o tym....- powiedział trochę czulej i ciszej. Mój wzrok natychmiast spoczął na chłopaku.
- Przepraszam...nie powinienem był Ci tego mówić - szepnąłem ochrypłym głosem po czym wstałem z łóżka i odłożyłem książkę na stolik nocny. Gdy miałem już wychodzić z pokoju, Louis chwycił mnie za ramię, uniemożliwiając mi to.
- Harry...chcę z tobą o tym porozmawiać. Bo...ja też coś do ciebie czuje - gdy to powiedział, nogi pode mną się ugięły. Pociągnął mnie delikatnie za rękę, tak że usiadłem na łóżku. On zrobił to samo.
- Znaczy...że...um..że ty...
- Jesteś strasznie słodki kiedy się jąkasz. - powiedział, a ja się zarumieniłem. - To znaczy, że się w tobie zakochałem. Zrozumiałem, że twój dotyk sprawia, że czuję się najbardziej męskim ze wszystkich mężczyzn na świecie, że mam motylki w brzuchu gdy się na ciebie patrzę, że cały czas o tobie myślę, że w twoje oczy mogę się wpatrywać wiekami. Kocham twoje loczki i kocham kiedy się uśmiechasz bo wtedy pojawiają się te dołeczki, które sprawiają, że miękną mi kolana, że czasami mam sprośne myśli, i mam ochotę się na ciebie rzucić.Że po prostu nie wyobrażam sobie życia bez ciebie - powiedział, a mi w oczach stanęły łzy. Nie wiedziałem co powiedzieć. Myślałem...a wręcz byłem przekonany, że te słowa nigdy nie wypłynął z ust Louis'a...a przynajmniej nie do mnie. A jednak człowiek zawsze się myli. Naprawdę nie wiedziałem co mam zrobić, lecz po kilku minutach doszedłem do wniosku, iż pocałowanie go, będzie najlepszym wyjściem. Wygodniej usiadłem na łóżku po czym zacząłem zmniejszać odległość, która panowała między nami. Cały czas patrzyłem się w jego oczy. Widziałem w nich iskierki , które tańczą ze szczęścia. Gdy stykaliśmy się nosami, stwierdziłem, że nie będę przedłużał tego momentu. Przymknąłem powieki i przekręciłem głowę. Delikatnie musnąłem jego usta swoimi. Poczułem stado motylków napływających do mojego brzucha. Louis położył dłoń na moim policzku, po czym pogłębił pocałunek.
Całowaliśmy się tak dość długo. Lecz po chwili się od siebie oderwaliśmy, by móc zaczerpnąć powietrza. Spojrzałem na Louisa. Na jego twarzy malowała się radość. Na ustach gościł szeroki uśmiech, który ja od raz odwzajemniłem.
- Kocham Cię Louie - szepnąłem po chwili, a z mojego policzka spłynęła pojedyncza łezka. Lou popatrzył się na mnie z lekkim przerażeniem w oczach. Starł łezkę, po czym zaczął gładzić mój policzek.- To ze szczęścia - wyjaśniłem,a ten znów się uśmiechnął. Położyłem głowę na jego ramieniu a ten obiją mnie mocno w tali..."
Harry pamiętał dokładnie. To jak wyznali sobie miłość. Oraz to jak po raz pierwszy się pocałowali. Czuł się wtedy jak w niebie. Wtedy wydawało się, że od tej pory będzie dobrze. Lecz nie sądzili jak bardzo się mylą.
Od tamtego momentu można wywoskować, że Louis i Harry stali się parą.
Od tamtego momenty chłopcy coraz częściej się przytulali, całowali...okazywali sobie czułość. W zupełnie inny sposób jak robili to jeszcze w X factor.
- Hazz ! - z rozmyśleń, wyrwał Harry'ego głos Louisa. Popatrzył się na niego z ten się uśmiechnął - Już koniec- szepnął po chwili. Harry wstał z krzesła po czym skierował się w stronę wyjścia. Obok niego szedł Louis, który od jakiegoś czasu przypatrywał się Harry'emu.
- Harry dobrze się czujesz ? - spytał troskliwym głosem, gdy na chwilę przystanęli. Chłopak był lekko blady co trochę zaniepokoiło Louis'a.
- Tak - odpowiedział osiemnastolatek, uśmiechając się przy tym. Uśmiech jednak był wymuszony, co od razu zobaczył Louis.
- Kłamczuch - szepnął Louis, chichocząc przy tym. Przybliżył się do Harry'ego i zaczął się patrzeć wprost w jego oczy. Były tak pięknie zielone, takie...idealne. Idealne jak cały Harry. - Powiesz mi ?
- Po prostu...przypomniało mi się jak wyznaliśmy sobie miłość. - wyjaśnił uśmiechając się.
- To było aż takie straszne ? - spytał żartobliwie z nutką zaciekawienia Louis, wpatrując się w jego oczy.
- To był najlepszy dzień w moim życiu - szepnął Hazz, i gdy miał już pocałować Louisa, ktoś kazał im iść. Harry spojrzał na swojego chłopaka, a ten puścił mu oczko.
Wyszli z ogromnego budynku, po czym skierowali się do auta. W samochodzie panowała miła i przyjazna atmosfera. Praktycznie przez większość czasu chłopcy się śmiali. Było tak jak za dawnych czasów.
Czasów, które będą tylko wspomnieniem i już nigdy nie powrócą.
Nie mam pojęcia kiedy pojawi się rozdział 6. Wiecie nauka i ogólnie. Ale będę się starała, żeby pojawił się jak najszybciej ;D Proszę o komentarze i życzę miłego czytania !
Enjoy !!!
But I bet you if they only knew
They will just be jealous of us...
Samochód ruszył.
Przez jakiś czas w aucie panowała cisza. Chłopcy wpatrywali się w szyby patrząc na fanki. Często im wszystkim wydawało się, że to wszystko jest jednym wielkim snem, że takie coś nigdy się nie zdarzyło.
Natomiast Harry'emu często wydawało się, że stoi po środku wielkiej sali i krzyczy. Lecz nikt nie słyszy tego przeraźliwego krzyku. Krzyku, który woła o pomoc. Wszyscy są zaślepieni i nie dostrzegają tego co wydaje się być tak bardzo widoczne.
Prawdziwej miłości.
Inni ludzie albo tego nie dostrzegają, albo nie chcą tego widzieć.
- Chłopaki...na pewno wszystko jest dobrze ? - spytał się Malik, przerywając ciszę panującą w aucie. Chłopcy pokiwali tylko głową. Chłopak był bardzo troskliwy. Bardzo przejmował się losem jego przyjaciół. Oni byli dla niego jak druga rodzina. Więc to naturalne, że chciał aby byli szczęśliwi.
Zarówno Zayn,Liam jak i Niall wiedzieli,że chłopakom nie jest łatwo. Cały czas starali się ich wspierać,lecz czasami po prostu nie wiedzieli jak. Nie wiedzieli co powiedzieć, aby na twarzy chociaż jednego z nich zagościł uśmiech. Czasem było wspaniale, ale czasami było bardzo trudno. Chłopcy mogli tylko stać z boku i się przyglądać.
Przyglądać się jak zarząd niszczy im życie.
Harry, jak i Louis często zazdrościli Liam'owi i Zayn'owi, tego, iż mogą być szczęśliwi. Mogą wyjść na ulice trzymając swoją miłość za rękę i pocałować się na ulicy, bez strachu, który towarzyszy im każdego dnia. Boją się, że coś może pójść nie tak. Że któreś z nich coś powie, a potem będą tego konsekwencje. Zarząd nie byłby szczęśliwy...aż strach pomyśleć co mógłby zrobić chłopakom, gdyby jeden z nich powiedział coś jednoznacznego do drugiego. Na pewno byłoby źle. Następnego dnia w internecie pojawiłoby się mnóstwo zdjęć Louisa i Eleonor, lub Hazzy i jakieś panienki na okładce jakiegoś magazynu. Wtedy wszystko co związane z nimi by przycichło, a kolejne skandale przyćmiłyby inne wydarzenia.
To, że związek Lousia i El jest prawdziwy...
To, że Harry przespał się z ponad 400 kobietami...
To, że Larry jest bzdurą...
To wszystko jest jednym wielkim kłamstwem.
Kłamstwem, które ciągnie się za nimi i nie chcę się oderwać. A gdy już spróbują je urwać, kolejne zostają do nich przyczepione.
Jednym możliwym rozwiązaniem tych wszystkich kłamstw...jest ujawnienie się. Lecz to nie jest takie proste. No bo co by było gdyby...?
Gdyby powiedzieli wszystkim, że łączy ich coś więcej niż przyjaźń. Że łączy ich miłość.
Co by było z One Direction ?
Te wszystkie pytania zatłaczały się w głowach każdego z nich. Z dnia na dzień było coraz gorzej. I nic nie zapowiadało się na poprawę....
~~~*~~~
Po godzinie drogi, dojechali
Wysiedli z samochodu. Powitało ich mnóstwo fanek. Chłopcy podeszli do barierek i zrobili kilka zdjęć i podpisali autografy. Po kilku minutach weszli do budynku. Skierowali się w stronę pokoju, w którym miał być przeprowadzony wywiad. Przywitali się z mężczyzną i kobietą, którzy już na nich czekali. Zajęli miejsca a po chwili wywiad się zaczął.
Harry usiadł obok Louisa. Co było niemałym zaskoczeniem, bo przeważnie nie mogli siedzieć obok siebie, ale dzisiejszy dzień był wyjątkiem.
Harreh nie słuchał pytań. Był zajęty czymś innym.
Praktycznie przez większość czasu wpatrywał się w Louisa. Na jego twarzy gościł lekki uśmieszek, który za nic nie chciał zejść z jego twarzy.
Chłopak oderwał się od wpatrywania się w swojego ukochanego, po czym zaczął przysłuchiwać się rozmowie.
- Harry i Louis, porozmawiajmy o waszym Bromancie. - powiedziała Mag, tym samym wprawiając Harry'ego i Louisa w osłupienie. Harry popatrzył się na Louisa ukradkiem, a ten tylko lekko skinął głową i lekko się uśmiechnął. - Czy to prawda, że łączy was coś więcej niż przyjaźń ?
- Ja i Harry jesteśmy tylko i wyłącznie przyjaciółmi. Łączy nas niezwykła więź, która przetrwa wszystko. Traktujemy się jak bracia...a jeśli chodzi o Larry'ego...to po prostu żarty. Ja mam dziewczynę, którą kocham a Hazz...a Harry jak to Harry - wypowiedział szatyn. W takich sprawach to zawsze Louis zabierał głos. To on zawsze wszytko tłumaczył, bo...Harry nie potrafił. Nie potrafił kłamać.
- Um..ok. Ale interesuje mnie jedno. Dlaczego gdy pada pytanie na temat Larry'ego, zawsze wypowiada się Louis ? - spytał James siedzący obok Maggie.
- Przejdźmy do następnych pytań - powiedział szybko Paul, który stał obok i uważnie przysłuchiwał się wywiadowi.
- Ale dlaczego ? Jeśli oni nie mają niczego do ukrycia, to dlaczego mają się nie wypowiadać ? - spytała, wyraźnie zaciekawiona dziewczyna, wskazując dłonią na Louis i Harry'ego.
- Przechodzimy do kolejnego pytania, albo zabieram chłopaków i możecie pożegnać się z artykułem ! - powiedział ostrzegawczo Higgins, złowrogim tonem głosu. Jego twarz też nie przypominała tych najmilszych.
- Ok...ale to interesuje naszych czytelników...O matko..ok...Ilu z was ma dziewczyny ? - spytała po chwili Maggie, wyraźnie poddenerwowana. Loczek popatrzył się tylko na Louisa po czym się do niego lekko uśmiechnął. Tak aby tylko on to zauważył.
- Ja, Louis i Zayn mamy dziewczyny, a reszta jest wolna - odpowiedział Liam, uśmiechając się.
- A reszta ma chłopaków - dodał Louis wywołując śmiech.
- Ok...a ja układa wam się z dziewczynami ? - padło kolejne pytanie, na które Harry lekko się skrzywił. Chciał już skończyć ten wywiad i pojechać do hotelu. Razem z Louisem. Przytulić się do niego i pocałować. To było to czego Harry teraz potrzebował najbardziej. Bliskości Louisa. I chociaż chłopak siedział tuż obok niego...to nie było to.
- Um...dobrze - powiedział krótko Zayn.
- Mam jeszcze jedno pytanie do Harry'ego. Pamiętasz kto był twoim pierwszy, prawdziwym zauroczeniem ?
- Um...pierwszym i prawdziwym....
- To był Louis - szepnął cicho, wręcz nie słyszalnie Niall chichocząc pod nosem razem z Zayn'em.
- Louis ? - spytał się mężczyzna siedzący obok panny Roday. Harry nic nie odpowiedział. Zaczerwienił się lekko i spuścił wzrok.
Harry wtedy sobie przypomniał to jak on i Louis wyznali sobie miłość
Pamiętał to dokładnie...tak jakby to było wczoraj.
"....Siedziałem w pokoju i czytałem jakąś książkę. Miałem wyjątkowo kiepski humor i nastrój. A z racji, że za cholerę nie umiem tego ukrywać postanowiłem,że zostanę w pokoju.
Książka była całkiem fajna. Wciągnęła mnie do tego stopnia, iż przeczytałem już 150 stron.
Czytanie przerwało mi pukanie do drzwi.
- Proszę - szepnąłem, mając nadzieję,że osoba stojąca za nimi mnie usłyszy. Oraz...modliłem się w duchu aby nie był to Louisa. Po naszej ostatniej rozmowie, relacje między nami...um...jakby to powiedzieć...pogorszyły się. A może...może tylko mi się tak wydaje ?
Drzwi się otworzyły, a serce zaczęło mi walić jak opętane. W progu drzwi stał Louis. Mina od razu mi zrzedła, jeśli było to możliwe.
- Przeszkadzam ? - zapytał, a ja tylko pokręciłem przecząco głową. Lou zamknął drzwi, po czym ostrożnie i powoli zaczął zbliżać się ku mnie. Usiadł na skraju łóżka, a ja zacząłem zginać róg kartki - zawsze tak robię, gdy się czymś stresuje. - Hazz, możemy porozmawiać ? - zapytał, a ja nadal wpatrywałem się w książkę.- Harry !
- Przecież rozmawiamy - odparłem oschle, a on przewrócił oczami.
- Chcę z tobą porozmawiać o tym....- powiedział trochę czulej i ciszej. Mój wzrok natychmiast spoczął na chłopaku.
- Przepraszam...nie powinienem był Ci tego mówić - szepnąłem ochrypłym głosem po czym wstałem z łóżka i odłożyłem książkę na stolik nocny. Gdy miałem już wychodzić z pokoju, Louis chwycił mnie za ramię, uniemożliwiając mi to.
- Harry...chcę z tobą o tym porozmawiać. Bo...ja też coś do ciebie czuje - gdy to powiedział, nogi pode mną się ugięły. Pociągnął mnie delikatnie za rękę, tak że usiadłem na łóżku. On zrobił to samo.
- Znaczy...że...um..że ty...
- Jesteś strasznie słodki kiedy się jąkasz. - powiedział, a ja się zarumieniłem. - To znaczy, że się w tobie zakochałem. Zrozumiałem, że twój dotyk sprawia, że czuję się najbardziej męskim ze wszystkich mężczyzn na świecie, że mam motylki w brzuchu gdy się na ciebie patrzę, że cały czas o tobie myślę, że w twoje oczy mogę się wpatrywać wiekami. Kocham twoje loczki i kocham kiedy się uśmiechasz bo wtedy pojawiają się te dołeczki, które sprawiają, że miękną mi kolana, że czasami mam sprośne myśli, i mam ochotę się na ciebie rzucić.Że po prostu nie wyobrażam sobie życia bez ciebie - powiedział, a mi w oczach stanęły łzy. Nie wiedziałem co powiedzieć. Myślałem...a wręcz byłem przekonany, że te słowa nigdy nie wypłynął z ust Louis'a...a przynajmniej nie do mnie. A jednak człowiek zawsze się myli. Naprawdę nie wiedziałem co mam zrobić, lecz po kilku minutach doszedłem do wniosku, iż pocałowanie go, będzie najlepszym wyjściem. Wygodniej usiadłem na łóżku po czym zacząłem zmniejszać odległość, która panowała między nami. Cały czas patrzyłem się w jego oczy. Widziałem w nich iskierki , które tańczą ze szczęścia. Gdy stykaliśmy się nosami, stwierdziłem, że nie będę przedłużał tego momentu. Przymknąłem powieki i przekręciłem głowę. Delikatnie musnąłem jego usta swoimi. Poczułem stado motylków napływających do mojego brzucha. Louis położył dłoń na moim policzku, po czym pogłębił pocałunek.
Całowaliśmy się tak dość długo. Lecz po chwili się od siebie oderwaliśmy, by móc zaczerpnąć powietrza. Spojrzałem na Louisa. Na jego twarzy malowała się radość. Na ustach gościł szeroki uśmiech, który ja od raz odwzajemniłem.
- Kocham Cię Louie - szepnąłem po chwili, a z mojego policzka spłynęła pojedyncza łezka. Lou popatrzył się na mnie z lekkim przerażeniem w oczach. Starł łezkę, po czym zaczął gładzić mój policzek.- To ze szczęścia - wyjaśniłem,a ten znów się uśmiechnął. Położyłem głowę na jego ramieniu a ten obiją mnie mocno w tali..."
Harry pamiętał dokładnie. To jak wyznali sobie miłość. Oraz to jak po raz pierwszy się pocałowali. Czuł się wtedy jak w niebie. Wtedy wydawało się, że od tej pory będzie dobrze. Lecz nie sądzili jak bardzo się mylą.
Od tamtego momentu można wywoskować, że Louis i Harry stali się parą.
Od tamtego momenty chłopcy coraz częściej się przytulali, całowali...okazywali sobie czułość. W zupełnie inny sposób jak robili to jeszcze w X factor.
- Hazz ! - z rozmyśleń, wyrwał Harry'ego głos Louisa. Popatrzył się na niego z ten się uśmiechnął - Już koniec- szepnął po chwili. Harry wstał z krzesła po czym skierował się w stronę wyjścia. Obok niego szedł Louis, który od jakiegoś czasu przypatrywał się Harry'emu.
- Harry dobrze się czujesz ? - spytał troskliwym głosem, gdy na chwilę przystanęli. Chłopak był lekko blady co trochę zaniepokoiło Louis'a.
- Tak - odpowiedział osiemnastolatek, uśmiechając się przy tym. Uśmiech jednak był wymuszony, co od razu zobaczył Louis.
- Kłamczuch - szepnął Louis, chichocząc przy tym. Przybliżył się do Harry'ego i zaczął się patrzeć wprost w jego oczy. Były tak pięknie zielone, takie...idealne. Idealne jak cały Harry. - Powiesz mi ?
- Po prostu...przypomniało mi się jak wyznaliśmy sobie miłość. - wyjaśnił uśmiechając się.
- To było aż takie straszne ? - spytał żartobliwie z nutką zaciekawienia Louis, wpatrując się w jego oczy.
- To był najlepszy dzień w moim życiu - szepnął Hazz, i gdy miał już pocałować Louisa, ktoś kazał im iść. Harry spojrzał na swojego chłopaka, a ten puścił mu oczko.
Wyszli z ogromnego budynku, po czym skierowali się do auta. W samochodzie panowała miła i przyjazna atmosfera. Praktycznie przez większość czasu chłopcy się śmiali. Było tak jak za dawnych czasów.
Czasów, które będą tylko wspomnieniem i już nigdy nie powrócą.
wtorek, 26 lutego 2013
Rozdział 5 - Miłość nie jest łatwa cz. I
Hej !! Tak jak obiecałam dodaje rozdział wcześniej...a raczej jego pierwszą część ;) Drugiej możecie się spodziewać w sobotę ;D Szczerze to ta część mi się nie podoba. Jest taka...bez życia. Mam nadzieję, że część druga wyjdzie mi lepiej.
Wielkie dzięki, że komentujecie. Przynajmniej wiem, że ktoś czyta tego bloga. No cóż...to chyba tyle z mojej strony. Życzę miłego czytania.
They don’t know about the things we do.
They don’t know about the I love you’s...
Żyj tak jakby każdy dzień był twoim ostatnim....
To było motto Harry'ego. Ten pokręcony chłopak korzystał z każdego dnia całym sobą. Przecież nikt nie wie, co może wydarzyć się jutro, za tydzień, rok czy za dwa lata. Życie jest nieprzewidywalne. Nigdy się nie wie co może stać się jutro.
Dzisiaj żyjesz, a jutro możesz umrzeć.
Dzisiaj jesteś szczęśliwy, a jutro możesz mieć dołka.
Dzisiaj jesteś zakochany, a jutro miłość odchodzi.
Harreh nie chciał aby jego miłość odeszła. Trzymał ją jak najbliżej swojego serca i za wszelką cenę nie wypuszczał ze swoich objęć. Lecz byli tacy, którzy pragnęli aby ta dwójka przestała się kochać. Aby tak po prostu zniknęli i żeby już nigdy na siebie nie spojrzeli. Harry tak naprawdę nie wiedział dlaczego oni im to robią. Przecież ani Lou, ani Harry nic im nie zrobili. Przecież ich nie skrzywdzili, ani nic w tym stylu. Doprawdy nie wiedział....
Harry powoli otwierał zmęczone powieki. Swój wzrok skupił na osobie leżącej obok niego.Kiedy konkretnie otworzył oczy, po chwili je zamknął czując dłoń Louisa na swoim policzku. Uśmiechnął się na ten miły gest, a place Boo Bear'a wodziły delikatnie po jego szyi. Harry wyciągnął swoją dłoń z pod kołdry, a następnie oparł ją po prawej stronie ciała chłopaka. Podparł się po czym spojrzał w oczy szatyna. Spoglądał w nie dość długi czas. Widział w nich iskierki radości. Uśmiechnął się delikatnie, lecz uśmiech zniknął z jego twarzy gdy przypomniał sobie wczorajszy dzień. Opadł na poduszki wpatrując się w sufit.
- Louie... - szepnął loczek wpatrując się w chłopaka. Szatyn spojrzał na niego z dociekliwym wyrazem twarzy. - Kochasz mnie ? - gdy to wypowiedział oczy zaszły mu łzami. Nie chciał tego mówić, nie chciał o tym myśleć....ale musiał się zapytać.
- Harry...co to w ogóle za pytanie ?! Przecież ja Cię kocham jak nigdy nikogo ! Jesteś tym jednym i zawsze nim będzie, rozumiesz ? Jesteś dla mnie najważniejszą osobą na świecie....W ogóle jak ty mogłeś tak pomyśleć?! - powiedział oburzony chłopak, siadając na łóżku. Nie miał pojęcia co skłoniło jego do takich podejrzeń. Przecież Louis uświadamiał mu to codziennie po kilka razy, jak tylko mógł. Ale nawet jeśli nie mógł tego powiedzieć na głos, okazywał to w inny sposób.
Jak Harry mógł pomyśleć, że Louis go nie kocha ?
- Po wczorajszym...- wydukał cicho młodszy siadając obok Louisa, po czym spuścił wzrok i zaczął wpatrywać się w swoje ręce.
- Harold...- szepnął Louis podnosząc podbródek swojego chłopaka.Starał się do niego mówić jak najczulej potrafił. - Tamten pocałunek był niczym, rozumiesz ? On dla mnie nic nie znaczył. Ty dla mnie znaczysz najwięcej. Pamiętaj...ja zawsze będę Cię kochać, bez względu na wszystko. Nie ważne gdzie akurat będę, nie ważne co będę robić, ja zawsze będę o tobie myśleć. To dzięki tobie zrozumiałem co to znaczy miłość. Wszystko zawdzięczam tobie. Jesteś dla mnie ważniejszy od największych skarbów świata, bo....ty jesteś moim największym skarbem. - powiedział na jednym wdechu. Patrzył się ciepło na loczka, a z jego policzka spłynęła pojedyncza łezka. Louis starł ją kciukiem po czym pogładził miejsce, w którym są starł. Patrzył się przez chwilę w oczy chłopaka. Teraz nie pozostało mu nic innego jak pocałowanie go.
Przybliżył swoją twarz do jego twarzy, cały czas patrząc się w jego oczy. Gdy stykali się już nosami, obydwaj chłopcy zamknęli oczy, po Lou czym musnął usta ukochanego. Na początku Harreh zdawał się nie reagować ma pieszczoty ze strony starszego, lecz po chwili zaczął mu odpowiadać muśnięciami. Louis usiadł naprzeciwko Harry'ego nie zaprzestając go całować. Loczek po chwili położył się wygonie na poduszkach a Tommo usiadł na nim okrakiem. Zaczął jeździć swoją ręką po nagim torsie chłopaka.
Nagle czułe muśnięcia przerodziły się w zachłanne pocałunki. Chłopaki wręcz się pożerali. Ale wciąż łaknęli więcej. Louis wsadził swój język do buzi Harry'ego, po czym zaczął walczyć o dominacje z Harrym. Chłopak na początku nie chciał się poddać, lecz po kilku minutach zaciętej bitwy ustąpił.
Z czasem zwinne rączki loczka powędrowały na plecy ukochanego i zaczęły je delikatnie drapać. Po chwili jednak ręce z pleców zniknęły, a pojawiły się na pośladkach Louisa.
Tych cudownych pośladkach, watro zauważyć.
Harry je lekko ścisnął. Starszy sapnął prosto w usta osiemnastolatka. Gdy Lou chciał się już dobierać do bokserek Harry'ego, nagle ktoś wparował do ich pokoju bez pukania. Louis i Harry natychmiast się od siebie oderwali i spoglądnęli, kto jest intruzem i kto ma prawo im przeszkadzać w takim momencie.
- O matko ! Niech moje oczy tego nie widzą ! - krzyknął rozbawionym głosem Irlandczyk ,który zasłonił swoje oczy ręką. Chłopcy się roześmiali, a Louis rzucił poduszką w blondyna. Po chwili Lou zszedł z loczka i usiadł obok niego.
- Niall, czy mama nie nauczyła Cię pukać ?! - powiedział oburzony Harry, który co chwilę spoglądał na Louisa. Jak zwykle był piękny i taki...naturalny. Harry zdecydowanie wolał Louis'a kiedy ten miał boski nie ład na głowie, a jego policzki były zaróżowione.
- Może i uczyła, ale ja tu przychodzę z ważną sprawą - powiedział Niall po czym zamknął drzwi i przysiadł się do chłopców.
- A więc ?- ponaglił go Louis, który patrzył się na niego wyczekująco.
- Paul załatwił nam dziś wywiad - powiedział, tym razem smutnym głosem.
- Że co ?! Przecież dzisiaj mieliśmy mieć wolne ! - krzyknął oburzony Harry. Po części miał racje. Dzisiejszy dzień, miał być wolny, od wywiadów. Miał być wolny od udawania. Chłopcy mieli go spędzić razem. Tak jak zadawanych lat. Po kilku minutach, gdy chłopaki się uspokoili, Niall kontynuował.
- Także..wywiad jest dziś o 14, więc mamy jakieś niecałe 2 godziny. Paul powiedział, że jedziemy..um..nawet nie wiem gdzie...-sapnął zmęczony tym wszystkim, po czym kontynuował - Po wywiadzie jedziemy prostu do hotelu, a reszta dnia należy do nas - powiedział blondyn, który też miał tego wszystkiego dość. Ale najbardziej było mu szkoda Louis'a i Harry'ego. Chłopak wiedział, że cierpią i bardzo im współczuł. I chociaż on nigdy nie był, ani nie będzie w takiej sytuacji, często się zastanawiał jak chłopcy muszą się z tym czuć. Z tym ciągłym udawaniem. To naprawdę musi być męczące.
Niall porozmawiał jeszcze chwilę z chłopakami po czym wyszedł z ich pokoju. Lou i Hazz byli strasznie źli na Paula, za ten wywiad. On nie miał prawa. Najpierw obiecuje a potem wywija coś takiego. Po prostu....coś okropnego.
Chłopcy wstali z łóżka i ubrali się. Nie mieli najmniejszej ochoty na udzielanie jakiegokolwiek wywiadu, ale oni mieli tu najmniej do gadania. Zeszli na dół, gdzie w garderobie czekała na nich ich makijażystka. Uśmiechnęli się na jej widok, a Harry natychmiast wziął na ręce małą Lux, którą wręcz kochał. Lou poprawiała fryzurę Nialla, więc oni mieli chwilę czasu dla siebie. Przez jakiś czas bawili się z małą, lecz gdy zobaczyli, że zbliża się do nich ich manager wiedzieli co się święci.
- Louis, Harry mogę was prosić ? - spytał wychylając się zza drzwi. Chłopcy tylko skinęli głową. Harry oddał dziewczynkę w ręce Malika, który był już gotowy.
Wyszli z pomieszczenia, po czym przystanęli za Higginsem.
- Słuchajcie...wiecie, że w wywiadzie, mogą się was....- nie dokończył ponieważ Harry mu przerwał.
- Tak wiemy...mamy mówić,że nic nas nie łączy, gdy się nas o to zapytają ! Do cholery ile razy będziesz nam to powtarzać ?! Mam Cię już serdecznie dość ! - wykrzyczał Harry, po czym odszedł od managera. Louis spojrzał tylko na Paula, tym swoim morderczym spojrzeniem. Nienawidził gdy loczek był zły. Nie lubił, gdy ktoś prowokował jego ukochanego.
- Wielkie dzięki ! - powiedział wkurzony chłopak, po czym machnął ręką i ruszył za Harrym. Znalazł go w ubikacji. Chłopak siedział skulony w kącie. Jedyne co dało się usłyszeć to ciche szlochanie osiemnastolatka. Gdy Louis to zobaczył, poczuł się tak samo jak wczoraj.
Podszedł do niego. Tym razem nie czekał długo. Loczkowaty wręcz natychmiast rzucił się w jego ramiona. Louis usiadł obok niego, a ten się w niego wtulił.
- Słońce...czemu płaczesz ? - spytał troskliwie Louis, chociaż doskonale znał odpowiedź.
- Po prostu...strasznie boli mnie brzuch - wyjaśnił młodszy.
- Kłamczuch - wyszeptał żartobliwie Louis. Zawsze tak mówił, gdy Harry kłamał.
- Louis, jak tak bardzo nie chcę tego robić - wydukał z siebie ochrypłym głosem, jeszcze bardziej wtulając się w ciało chłopaka.
- Wiem kochanie. Nie martw się...będzie dobrze, obiecuje - wyszeptał w jego włosy, po czym delikatnie musnął jego czoło. Chciał jakoś pocieszyć Harry'ego, lecz za bardzo nie wiedział jak. Sam czuł się tak samo. Ale...Harry to coś innego. Jest bardziej wrażliwy.On jest inny. Ważniejszy. Ważniejszy od wszystkiego. On jest najważniejszy dla Louis'a.
Chłopcy posiedzieli tam chwilę, a gdy Harry się uspokoił, starszy wstał, ciągnąc chłopaka za ręce.
- Obiecuje Ci, że będzie dobrze - szepnął, po czym wyszli z toalety. Skierowali się w stronę garderoby i weszli do pokoju. Liam, Zayn i Niall byli już gotowi. Gdy tylko przekroczyli próg, wszyscy spojrzeli na nich ze....współczuciem. Nie trzeba było być Sherlockiem Holmsem aby nie zauważyć,że Harry płakał.
- Który pierwszy ? - spytała po chwili ich makijażystka. Louis skinął na Harry'ego, ponieważ on miał jeszcze coś do załatwienia. A konkretnie...pójście do Paula i wygarnięcie mu wszystkiego. Nie chciał aby taka sytuacja powtórzyła się jeszcze raz. Nie miał ochoty patrzeć jak on cierpi. Po prostu tego nie chciał.
Gdy loczek zasiadł na fotelu, Louis powiedział, że musi coś załatwić. Szybko wyszedł z pokoju, po czym skierował się do managera, który stał w holu i czekał na chłopaków.
- Paul !- krzyknął Louis, który był bardzo zdenerwowany. Podszedł do niego i już miał mu wszystko powiedzieć. Wykrzyczeć mu w twarz jak bardzo go nienawidzi i chcę się ujawnić, ale...coś go powstrzymało. Coś, a raczej ktoś. Koło mężczyzny stała jego żona.
Diana była w 5 miesiącu ciąży i raczej nie powinna się denerwować w takim stanie. A gdyby Louis wygarnął wszystko Paul'owi, jego żona nie byłaby z pewnością zadowolona. Twarz chłopaka od razu zmieniła swoją barwę
- Coś się stało ? - spytał lekko przerażony Paul. Louie nie chciał tego wszystkiego mówić przy brunetce.
- Nic...to..znaczy się, chciałem zapytać jak tam u ciebie Diana ? - zapytał, lekko zmieszany.
Louis nie lubił tych rozmów. Praktycznie to zawsze on je prowadził. I nie dlatego, że on był lepszym mówcą. Po prostu...Harry...On jest na to za delikatny. Harry nie umie udawać. Nie umie kłamać. A na pewno nie w takiej sprawie. Zawsze wszyscy wiedzą gdy jest coś nie tak.
- Wszystko dobrze..ale czasami nie mam już siły a to dopiero 5 miesiąc. - odpowiedziała kobieta. Louis tym razem uśmiechnął się szczerze. Chłopak bardzo lubił żonę swojego menadżera, lecz nie tak jak Lou. Ta kobieta była cudowna.
Po kilku minutach rozmowy, Louis pożegnał się z Dainą , po czym skierował się do pokoju gdzie znajdowała się reszta. Przystaną na chwilę, gdy zobaczył coś co wywołało uśmiech na twarzy szatyna.
Harry.
Gdy tylko Louis, zobaczył uśmiechniętego loczka, jego kąciki ust również powędrowało ku górze. Wszedł do środka i nie przestając się uśmiechać podszedł do Harry'ego i delikatnie musnął jego usta.
- Jesteście tacy słody, że zaraz będę rzygać tęczą. - powiedział rozbawiony Zayn, patrząc się na Louis'a i Harry'ego.
Po niecałych dwudziestu minutach wszyscy byli już gotowi i czekali w holu. Po chwili zjawili się ich ochroniarze. Chłopcy mogli już wychodzić. Niestety nie mogli tego zrobić bez nich. Gdyby wyszli na zewnątrz bez ochroniarzy, stado fanek mogłoby ich staranować. A wręcz się na nich rzucić. Strach pomyśleć co by się wtedy stało....
Chłopcy wyszli z ogromnego budynku. Powitały ich piski dziewczyn, które tam stały. Czym prędzej weszli do samochodu. Louis usiadł oczywiście obok Harry'ego. Młodszy wtulił się w Louisa, a ten obiją go ramieniem. Dla nich, najważniejsze jest to żeby móc być obok siebie.
Wielkie dzięki, że komentujecie. Przynajmniej wiem, że ktoś czyta tego bloga. No cóż...to chyba tyle z mojej strony. Życzę miłego czytania.
Enjoy !!!
They don’t know about the things we do.
They don’t know about the I love you’s...
Żyj tak jakby każdy dzień był twoim ostatnim....
To było motto Harry'ego. Ten pokręcony chłopak korzystał z każdego dnia całym sobą. Przecież nikt nie wie, co może wydarzyć się jutro, za tydzień, rok czy za dwa lata. Życie jest nieprzewidywalne. Nigdy się nie wie co może stać się jutro.
Dzisiaj żyjesz, a jutro możesz umrzeć.
Dzisiaj jesteś szczęśliwy, a jutro możesz mieć dołka.
Dzisiaj jesteś zakochany, a jutro miłość odchodzi.
Harreh nie chciał aby jego miłość odeszła. Trzymał ją jak najbliżej swojego serca i za wszelką cenę nie wypuszczał ze swoich objęć. Lecz byli tacy, którzy pragnęli aby ta dwójka przestała się kochać. Aby tak po prostu zniknęli i żeby już nigdy na siebie nie spojrzeli. Harry tak naprawdę nie wiedział dlaczego oni im to robią. Przecież ani Lou, ani Harry nic im nie zrobili. Przecież ich nie skrzywdzili, ani nic w tym stylu. Doprawdy nie wiedział....
Harry powoli otwierał zmęczone powieki. Swój wzrok skupił na osobie leżącej obok niego.Kiedy konkretnie otworzył oczy, po chwili je zamknął czując dłoń Louisa na swoim policzku. Uśmiechnął się na ten miły gest, a place Boo Bear'a wodziły delikatnie po jego szyi. Harry wyciągnął swoją dłoń z pod kołdry, a następnie oparł ją po prawej stronie ciała chłopaka. Podparł się po czym spojrzał w oczy szatyna. Spoglądał w nie dość długi czas. Widział w nich iskierki radości. Uśmiechnął się delikatnie, lecz uśmiech zniknął z jego twarzy gdy przypomniał sobie wczorajszy dzień. Opadł na poduszki wpatrując się w sufit.
- Louie... - szepnął loczek wpatrując się w chłopaka. Szatyn spojrzał na niego z dociekliwym wyrazem twarzy. - Kochasz mnie ? - gdy to wypowiedział oczy zaszły mu łzami. Nie chciał tego mówić, nie chciał o tym myśleć....ale musiał się zapytać.
- Harry...co to w ogóle za pytanie ?! Przecież ja Cię kocham jak nigdy nikogo ! Jesteś tym jednym i zawsze nim będzie, rozumiesz ? Jesteś dla mnie najważniejszą osobą na świecie....W ogóle jak ty mogłeś tak pomyśleć?! - powiedział oburzony chłopak, siadając na łóżku. Nie miał pojęcia co skłoniło jego do takich podejrzeń. Przecież Louis uświadamiał mu to codziennie po kilka razy, jak tylko mógł. Ale nawet jeśli nie mógł tego powiedzieć na głos, okazywał to w inny sposób.
Jak Harry mógł pomyśleć, że Louis go nie kocha ?
- Po wczorajszym...- wydukał cicho młodszy siadając obok Louisa, po czym spuścił wzrok i zaczął wpatrywać się w swoje ręce.
- Harold...- szepnął Louis podnosząc podbródek swojego chłopaka.Starał się do niego mówić jak najczulej potrafił. - Tamten pocałunek był niczym, rozumiesz ? On dla mnie nic nie znaczył. Ty dla mnie znaczysz najwięcej. Pamiętaj...ja zawsze będę Cię kochać, bez względu na wszystko. Nie ważne gdzie akurat będę, nie ważne co będę robić, ja zawsze będę o tobie myśleć. To dzięki tobie zrozumiałem co to znaczy miłość. Wszystko zawdzięczam tobie. Jesteś dla mnie ważniejszy od największych skarbów świata, bo....ty jesteś moim największym skarbem. - powiedział na jednym wdechu. Patrzył się ciepło na loczka, a z jego policzka spłynęła pojedyncza łezka. Louis starł ją kciukiem po czym pogładził miejsce, w którym są starł. Patrzył się przez chwilę w oczy chłopaka. Teraz nie pozostało mu nic innego jak pocałowanie go.
Przybliżył swoją twarz do jego twarzy, cały czas patrząc się w jego oczy. Gdy stykali się już nosami, obydwaj chłopcy zamknęli oczy, po Lou czym musnął usta ukochanego. Na początku Harreh zdawał się nie reagować ma pieszczoty ze strony starszego, lecz po chwili zaczął mu odpowiadać muśnięciami. Louis usiadł naprzeciwko Harry'ego nie zaprzestając go całować. Loczek po chwili położył się wygonie na poduszkach a Tommo usiadł na nim okrakiem. Zaczął jeździć swoją ręką po nagim torsie chłopaka.
Nagle czułe muśnięcia przerodziły się w zachłanne pocałunki. Chłopaki wręcz się pożerali. Ale wciąż łaknęli więcej. Louis wsadził swój język do buzi Harry'ego, po czym zaczął walczyć o dominacje z Harrym. Chłopak na początku nie chciał się poddać, lecz po kilku minutach zaciętej bitwy ustąpił.
Z czasem zwinne rączki loczka powędrowały na plecy ukochanego i zaczęły je delikatnie drapać. Po chwili jednak ręce z pleców zniknęły, a pojawiły się na pośladkach Louisa.
Tych cudownych pośladkach, watro zauważyć.
Harry je lekko ścisnął. Starszy sapnął prosto w usta osiemnastolatka. Gdy Lou chciał się już dobierać do bokserek Harry'ego, nagle ktoś wparował do ich pokoju bez pukania. Louis i Harry natychmiast się od siebie oderwali i spoglądnęli, kto jest intruzem i kto ma prawo im przeszkadzać w takim momencie.
- O matko ! Niech moje oczy tego nie widzą ! - krzyknął rozbawionym głosem Irlandczyk ,który zasłonił swoje oczy ręką. Chłopcy się roześmiali, a Louis rzucił poduszką w blondyna. Po chwili Lou zszedł z loczka i usiadł obok niego.
- Niall, czy mama nie nauczyła Cię pukać ?! - powiedział oburzony Harry, który co chwilę spoglądał na Louisa. Jak zwykle był piękny i taki...naturalny. Harry zdecydowanie wolał Louis'a kiedy ten miał boski nie ład na głowie, a jego policzki były zaróżowione.
- Może i uczyła, ale ja tu przychodzę z ważną sprawą - powiedział Niall po czym zamknął drzwi i przysiadł się do chłopców.
- A więc ?- ponaglił go Louis, który patrzył się na niego wyczekująco.
- Paul załatwił nam dziś wywiad - powiedział, tym razem smutnym głosem.
- Że co ?! Przecież dzisiaj mieliśmy mieć wolne ! - krzyknął oburzony Harry. Po części miał racje. Dzisiejszy dzień, miał być wolny, od wywiadów. Miał być wolny od udawania. Chłopcy mieli go spędzić razem. Tak jak zadawanych lat. Po kilku minutach, gdy chłopaki się uspokoili, Niall kontynuował.
- Także..wywiad jest dziś o 14, więc mamy jakieś niecałe 2 godziny. Paul powiedział, że jedziemy..um..nawet nie wiem gdzie...-sapnął zmęczony tym wszystkim, po czym kontynuował - Po wywiadzie jedziemy prostu do hotelu, a reszta dnia należy do nas - powiedział blondyn, który też miał tego wszystkiego dość. Ale najbardziej było mu szkoda Louis'a i Harry'ego. Chłopak wiedział, że cierpią i bardzo im współczuł. I chociaż on nigdy nie był, ani nie będzie w takiej sytuacji, często się zastanawiał jak chłopcy muszą się z tym czuć. Z tym ciągłym udawaniem. To naprawdę musi być męczące.
Niall porozmawiał jeszcze chwilę z chłopakami po czym wyszedł z ich pokoju. Lou i Hazz byli strasznie źli na Paula, za ten wywiad. On nie miał prawa. Najpierw obiecuje a potem wywija coś takiego. Po prostu....coś okropnego.
Chłopcy wstali z łóżka i ubrali się. Nie mieli najmniejszej ochoty na udzielanie jakiegokolwiek wywiadu, ale oni mieli tu najmniej do gadania. Zeszli na dół, gdzie w garderobie czekała na nich ich makijażystka. Uśmiechnęli się na jej widok, a Harry natychmiast wziął na ręce małą Lux, którą wręcz kochał. Lou poprawiała fryzurę Nialla, więc oni mieli chwilę czasu dla siebie. Przez jakiś czas bawili się z małą, lecz gdy zobaczyli, że zbliża się do nich ich manager wiedzieli co się święci.
- Louis, Harry mogę was prosić ? - spytał wychylając się zza drzwi. Chłopcy tylko skinęli głową. Harry oddał dziewczynkę w ręce Malika, który był już gotowy.
Wyszli z pomieszczenia, po czym przystanęli za Higginsem.
- Słuchajcie...wiecie, że w wywiadzie, mogą się was....- nie dokończył ponieważ Harry mu przerwał.
- Tak wiemy...mamy mówić,że nic nas nie łączy, gdy się nas o to zapytają ! Do cholery ile razy będziesz nam to powtarzać ?! Mam Cię już serdecznie dość ! - wykrzyczał Harry, po czym odszedł od managera. Louis spojrzał tylko na Paula, tym swoim morderczym spojrzeniem. Nienawidził gdy loczek był zły. Nie lubił, gdy ktoś prowokował jego ukochanego.
- Wielkie dzięki ! - powiedział wkurzony chłopak, po czym machnął ręką i ruszył za Harrym. Znalazł go w ubikacji. Chłopak siedział skulony w kącie. Jedyne co dało się usłyszeć to ciche szlochanie osiemnastolatka. Gdy Louis to zobaczył, poczuł się tak samo jak wczoraj.
Podszedł do niego. Tym razem nie czekał długo. Loczkowaty wręcz natychmiast rzucił się w jego ramiona. Louis usiadł obok niego, a ten się w niego wtulił.
- Słońce...czemu płaczesz ? - spytał troskliwie Louis, chociaż doskonale znał odpowiedź.
- Po prostu...strasznie boli mnie brzuch - wyjaśnił młodszy.
- Kłamczuch - wyszeptał żartobliwie Louis. Zawsze tak mówił, gdy Harry kłamał.
- Louis, jak tak bardzo nie chcę tego robić - wydukał z siebie ochrypłym głosem, jeszcze bardziej wtulając się w ciało chłopaka.
- Wiem kochanie. Nie martw się...będzie dobrze, obiecuje - wyszeptał w jego włosy, po czym delikatnie musnął jego czoło. Chciał jakoś pocieszyć Harry'ego, lecz za bardzo nie wiedział jak. Sam czuł się tak samo. Ale...Harry to coś innego. Jest bardziej wrażliwy.On jest inny. Ważniejszy. Ważniejszy od wszystkiego. On jest najważniejszy dla Louis'a.
Chłopcy posiedzieli tam chwilę, a gdy Harry się uspokoił, starszy wstał, ciągnąc chłopaka za ręce.
- Obiecuje Ci, że będzie dobrze - szepnął, po czym wyszli z toalety. Skierowali się w stronę garderoby i weszli do pokoju. Liam, Zayn i Niall byli już gotowi. Gdy tylko przekroczyli próg, wszyscy spojrzeli na nich ze....współczuciem. Nie trzeba było być Sherlockiem Holmsem aby nie zauważyć,że Harry płakał.
- Który pierwszy ? - spytała po chwili ich makijażystka. Louis skinął na Harry'ego, ponieważ on miał jeszcze coś do załatwienia. A konkretnie...pójście do Paula i wygarnięcie mu wszystkiego. Nie chciał aby taka sytuacja powtórzyła się jeszcze raz. Nie miał ochoty patrzeć jak on cierpi. Po prostu tego nie chciał.
Gdy loczek zasiadł na fotelu, Louis powiedział, że musi coś załatwić. Szybko wyszedł z pokoju, po czym skierował się do managera, który stał w holu i czekał na chłopaków.
- Paul !- krzyknął Louis, który był bardzo zdenerwowany. Podszedł do niego i już miał mu wszystko powiedzieć. Wykrzyczeć mu w twarz jak bardzo go nienawidzi i chcę się ujawnić, ale...coś go powstrzymało. Coś, a raczej ktoś. Koło mężczyzny stała jego żona.
Diana była w 5 miesiącu ciąży i raczej nie powinna się denerwować w takim stanie. A gdyby Louis wygarnął wszystko Paul'owi, jego żona nie byłaby z pewnością zadowolona. Twarz chłopaka od razu zmieniła swoją barwę
- Coś się stało ? - spytał lekko przerażony Paul. Louie nie chciał tego wszystkiego mówić przy brunetce.
- Nic...to..znaczy się, chciałem zapytać jak tam u ciebie Diana ? - zapytał, lekko zmieszany.
Louis nie lubił tych rozmów. Praktycznie to zawsze on je prowadził. I nie dlatego, że on był lepszym mówcą. Po prostu...Harry...On jest na to za delikatny. Harry nie umie udawać. Nie umie kłamać. A na pewno nie w takiej sprawie. Zawsze wszyscy wiedzą gdy jest coś nie tak.
- Wszystko dobrze..ale czasami nie mam już siły a to dopiero 5 miesiąc. - odpowiedziała kobieta. Louis tym razem uśmiechnął się szczerze. Chłopak bardzo lubił żonę swojego menadżera, lecz nie tak jak Lou. Ta kobieta była cudowna.
Po kilku minutach rozmowy, Louis pożegnał się z Dainą , po czym skierował się do pokoju gdzie znajdowała się reszta. Przystaną na chwilę, gdy zobaczył coś co wywołało uśmiech na twarzy szatyna.
Harry.
Gdy tylko Louis, zobaczył uśmiechniętego loczka, jego kąciki ust również powędrowało ku górze. Wszedł do środka i nie przestając się uśmiechać podszedł do Harry'ego i delikatnie musnął jego usta.
- Jesteście tacy słody, że zaraz będę rzygać tęczą. - powiedział rozbawiony Zayn, patrząc się na Louis'a i Harry'ego.
~~~*~~~
Po niecałych dwudziestu minutach wszyscy byli już gotowi i czekali w holu. Po chwili zjawili się ich ochroniarze. Chłopcy mogli już wychodzić. Niestety nie mogli tego zrobić bez nich. Gdyby wyszli na zewnątrz bez ochroniarzy, stado fanek mogłoby ich staranować. A wręcz się na nich rzucić. Strach pomyśleć co by się wtedy stało....
Chłopcy wyszli z ogromnego budynku. Powitały ich piski dziewczyn, które tam stały. Czym prędzej weszli do samochodu. Louis usiadł oczywiście obok Harry'ego. Młodszy wtulił się w Louisa, a ten obiją go ramieniem. Dla nich, najważniejsze jest to żeby móc być obok siebie.
czwartek, 21 lutego 2013
Rozdział 4 - Pragnę być przy tobie.
Siema moje ukochane misiaczki !!! Przepraszam, że musieliście tak długo czekać na ten rozdział, ale nie miałam jak go dodać ;) Szczerze, to mi się nie podoba....jest jakiś taki...dziwny. No ale. Jeśli chodzi o rozdział 5 to obiecuje ,że pojawi się szybciej ;D
Teraz kwestia komentarzy...6 pod rozdziałem 3. No cóż...nie naciskam. Wiem, że wiele osób czyta, a nie wiele komentuje. Ale nie mam wam tego za złe ;) I tak was bardzo ale to bardzo kocham ! Ale naprawdę byłoby miło gdybyście skomentowali krótkim "dziękuję" Serio...to wiele dla mnie znaczy.
Ahh...no i jeszcze jedno. Wy w ogóle nie zadajecie pytań do postaci !;) A to naprawdę wiele może wnieść do opowiadania i wyjaśnić wiele rzeczy. Więc jeśli chcecie zadawać pytania do postaci (nie zmuszam) to wpadajcie Tu. Tam też możecie zadawać pytania do mnie ;D Więc to chyba tyle
So I don’t want to wait any longer
I just want to tell the world that you’re mine...
Louis zobaczył to czego jego oczy nigdy nie chciały zobaczyć. Ujrzał zapłakanego Harry'ego, który siedział skulony w kącie pokoju. Jego serce przebił sztylet, który tkwił w nim od tego pocałunku, od tego wyjścia, a teraz wbił się jeszcze głębiej, pozbawiając go tchu.
- Harreh - szepnął czule do swojej miłości, po czym delikatnie uniósł jej podbródek. Spojrzała na niego oczami czerwonymi i przeszkolonymi od płaczu. Lecz w ich głębi dało się zobaczyć to uczucie, które było w nich ukryte i tylko Louie wiedział jak się na nie patrzyć. Tylko on wiedział co to za uczucie.
Harry nie musiał nic mówić. Louis doskonale wiedział dlaczego on płakał. Upewnił się w tym jeszcze bardziej, gdy zobaczył laptopa leżącego na łóżku. Wtedy był już całkowicie przekonany o tym, że on już wie. Wie o tym, że Louis pocałował Eleonor. Momentalnie jego oczy zaszły mgłą. Usiadł naprzeciwko Harry'ego i wziął głęboki wdech.
- Harry , słońce, wiesz,że ja tego nie chciałem...- zaczął, lecz nie mógł dokończyć. W jego oczach stanęły łzy gdy on podniósł głowę i spojrzał na Louisa. Tymi oczami, które mówiły same o siebie. Serce bardziej go zabolało. Myślał, że tego nie wytrzyma. Nie ma nic gorszego do widoku zapłakanego loczka.
- Dlaczego ? Dlaczego Louie ?- spytał młodszy, ochrypłym głosem. Przetarł oczy i zaczął wyczekująco wpatrywać się w swojego chłopaka. Jego policzki były zaczerwienione. Oczy czerwone i zaszklone od płaczu, a ręce lekko drżały.
Louis nie wiedział co odpowiedzieć. Nie miał pojęcia co ma zrobić. Przecież on nie chciał. To nie był jego pomysł. On..przecież Louis jej nie kocha. On kocha tylko Harry'ego.
- Dlaczego ją pocałowałeś ? - Harreh zadał kolejne pytanie, lecz nie dostał na nie odpowiedzi. Szatyn siedział naprzeciwko swojej miłości i wpatrywał się w jej twarz. Lecz nie wiedział co ma powiedzieć. Aby załagodzić napiętą sytuację, Louis delikatnie potarł chłodną dłoń loczka.
Osiemnastolatek wzdrygnął się i odsunął się od ukochanego. Louis nie spodziewał się takiej reakcji. Doskonale wiedział, że on czuje się źle, ale przecież z Louisem nie było lepiej. Czuł do siebie odrazę. Czuł się tak, jakby go zdradził
Starszy chłopak podczołgał się do loczka. Zaczął się na niego patrzeć ze łzami w oczach, które po chwili zaczęły swobodnie spływać po jego policzkach. Czuł się tak okropnie.
Harry nie wytrzymał dłużej. Wpadł w ramiona swojego ukochanego wypłakując sobie oczy. Jego koszulka była już mokra, ale ani jemu, ani Louisowi to nie przeszkadzało.
- Przepraszam Louis....To wszystko moja wina. To wszystko jest przeze mnie. - zaczął Harry. Jego głos ze słowa na słowo się załamywał.
- Przestań Harreh. To nie twoja wina...nawet tak nie mów. To ja...To moja wina.Ja..ja tego nie chciałem. Ja...tak bardzo Cię przepraszam..to wszystko przez Carla...- nie dokończył bo on wpił się w jego usta. Z taką zachłannością i pożądaniem. Całował go tak, jakby nie robił tego od lat. Całowali się tak przez kilka minut, po czym się od siebie oderwali. Patrzyli się na siebie przez moment po czym młodszy zbliżył swoją twarz do twarzy Louisa i jeszcze raz, delikatnie musnął usta chłopaka.
- Kocham Cię - wyszeptał młodszy, wpatrując się w jego oczy. Loczek tak bardzo pragnął aby to wszystko się skończyło. Obydwoje nie mieli już na to wszystko siły. Nie mogli już dłużej na to patrzeć. Nie mogli tego wycierpieć. Dlaczego zarząd nie może zrozumieć,że oni po prostu się kochają ? Że oni już dłużej tak nie mogą.
Czasami byli tak tym wszystkim zmęczeni, że chcieli po prostu się zabić. Kiedyś nawet coś takiego się zdarzyło. Harry nie wytrzymał i pociął się. Na szczęście Louis przyjechał na czas i zabrał go do lekarza. Zrobił sobie tylko kilka kresek. Ale te kilka kresek tak bardzo dotknęły Louisa, że po prosu nie wytrzymał. Tak bardzo to go zraniło. Siedział w domu, w sypialni, na łóżku i wypłakiwał sobie oczy. Na szczęście Harry'ego nie było w mieszkaniu. Bo gdy tylko on widzi łzy na policzkach Louisa, sam zaczyna płakać.
Na szczęście...lub nie szczęście...
Hazz, od pewnego czasu stał się zupełnie inny. Stał się bardziej delikatniejszy i wrażliwszy. Częściej płacze i się wzrusza. Ale czasami potrafi być niemiły i drapieżny jak lew. Ale tylko wtedy gdy coś mu zagraża. Jemu albo Louisowi. Wtedy nie ręczy za siebie. Ale...to chyba przez ich sytuacje. Przecież każdy człowiek długo by tak nie wytrzymał. Nie wytrzymałby ciągle udając. Z jednej strony żałował, że przyszedł na casting.Ale z drugiej, gdyby na niego nie poszedł nigdy nie poznałby Louisa. Swojej prawdziwiej miłości. Ale...miłość nie jest taka idealna. Nic nie jest idealne. Nic nie jest proste. W ich świecie wszystko krąży wokół pieniędzy. Nie liczą się uczucia innych. Liczy się tylko kasa i to aby być jak najbardziej sławnym.
Louis wziął loczka w swoje ramiona i przyciągnął bliżej siebie. Chłopak wtulił się w Louisa, a ten wstał z zimnej podłogi i skierował się na hotelowe łóżku. Szatyn delikatnie ułożył chłopaka na łóżku a sam położył się obok niego. Harold wtulił się w tors ukochanego. Chciał aby tak wyglądało jego życie. Z nim u boku. Nic więcej się nie liczyło. Tylko to, aby Louis był koło niego. On był szczęściem. Całym jego szczęście.
Po paru minutach w pokoju dało się usłyszeć ciche pochrapywania Harry'ego, który usnął na torsie Louisa.
Louis natomiast leżał na plecach i wsłuchiwał się w rytm serca loczka. Zaczął bawić się jego loczkami. Co było bardzo uspakajające. Niestety Harry za bardzo tego nie lubił, lecz jemu pozwalał. Wtedy przypomniało się mu coś co wywołało uśmiech na jego twarzy. Przypomniał sobie jak ze sobą tańczyli.
"...Stoję w kuchni i zamierzam sobie coś przygotować. Harold jest jeszcze w swoim pokoju i śpi. Jest niedziela, a on lubi długo spać.
Podszedłem do lodówki i wyjąłem potrzebne składniki, potrzebne do przygotowania jajecznicy. Postawiłem wszystko na blacie po czym zacząłem szukać patelni. Narobiłem przy tym trochę hałasu, ponieważ przez przypadek strąciłem kilka garnków i szklankę, która się zbiła. Ohh...kuchnia to nie mój teren...
Zachichotałem sie gdy usłyszałem głos w mojej głowie. Szybko pozbierałem rozbite szkło i wyrzuciłem do śmietnika. Po kilku minutach udało mi się znaleźć patelnie. Włączyłem gaz, po czym chciałem rozbić pierwsze jajko.
- Koniec świata, Louie gotuje - powiedział żartobliwy, ochrypły głos a ja się momentalnie odwróciłem. Zobaczyłem Harry'ego, który stał w progu i się mi przyglądał. Uśmiechał się słodko, a ja się zarumieniłem, po czym odwróciłem wzrok.
- Długo tam stoisz ? - spytałem po chwili.
- Wystarczająco by zakazać Ci się zbliżać do kuchni. Jeszcze sobie krzywdę zrobisz ! - szepnął Harry. Podszedł do mnie i położył głowę na moim ramieniu. Chwilę później poczułem jak loczek odwraca mnie w swoją stronę i wyciąga do mnie rękę.
- Mogę prosić ? - spytał a ja się uśmiechnąłem.
- Ale...- jęknąłem spoglądając na patelnię. Harold pokręcił głową z dezaprobatą wyłączając gaz a następnie chwycił mnie za dłoń i pociągnął mnie za sobą. Wyszliśmy z kuchni i stanęliśmy na panelach w salonie. Z radia wydobywała się właśnie NASZA piosenka. A konkretniej "Moments"
Obiją mnie rękoma w pasie a ja swoje wokół jego szyi. Pokręciłem głową, a on się słodko uśmiechnął. Przybliżył mnie do siebie, tym samym sprawiając, że położyłem swoją głowę na jego ramieniu. Poczułem dziwne ciepło rozlewające się po moim ciele. Myślałem, że się rozpłynę trzymając go w swoich ramionach. To było trochę dziwne...ale zarazem wspaniałe. Kołysaliśmy się powoli w rytm melodii, cicho podśpiewując pod nosem. Niestety ten cudowny czas przerwali nam chłopcy, którzy wparowali do salonu. Od razu się od siebie odsunęliśmy, a oni zaczęli się na nas patrzeć jak na idiotów.
- Co wy tu robiliście ? - spytał po chwili Niall a my się na siebie popatrzyliśmy.
- Tańczyliśmy, a co zazdrosny ?!- odpowiedział Hazz lekko się uśmiechając. Chłopaki tylko przwrócili oczami po czym usiedli na kanapie.
- Mówcie co chcecie ! - powiedział Zayn wyjmując paczkę żelków z torby.
- Jesteście szurnięci ! - krzyknąłem powracając do kuchni. Harry wszedł tam ze mną, po czym usiadł na krześle. Rozbiłem jajka i dodałem przyprawy. Po kilku minutach jajecznica była gotowa. Nałożyłem ją na dwa talerze, po czym podałem jeden z nich Harry'emu, który siedział na krześle i wpatrywał się w podłogę. Usiadłem obok niego, lecz Hazz zdawał się tego nie zauważyć.
- Harry, dobrze się czujesz ? - zapytałem, a on podniósł głowę. Spojrzał na mnie z dzwinym wyrazem twarzy. - Hazz...
- Przytulisz mnie ? - spytał nie pewnie, a ja zmarszczyłem brwi.
- No pewnie, że tak ! Chodź tu do mnie - szepnąłem, po czym wziąłem go w swoje ramiona. Przytuliłem go z całych sił. Chłopak również bardzo mocno się do mnie przytulał. W tamtej chwili czułem się tak..dziwnie. Jakoś inaczej. Zupełnie inaczej..gdy przytulałem się do Hannah nie czułem się tak, jak z Harrym. Ta chwila...była czymś cudownym. Tak bardzo dobrze się czułem ...."
Louis pamiętał to doskonale. Tą cudowną chwilę. Już wtedy wisiało coś w powietrzu. Ale ani on, ani Harry niczego nie podejrzewali. Nie przypuszczali, że się w sobie zakochają.
Szatyn nadal leżał na łóżku ze swoim ukochanym. Spoglądał na jego twarz, a wtedy serce zaczęło bić mu szybciej. Harry był taki słodki, taki delikatny, taki kruchy, taki....jego. Lou nie mógł przestać się uśmiechać. Dla niego to, że mógł spędzić czas z Harrym było czymś cudownym. Przynajmniej, przez chwilę nie myślał o tym pocałunku. Jeśli da się to tak nazwać...
Ale i tak było mu cholernie przykro i smutno...że tym czymś tak bardzo zranił Harry'ego.
Ale musiał.
Nie miał innego wyjścia. Nie rozumiał tylko jednego, a mianowicie tego dlaczego jest taki naiwny. Przecież...jest najstarszy, mógł wtedy coś zrobić..ale był młody i jeszcze niczego nie rozumiał.
- Louie - szepnął Harry podnosząc się z torsu swojego ukochanego. Louis spojrzał na niego czule i przejechał dłonią po rozgrzanym policzku.
- Nie śpisz ?- spytał troskliwie, a loczek pokiwał przecząco głową. Ponownie wtulił się, a szatyn obiją go ramieniem. Ucałował w czoło i zaczął bawić się loczkami chłopaka.
- Lou....kiedy jedziesz..um...wiesz gdzie ? - spytał zatroskany loczek, nie wprost, ponieważ nie mógł tego powiedzieć. Coś go powstrzymywało. Po prostu się bał. Nie chciał o tym myśleć, a tym bardziej mówić.
- Nie wiem...pojadę jak wrócimy z Nowego Jorku, a co ? - zapytał i popatrzył się na Harry'ego.
- Martwię się - szepnął po chwili, a Louis wziął głęboki wdech. Chciał jakoś uspokoić Harry'ego, aby ten się tak tym nie przejmował. Miał już mnóstwo zmartwień, a to nie mogło zawracać jego głowy. Przynajmniej nie teraz. - A co jeśli...jeśli to będzie pra...
- Shhh...nie mów tego. - przyłożył palec do ust Harry'ego, tak aby te słowa nie opuściły jego ust. - Nie przejmuj się rzeczami, o których jeszcze nie wiesz. Nie przejmuj się tym.Nie zwracaj na to uwagi. Ale pamiętaj, ja zawsze będę przy tobie, bez względu na to co się stanie - ostatnie słowa wypowiedział trochę ciszej. Wypowiedział je ze łzami w oczach.
- Tak bardzo Cię kocham, że nie chcę...- wypowiedział Harry po czym usiadł na łóżku i spojrzał na Lousia. Nie dokończył zdania, lecz Louis wiedział co ma na myśli młodszy.
- Nie stracisz - szepnął przerywając Harry'emu i podążył w ślady swojego chłopaka. Louis jakby czytał w myślach Harry'ego. On zawsze wiedział gdy jemu było coś nie tak. Gdy się źle czuje, lub gdy ma zły humor. A poza tym Harry nie umiał udawać. Jak bardzo by się starał...po prostu mu to nie wychodziło.
- Obiecujesz ? - zapytał nieśmiało młodszy.
- Obiecuje - wyszeptał cichutko Louie. Tak cichutko jakby się bał, tego aby te słowa opuściły jego usta. Przecież Louis nie mógł tego obiecać Harry'emu. To nie zależało od niego. Gdyby okazało się to prawdą...Louis nawet nie chciał o tym myśleć. Chciał się cieszyć tymi dniami, które mógł spędzać z Harrym.
Harry ponownie wtulił się w Louisa. Przez chwilę wsłuchiwali się w bicie swoich serc. Po chwili jednak obydwoje zmęczęni zasnęli.
Z nadzieją.
Z nadzieją, że jutro będzie lepiej.
Teraz kwestia komentarzy...6 pod rozdziałem 3. No cóż...nie naciskam. Wiem, że wiele osób czyta, a nie wiele komentuje. Ale nie mam wam tego za złe ;) I tak was bardzo ale to bardzo kocham ! Ale naprawdę byłoby miło gdybyście skomentowali krótkim "dziękuję" Serio...to wiele dla mnie znaczy.
Ahh...no i jeszcze jedno. Wy w ogóle nie zadajecie pytań do postaci !;) A to naprawdę wiele może wnieść do opowiadania i wyjaśnić wiele rzeczy. Więc jeśli chcecie zadawać pytania do postaci (nie zmuszam) to wpadajcie Tu. Tam też możecie zadawać pytania do mnie ;D Więc to chyba tyle
Enjoy !!!
So I don’t want to wait any longer
I just want to tell the world that you’re mine...
Louis zobaczył to czego jego oczy nigdy nie chciały zobaczyć. Ujrzał zapłakanego Harry'ego, który siedział skulony w kącie pokoju. Jego serce przebił sztylet, który tkwił w nim od tego pocałunku, od tego wyjścia, a teraz wbił się jeszcze głębiej, pozbawiając go tchu.
- Harreh - szepnął czule do swojej miłości, po czym delikatnie uniósł jej podbródek. Spojrzała na niego oczami czerwonymi i przeszkolonymi od płaczu. Lecz w ich głębi dało się zobaczyć to uczucie, które było w nich ukryte i tylko Louie wiedział jak się na nie patrzyć. Tylko on wiedział co to za uczucie.
Harry nie musiał nic mówić. Louis doskonale wiedział dlaczego on płakał. Upewnił się w tym jeszcze bardziej, gdy zobaczył laptopa leżącego na łóżku. Wtedy był już całkowicie przekonany o tym, że on już wie. Wie o tym, że Louis pocałował Eleonor. Momentalnie jego oczy zaszły mgłą. Usiadł naprzeciwko Harry'ego i wziął głęboki wdech.
- Harry , słońce, wiesz,że ja tego nie chciałem...- zaczął, lecz nie mógł dokończyć. W jego oczach stanęły łzy gdy on podniósł głowę i spojrzał na Louisa. Tymi oczami, które mówiły same o siebie. Serce bardziej go zabolało. Myślał, że tego nie wytrzyma. Nie ma nic gorszego do widoku zapłakanego loczka.
- Dlaczego ? Dlaczego Louie ?- spytał młodszy, ochrypłym głosem. Przetarł oczy i zaczął wyczekująco wpatrywać się w swojego chłopaka. Jego policzki były zaczerwienione. Oczy czerwone i zaszklone od płaczu, a ręce lekko drżały.
Louis nie wiedział co odpowiedzieć. Nie miał pojęcia co ma zrobić. Przecież on nie chciał. To nie był jego pomysł. On..przecież Louis jej nie kocha. On kocha tylko Harry'ego.
- Dlaczego ją pocałowałeś ? - Harreh zadał kolejne pytanie, lecz nie dostał na nie odpowiedzi. Szatyn siedział naprzeciwko swojej miłości i wpatrywał się w jej twarz. Lecz nie wiedział co ma powiedzieć. Aby załagodzić napiętą sytuację, Louis delikatnie potarł chłodną dłoń loczka.
Osiemnastolatek wzdrygnął się i odsunął się od ukochanego. Louis nie spodziewał się takiej reakcji. Doskonale wiedział, że on czuje się źle, ale przecież z Louisem nie było lepiej. Czuł do siebie odrazę. Czuł się tak, jakby go zdradził
Starszy chłopak podczołgał się do loczka. Zaczął się na niego patrzeć ze łzami w oczach, które po chwili zaczęły swobodnie spływać po jego policzkach. Czuł się tak okropnie.
Harry nie wytrzymał dłużej. Wpadł w ramiona swojego ukochanego wypłakując sobie oczy. Jego koszulka była już mokra, ale ani jemu, ani Louisowi to nie przeszkadzało.
- Przepraszam Louis....To wszystko moja wina. To wszystko jest przeze mnie. - zaczął Harry. Jego głos ze słowa na słowo się załamywał.
- Przestań Harreh. To nie twoja wina...nawet tak nie mów. To ja...To moja wina.Ja..ja tego nie chciałem. Ja...tak bardzo Cię przepraszam..to wszystko przez Carla...- nie dokończył bo on wpił się w jego usta. Z taką zachłannością i pożądaniem. Całował go tak, jakby nie robił tego od lat. Całowali się tak przez kilka minut, po czym się od siebie oderwali. Patrzyli się na siebie przez moment po czym młodszy zbliżył swoją twarz do twarzy Louisa i jeszcze raz, delikatnie musnął usta chłopaka.
- Kocham Cię - wyszeptał młodszy, wpatrując się w jego oczy. Loczek tak bardzo pragnął aby to wszystko się skończyło. Obydwoje nie mieli już na to wszystko siły. Nie mogli już dłużej na to patrzeć. Nie mogli tego wycierpieć. Dlaczego zarząd nie może zrozumieć,że oni po prostu się kochają ? Że oni już dłużej tak nie mogą.
Czasami byli tak tym wszystkim zmęczeni, że chcieli po prostu się zabić. Kiedyś nawet coś takiego się zdarzyło. Harry nie wytrzymał i pociął się. Na szczęście Louis przyjechał na czas i zabrał go do lekarza. Zrobił sobie tylko kilka kresek. Ale te kilka kresek tak bardzo dotknęły Louisa, że po prosu nie wytrzymał. Tak bardzo to go zraniło. Siedział w domu, w sypialni, na łóżku i wypłakiwał sobie oczy. Na szczęście Harry'ego nie było w mieszkaniu. Bo gdy tylko on widzi łzy na policzkach Louisa, sam zaczyna płakać.
Na szczęście...lub nie szczęście...
Hazz, od pewnego czasu stał się zupełnie inny. Stał się bardziej delikatniejszy i wrażliwszy. Częściej płacze i się wzrusza. Ale czasami potrafi być niemiły i drapieżny jak lew. Ale tylko wtedy gdy coś mu zagraża. Jemu albo Louisowi. Wtedy nie ręczy za siebie. Ale...to chyba przez ich sytuacje. Przecież każdy człowiek długo by tak nie wytrzymał. Nie wytrzymałby ciągle udając. Z jednej strony żałował, że przyszedł na casting.Ale z drugiej, gdyby na niego nie poszedł nigdy nie poznałby Louisa. Swojej prawdziwiej miłości. Ale...miłość nie jest taka idealna. Nic nie jest idealne. Nic nie jest proste. W ich świecie wszystko krąży wokół pieniędzy. Nie liczą się uczucia innych. Liczy się tylko kasa i to aby być jak najbardziej sławnym.
Louis wziął loczka w swoje ramiona i przyciągnął bliżej siebie. Chłopak wtulił się w Louisa, a ten wstał z zimnej podłogi i skierował się na hotelowe łóżku. Szatyn delikatnie ułożył chłopaka na łóżku a sam położył się obok niego. Harold wtulił się w tors ukochanego. Chciał aby tak wyglądało jego życie. Z nim u boku. Nic więcej się nie liczyło. Tylko to, aby Louis był koło niego. On był szczęściem. Całym jego szczęście.
Po paru minutach w pokoju dało się usłyszeć ciche pochrapywania Harry'ego, który usnął na torsie Louisa.
Louis natomiast leżał na plecach i wsłuchiwał się w rytm serca loczka. Zaczął bawić się jego loczkami. Co było bardzo uspakajające. Niestety Harry za bardzo tego nie lubił, lecz jemu pozwalał. Wtedy przypomniało się mu coś co wywołało uśmiech na jego twarzy. Przypomniał sobie jak ze sobą tańczyli.
"...Stoję w kuchni i zamierzam sobie coś przygotować. Harold jest jeszcze w swoim pokoju i śpi. Jest niedziela, a on lubi długo spać.
Podszedłem do lodówki i wyjąłem potrzebne składniki, potrzebne do przygotowania jajecznicy. Postawiłem wszystko na blacie po czym zacząłem szukać patelni. Narobiłem przy tym trochę hałasu, ponieważ przez przypadek strąciłem kilka garnków i szklankę, która się zbiła. Ohh...kuchnia to nie mój teren...
Zachichotałem sie gdy usłyszałem głos w mojej głowie. Szybko pozbierałem rozbite szkło i wyrzuciłem do śmietnika. Po kilku minutach udało mi się znaleźć patelnie. Włączyłem gaz, po czym chciałem rozbić pierwsze jajko.
- Koniec świata, Louie gotuje - powiedział żartobliwy, ochrypły głos a ja się momentalnie odwróciłem. Zobaczyłem Harry'ego, który stał w progu i się mi przyglądał. Uśmiechał się słodko, a ja się zarumieniłem, po czym odwróciłem wzrok.
- Długo tam stoisz ? - spytałem po chwili.
- Wystarczająco by zakazać Ci się zbliżać do kuchni. Jeszcze sobie krzywdę zrobisz ! - szepnął Harry. Podszedł do mnie i położył głowę na moim ramieniu. Chwilę później poczułem jak loczek odwraca mnie w swoją stronę i wyciąga do mnie rękę.
- Mogę prosić ? - spytał a ja się uśmiechnąłem.
- Ale...- jęknąłem spoglądając na patelnię. Harold pokręcił głową z dezaprobatą wyłączając gaz a następnie chwycił mnie za dłoń i pociągnął mnie za sobą. Wyszliśmy z kuchni i stanęliśmy na panelach w salonie. Z radia wydobywała się właśnie NASZA piosenka. A konkretniej "Moments"
Obiją mnie rękoma w pasie a ja swoje wokół jego szyi. Pokręciłem głową, a on się słodko uśmiechnął. Przybliżył mnie do siebie, tym samym sprawiając, że położyłem swoją głowę na jego ramieniu. Poczułem dziwne ciepło rozlewające się po moim ciele. Myślałem, że się rozpłynę trzymając go w swoich ramionach. To było trochę dziwne...ale zarazem wspaniałe. Kołysaliśmy się powoli w rytm melodii, cicho podśpiewując pod nosem. Niestety ten cudowny czas przerwali nam chłopcy, którzy wparowali do salonu. Od razu się od siebie odsunęliśmy, a oni zaczęli się na nas patrzeć jak na idiotów.
- Co wy tu robiliście ? - spytał po chwili Niall a my się na siebie popatrzyliśmy.
- Tańczyliśmy, a co zazdrosny ?!- odpowiedział Hazz lekko się uśmiechając. Chłopaki tylko przwrócili oczami po czym usiedli na kanapie.
- Mówcie co chcecie ! - powiedział Zayn wyjmując paczkę żelków z torby.
- Jesteście szurnięci ! - krzyknąłem powracając do kuchni. Harry wszedł tam ze mną, po czym usiadł na krześle. Rozbiłem jajka i dodałem przyprawy. Po kilku minutach jajecznica była gotowa. Nałożyłem ją na dwa talerze, po czym podałem jeden z nich Harry'emu, który siedział na krześle i wpatrywał się w podłogę. Usiadłem obok niego, lecz Hazz zdawał się tego nie zauważyć.
- Harry, dobrze się czujesz ? - zapytałem, a on podniósł głowę. Spojrzał na mnie z dzwinym wyrazem twarzy. - Hazz...
- Przytulisz mnie ? - spytał nie pewnie, a ja zmarszczyłem brwi.
- No pewnie, że tak ! Chodź tu do mnie - szepnąłem, po czym wziąłem go w swoje ramiona. Przytuliłem go z całych sił. Chłopak również bardzo mocno się do mnie przytulał. W tamtej chwili czułem się tak..dziwnie. Jakoś inaczej. Zupełnie inaczej..gdy przytulałem się do Hannah nie czułem się tak, jak z Harrym. Ta chwila...była czymś cudownym. Tak bardzo dobrze się czułem ...."
Louis pamiętał to doskonale. Tą cudowną chwilę. Już wtedy wisiało coś w powietrzu. Ale ani on, ani Harry niczego nie podejrzewali. Nie przypuszczali, że się w sobie zakochają.
Szatyn nadal leżał na łóżku ze swoim ukochanym. Spoglądał na jego twarz, a wtedy serce zaczęło bić mu szybciej. Harry był taki słodki, taki delikatny, taki kruchy, taki....jego. Lou nie mógł przestać się uśmiechać. Dla niego to, że mógł spędzić czas z Harrym było czymś cudownym. Przynajmniej, przez chwilę nie myślał o tym pocałunku. Jeśli da się to tak nazwać...
Ale i tak było mu cholernie przykro i smutno...że tym czymś tak bardzo zranił Harry'ego.
Ale musiał.
Nie miał innego wyjścia. Nie rozumiał tylko jednego, a mianowicie tego dlaczego jest taki naiwny. Przecież...jest najstarszy, mógł wtedy coś zrobić..ale był młody i jeszcze niczego nie rozumiał.
- Louie - szepnął Harry podnosząc się z torsu swojego ukochanego. Louis spojrzał na niego czule i przejechał dłonią po rozgrzanym policzku.
- Nie śpisz ?- spytał troskliwie, a loczek pokiwał przecząco głową. Ponownie wtulił się, a szatyn obiją go ramieniem. Ucałował w czoło i zaczął bawić się loczkami chłopaka.
- Lou....kiedy jedziesz..um...wiesz gdzie ? - spytał zatroskany loczek, nie wprost, ponieważ nie mógł tego powiedzieć. Coś go powstrzymywało. Po prostu się bał. Nie chciał o tym myśleć, a tym bardziej mówić.
- Nie wiem...pojadę jak wrócimy z Nowego Jorku, a co ? - zapytał i popatrzył się na Harry'ego.
- Martwię się - szepnął po chwili, a Louis wziął głęboki wdech. Chciał jakoś uspokoić Harry'ego, aby ten się tak tym nie przejmował. Miał już mnóstwo zmartwień, a to nie mogło zawracać jego głowy. Przynajmniej nie teraz. - A co jeśli...jeśli to będzie pra...
- Shhh...nie mów tego. - przyłożył palec do ust Harry'ego, tak aby te słowa nie opuściły jego ust. - Nie przejmuj się rzeczami, o których jeszcze nie wiesz. Nie przejmuj się tym.Nie zwracaj na to uwagi. Ale pamiętaj, ja zawsze będę przy tobie, bez względu na to co się stanie - ostatnie słowa wypowiedział trochę ciszej. Wypowiedział je ze łzami w oczach.
- Tak bardzo Cię kocham, że nie chcę...- wypowiedział Harry po czym usiadł na łóżku i spojrzał na Lousia. Nie dokończył zdania, lecz Louis wiedział co ma na myśli młodszy.
- Nie stracisz - szepnął przerywając Harry'emu i podążył w ślady swojego chłopaka. Louis jakby czytał w myślach Harry'ego. On zawsze wiedział gdy jemu było coś nie tak. Gdy się źle czuje, lub gdy ma zły humor. A poza tym Harry nie umiał udawać. Jak bardzo by się starał...po prostu mu to nie wychodziło.
- Obiecujesz ? - zapytał nieśmiało młodszy.
- Obiecuje - wyszeptał cichutko Louie. Tak cichutko jakby się bał, tego aby te słowa opuściły jego usta. Przecież Louis nie mógł tego obiecać Harry'emu. To nie zależało od niego. Gdyby okazało się to prawdą...Louis nawet nie chciał o tym myśleć. Chciał się cieszyć tymi dniami, które mógł spędzać z Harrym.
Harry ponownie wtulił się w Louisa. Przez chwilę wsłuchiwali się w bicie swoich serc. Po chwili jednak obydwoje zmęczęni zasnęli.
Z nadzieją.
Z nadzieją, że jutro będzie lepiej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)